Byłam ciekawa, dlaczego Ryuzaki'emu tak bardzo zależało na tym spotkaniu. Kilka minut przed umówioną godziną wyszłam z boku i usiadłam na krawężniku w oczekiwaniu na chłopaka. Przyjechał po krótkiej chwili, więc wsiadłam do jego samochodu.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam
- A gdzie chcesz?
Zastanowiłam się chwilę. Tak naprawdę, to myślałam, że chłopak będzie wiedział gdzie mnie zabrać. No, ale widocznie się przeliczyłam.
- Sama nie wiem. - mruknęłam - Gdziekolwiek.
<Ryu? A gdzie ta twoja super niespodzianka?>
niedziela, 10 sierpnia 2014
środa, 6 sierpnia 2014
Od Ryuzaki'ego cd historii Caroline
Dostałem sms. Hym... Gdzie się spotkamy to było dobre pytanie. Nawet nie wiem gdzie ona mieszka! Po chwili myślenia odpisałem: ''Ulica na którą cię odwiozłem dwa dni temu, przyjadę po ciebie i pojedziemy gdzieś.". Po chwili odpisała mi: ''Ok.''
[...] Caroline czekała już na mnie gdy tam dotarłem i od razu wsiadła do auta.
- Gdzie jedziemy? - spytała
- A gdzie chcesz?
<Caroline? Wróciłem z wakacji ^.^>
[...] Caroline czekała już na mnie gdy tam dotarłem i od razu wsiadła do auta.
- Gdzie jedziemy? - spytała
- A gdzie chcesz?
<Caroline? Wróciłem z wakacji ^.^>
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
czwartek, 31 lipca 2014
Od Lucas'a cd historii Taigi
Po kolacji z dziewczyną wziąłem Lady i samochodem odjechałem do domu. Moja księżniczka widocznie bardzo polubiła Taigę, bo nie chciała wrócić do domu. Jednak jakoś ją do tego przekonałem i po kilkunastu minutach byliśmy w domu. Przebrałem się, wziąłem prysznic i położyłem się do łóżka, a moja dobermanica dołączyła do mnie po chwili.
[...] Dwa dni później miało być otwarcie restauracji. Wcześnie, jak na mnie, wstałem, ubrałem się w miarę normalnie i nawet umyłem Lady! Co nie było sprawą łatwą, ale jakoś się udało. Po tym musiałem jeszcze raz się przebrać, a kiedy skończyłem, spojrzałem na zegarek. Otwarcie właśnie się zaczyna! Wsiadłem do samochodu, wsadziłem psa i szybko pojechałem do restauracji Taigi. Spóźniłem się jakieś dwadzieścia minut i przez szybę patrzyłem na zapełnioną salę. Nie chciałem teraz wchodzić, więc postanowiłem, że kiedy już się skończy, powiem Taidze, że nie chciałem wchodzić, czy coś.
<Taiga?>
[...] Dwa dni później miało być otwarcie restauracji. Wcześnie, jak na mnie, wstałem, ubrałem się w miarę normalnie i nawet umyłem Lady! Co nie było sprawą łatwą, ale jakoś się udało. Po tym musiałem jeszcze raz się przebrać, a kiedy skończyłem, spojrzałem na zegarek. Otwarcie właśnie się zaczyna! Wsiadłem do samochodu, wsadziłem psa i szybko pojechałem do restauracji Taigi. Spóźniłem się jakieś dwadzieścia minut i przez szybę patrzyłem na zapełnioną salę. Nie chciałem teraz wchodzić, więc postanowiłem, że kiedy już się skończy, powiem Taidze, że nie chciałem wchodzić, czy coś.
<Taiga?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
poniedziałek, 14 lipca 2014
Od Taigi cd historii Lucas'a
- Jak chcesz możesz wziąć kolegów - powiedziałam z uśmiechem zbierając talerze, chłopak zmieszał się lekko
- Tak zobaczę jeszcze - odpowiedział
- No dobrze - odniosłam i posprzątałam wszystko - Wiesz, nie chce Cię wyganiać, ale już musielibyśmy iść, jutro muszę wstać trochę wcześniej, przyjadą meble i będę musiała powysyłać zaproszenia i ogólnie zrobić reklamę
- Dobrze, spokojnie. - zaśmiał się, wyszliśmy z budynku, który zamknęłam - Dziękuje za kolację
- Proszę bardzo, dobranoc -powiedziałam i poszłam w kierunku swojego domu.
~~~~
Na następny dzień praktycznie cały czas biegałam, po południu wysłałam zaproszenia i do wysłanych gości zrobiłam rezerwację. Otwarcie miało być jutro.
~~~~
Rano byłam dosłownie wszędzie, dopiero kilka minut przed przybyciem gości przebrałam się w coś bardziej stosowniejszego.

Spojrzałam na pełną salę i wyszłam na środek
- Chciałam wszystkim bardzo podziękować, za to że przyszliście. Mam nadzieję, że tyle ludzi będzie tutaj codziennie. - powiedziałam z uśmiechem
< Lu?>
- Tak zobaczę jeszcze - odpowiedział
- No dobrze - odniosłam i posprzątałam wszystko - Wiesz, nie chce Cię wyganiać, ale już musielibyśmy iść, jutro muszę wstać trochę wcześniej, przyjadą meble i będę musiała powysyłać zaproszenia i ogólnie zrobić reklamę
- Dobrze, spokojnie. - zaśmiał się, wyszliśmy z budynku, który zamknęłam - Dziękuje za kolację
- Proszę bardzo, dobranoc -powiedziałam i poszłam w kierunku swojego domu.
~~~~
Na następny dzień praktycznie cały czas biegałam, po południu wysłałam zaproszenia i do wysłanych gości zrobiłam rezerwację. Otwarcie miało być jutro.
~~~~
Rano byłam dosłownie wszędzie, dopiero kilka minut przed przybyciem gości przebrałam się w coś bardziej stosowniejszego.

Spojrzałam na pełną salę i wyszłam na środek
- Chciałam wszystkim bardzo podziękować, za to że przyszliście. Mam nadzieję, że tyle ludzi będzie tutaj codziennie. - powiedziałam z uśmiechem
< Lu?>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
niedziela, 13 lipca 2014
Od Caroline cd historii Ryuzaki'ego
Niedługo przed 15 zaczęłam przygotowywać się do wyjścia. Właściwie nie zależało mi jakoś specjalnie, żeby się wystroić, więc stanęłam przed szafą i już po kilku minutach wybrałam szarą bluzę, jeansy i trampki. Wyglądałam mniej więcej tak:

Wsadziłam do kieszeni telefon oraz portfel, po czym wyszłam z domu. Zamknęłam go na klucz i szybko zeszłam po schodach, po czym przypomniałam sobie, że właściwie nie mam pojęcia, gdzie mam spotkać się z chłopakiem. Wysłałam do niego SMS'a: "Gdzie się spotykamy?" i siedząc na krawężniku czekałam na odpowiedź.
<Ryuzaki?>

Wsadziłam do kieszeni telefon oraz portfel, po czym wyszłam z domu. Zamknęłam go na klucz i szybko zeszłam po schodach, po czym przypomniałam sobie, że właściwie nie mam pojęcia, gdzie mam spotkać się z chłopakiem. Wysłałam do niego SMS'a: "Gdzie się spotykamy?" i siedząc na krawężniku czekałam na odpowiedź.
<Ryuzaki?>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Caroline
Od Lucas'a cd historii Taigi
Zacząłem zastanawiać się, dlaczego właściwie dziewczyna pyta, jak rozmawiam z Lady. Aaa... Bo ona jeszcze nie wie, że jestem demonem. Ale to może lepiej? Jeszcze by się przestraszyła, albo coś. Zająłem się swoim posiłkiem, a księżniczka cały czas grzecznie siedziała obok mojego krzesła.
- Przyjdziesz na otwarcie? - zapytała nagle dziewczyna
- Jasne. - uśmiechnąłem się
- Cieszę się. - również się uśmiechnęła
Kilka minut później, skończyliśmy posiłek.
<Taiga? Sorry, że musiałaś tyle czekać, ale jakoś czasu nie mam.>
- Przyjdziesz na otwarcie? - zapytała nagle dziewczyna
- Jasne. - uśmiechnąłem się
- Cieszę się. - również się uśmiechnęła
Kilka minut później, skończyliśmy posiłek.
<Taiga? Sorry, że musiałaś tyle czekać, ale jakoś czasu nie mam.>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
piątek, 11 lipca 2014
Od Ryūzakiego cd historii Emily
-O to ty, pożyczysz 2 tysiące? - spytałem, chociaż z góry znałem odpowiedź.
-Dobra. - wzruszyła ramionami
-Serio? -spojrzałem nerwowo za siebie, dwaj kolesie ciągle stali za mną
-Nie. - mogłem się domyślić, usiadłem koło dziewczyny.
-Co robisz? - spytałem.
-Pracuję. - powiedziała i nie zwracając na mnie uwagi zaczęła coś szkicować, mierzyć, poprawiać i ścierać ... i tak przez około 2 godziny.
<Emily ?>
-Dobra. - wzruszyła ramionami
-Serio? -spojrzałem nerwowo za siebie, dwaj kolesie ciągle stali za mną
-Nie. - mogłem się domyślić, usiadłem koło dziewczyny.
-Co robisz? - spytałem.
-Pracuję. - powiedziała i nie zwracając na mnie uwagi zaczęła coś szkicować, mierzyć, poprawiać i ścierać ... i tak przez około 2 godziny.
<Emily ?>
Etykiety:
do Emily,
Od Ryûzaki'ego
Od Ryūzakiego cd historii Caroline
Byłem podekscytowany, zgodziła się. Teraz pozostaje jedna kwestia, w co się ubiorę. Zajrzałem do szafy i ujrzałem... rumor i apokalipsę. Wszystko leżało byle jak, pogniecione. Raczej w szafie nic bym nie znalazł, trzeba było zasięgnąć radykalnych metod, których zapewne pożałuje. Wyszedłem ze swojego pokoju i zapukałem do pokoju naprzeciw.
-Co? - Doszedł głos ze środka.
-Potrzebuje pomocy, nie wiem w co się ubrać - powiedziałem odważnie, po krótkiej chwili drzwi się otworzyły i wyszła z nich moja siostra.
-Idziesz na randkę? - spytała z głupkowatym uśmiechem
-Nie, wychodzę po prostu z nowo poznaną znajomą na miasto.
-Niech będzie - Reachel weszła do mojego pokoju otworzyła szafę i wybrała jakieś w miarę odpowiednie ubranie. Kiedy naszykowałem wszystko była 15.30. Szybko wybiegłem z domu wsiadłem do mojego samochodu.
<Caroline, sorki że krótkie zmęczony jestem>
-Co? - Doszedł głos ze środka.
-Potrzebuje pomocy, nie wiem w co się ubrać - powiedziałem odważnie, po krótkiej chwili drzwi się otworzyły i wyszła z nich moja siostra.
-Idziesz na randkę? - spytała z głupkowatym uśmiechem
-Nie, wychodzę po prostu z nowo poznaną znajomą na miasto.
-Niech będzie - Reachel weszła do mojego pokoju otworzyła szafę i wybrała jakieś w miarę odpowiednie ubranie. Kiedy naszykowałem wszystko była 15.30. Szybko wybiegłem z domu wsiadłem do mojego samochodu.
<Caroline, sorki że krótkie zmęczony jestem>
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
Od Taigi cd historii Lucas'a
Spojrzałam zdziwiona na chłopaka, czyżby to był... Nie to nie możliwe, na pewno da się to w jakiś sposób wyjaśnić
- A jak to robisz? - zapytałam nalewając wina i siadając naprzeciwko
- Taka mała sztuczka - zaśmiał się i zaczął jeść, nie chciałam dopytywać dalej, ale miałam coraz więcej wątpliwości, czy czasem nie jesteśmy z jednego gatunku - Dobre - powiedział nagle
- Dzięki - uśmiechnęłam się wytrącona z myśli. Chłopak spojrzał na mnie dziwnie - Coś nie tak? - zapytałam
- Nie wszystko okej - powiedział od razu
- No dobrze - zajęłam się swoim posiłkiem. - Przyjdziesz na otwarcie? - zapytałam nagle, w końcu niedługo chciałam otworzyć, właściwie wypadało na to, że zostanie otwarta w moje urodziny, przynajmniej będę miała ładny prezent.
<Lu?>
- A jak to robisz? - zapytałam nalewając wina i siadając naprzeciwko
- Taka mała sztuczka - zaśmiał się i zaczął jeść, nie chciałam dopytywać dalej, ale miałam coraz więcej wątpliwości, czy czasem nie jesteśmy z jednego gatunku - Dobre - powiedział nagle
- Dzięki - uśmiechnęłam się wytrącona z myśli. Chłopak spojrzał na mnie dziwnie - Coś nie tak? - zapytałam
- Nie wszystko okej - powiedział od razu
- No dobrze - zajęłam się swoim posiłkiem. - Przyjdziesz na otwarcie? - zapytałam nagle, w końcu niedługo chciałam otworzyć, właściwie wypadało na to, że zostanie otwarta w moje urodziny, przynajmniej będę miała ładny prezent.
<Lu?>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lauren cd historii Yuki
-Ojej, to wspaniale! - powiedziałam starając się wybudzić mój głos, bo był mega zmęczony. A tak naprawdę na wpół już spałam. - To mogłabyś go odprowadzić do mojej matki? Podam Ci adres.
-A daleko mieszka?
-Spacerkiem 20 minut stąd. Kup jakąś najtańszą smycz, ja Ci oddam pieniądze. Dobrze?
-Ok, nie ma sprawy. To zapisz mi tu - Yuki podała mi notatnik i długopis.
Zaczęłam pisać, pamiętałam bezbłędnie, gdy w połowie powieki mi się same zamknęły i zasnęłam.
[...] Obudziłam się. Czułam się wyspana jak nigdy. Koło mnie nikogo nie było. Usiadłam na łóżku i zawołałam pielęgniarkę. Byłam mega głodna.
-Dzień dobry, dobrze się spało?
-Tak, bardzo dobrze. Mogę prosić coś do jedzenia?
-Właśnie chodzi po salach kobieta z obiadami. W czymś jeszcze pomóc?
-Gdzie moje rzeczy?
-W torbie pod łóżkiem. Wyciągnę.
-Dziękuję.- patrzyłam jak miła pani wyciąga folię z moimi rzeczami. Wyciągnęłam pety, ogień i komórkę.
Podeszłam do okna, zapaliłam i spojrzałam na ekran. Dwie wiadomości od Yuki i nieodebrane połączenie od mamy. Właśnie, Yuki! Odblokowałam telefon i spojrzałam na wiadomości. Napisała, że psa odebrała i zdobyła jakoś adres mojej mamy. Podziękowałam i napisałam, że kiedy chce to może mnie odwiedzić. Zadzwoniłam też do mamy i powiedziałam to samo, że może przyjść kiedy chce.
<Yuki?>
-A daleko mieszka?
-Spacerkiem 20 minut stąd. Kup jakąś najtańszą smycz, ja Ci oddam pieniądze. Dobrze?
-Ok, nie ma sprawy. To zapisz mi tu - Yuki podała mi notatnik i długopis.
Zaczęłam pisać, pamiętałam bezbłędnie, gdy w połowie powieki mi się same zamknęły i zasnęłam.
[...] Obudziłam się. Czułam się wyspana jak nigdy. Koło mnie nikogo nie było. Usiadłam na łóżku i zawołałam pielęgniarkę. Byłam mega głodna.
-Dzień dobry, dobrze się spało?
-Tak, bardzo dobrze. Mogę prosić coś do jedzenia?
-Właśnie chodzi po salach kobieta z obiadami. W czymś jeszcze pomóc?
-Gdzie moje rzeczy?
-W torbie pod łóżkiem. Wyciągnę.
-Dziękuję.- patrzyłam jak miła pani wyciąga folię z moimi rzeczami. Wyciągnęłam pety, ogień i komórkę.
Podeszłam do okna, zapaliłam i spojrzałam na ekran. Dwie wiadomości od Yuki i nieodebrane połączenie od mamy. Właśnie, Yuki! Odblokowałam telefon i spojrzałam na wiadomości. Napisała, że psa odebrała i zdobyła jakoś adres mojej mamy. Podziękowałam i napisałam, że kiedy chce to może mnie odwiedzić. Zadzwoniłam też do mamy i powiedziałam to samo, że może przyjść kiedy chce.
<Yuki?>
Od Yuki cd historii Lauren
-Tak właściwie, to ja chyba wiem gdzie jest twój pies. - powiedziałam
-Na prawdę? - zapytała Lauren
Kiwnęłam głową i kontynuowałam:
-Kiedy jechałyśmy karetką zadzwonił ci telefon. Osoba zostawiła wiadomość głosową, w której poinformowała o tym, że znalazła psa z plakatu. Podała swój adres zamieszkania i godziny, w których nie pracuje.
Lauren odetchnęła i powiedziała:
-Ulżyło mi, że ktoś znalazł mojego psa. Mam tylko nadzieję, że to Grisb.
-Podobno zareagował na imię więc to raczej twoja zguba. - uśmiechnęłam się
<Lauren?>
-Na prawdę? - zapytała Lauren
Kiwnęłam głową i kontynuowałam:
-Kiedy jechałyśmy karetką zadzwonił ci telefon. Osoba zostawiła wiadomość głosową, w której poinformowała o tym, że znalazła psa z plakatu. Podała swój adres zamieszkania i godziny, w których nie pracuje.
Lauren odetchnęła i powiedziała:
-Ulżyło mi, że ktoś znalazł mojego psa. Mam tylko nadzieję, że to Grisb.
-Podobno zareagował na imię więc to raczej twoja zguba. - uśmiechnęłam się
<Lauren?>
Od Lucas'a cd historii Taigi
Lady usiadła przy mnie, a ja pogłaskałem ją po głowie.
- Wiem. - zaśmiałem się - Moi kumple mówią na nią "Odkurzacz".
Psina popatrzyła na mnie i lekko uderzyła mnie pyskiem w nogę. Mogłoby się zdawać, że bardziej zabolało to ją, niż mnie. Ale bolało. Bo dobermany mają sporo siły.
~Ty też mnie tak nazywasz. - usłyszałem głos Lady - A ja tego nie lubię.
- No przepraszam. - mruknąłem
- Za co? - Taiga spojrzała na mnie
- A nic, nic. - uśmiechnąłem się - Gadam z Lady.
- Potrafisz rozmawiać z psami? - zaciekawiła się
- Tak jakby... - odparłem
<Taiga?>
- Wiem. - zaśmiałem się - Moi kumple mówią na nią "Odkurzacz".
Psina popatrzyła na mnie i lekko uderzyła mnie pyskiem w nogę. Mogłoby się zdawać, że bardziej zabolało to ją, niż mnie. Ale bolało. Bo dobermany mają sporo siły.
~Ty też mnie tak nazywasz. - usłyszałem głos Lady - A ja tego nie lubię.
- No przepraszam. - mruknąłem
- Za co? - Taiga spojrzała na mnie
- A nic, nic. - uśmiechnąłem się - Gadam z Lady.
- Potrafisz rozmawiać z psami? - zaciekawiła się
- Tak jakby... - odparłem
<Taiga?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
czwartek, 10 lipca 2014
Od Evalynn
Nowe miasto, nowa agencja... Nienawidziłam przeprowadzek ani żadnych zmian w moim życiu.
Ale przeprowadziłam się, zmieniłam pracę i teraz musiałam wstawać, żeby się do niej nie spóźnić.
Niechętnie zwlokłam się z łóżka i poszłam pod szybki prysznic, po czym ubrałam wygodne jeansy, czarną koronkową koszulkę i czarne adidasy.
Wysuszyłam szybko włosy i rozczesałam je, zrobiłam lekki makijaż i wyszłam z domu, zamykając go.
Pojechałam szybko do agencji, szczęśliwa, że nie spóźnię się już pierwszego dnia i wchodząc do agencji, byłam tak zamyślona, że wpadłam na jakiegoś mężczyznę...
<Kto dokończy? Może Alex?>
Ale przeprowadziłam się, zmieniłam pracę i teraz musiałam wstawać, żeby się do niej nie spóźnić.
Niechętnie zwlokłam się z łóżka i poszłam pod szybki prysznic, po czym ubrałam wygodne jeansy, czarną koronkową koszulkę i czarne adidasy.
Wysuszyłam szybko włosy i rozczesałam je, zrobiłam lekki makijaż i wyszłam z domu, zamykając go.
Pojechałam szybko do agencji, szczęśliwa, że nie spóźnię się już pierwszego dnia i wchodząc do agencji, byłam tak zamyślona, że wpadłam na jakiegoś mężczyznę...
<Kto dokończy? Może Alex?>
Etykiety:
do kogokolwiek,
Od Evalynn
Od Lauren cd historii Yuki
Otworzyłam oczy. Wszystko było rozmazane. Mrugnęłam parę razy i obraz przedemną się wyostrzył. Nademną stał jakiś facet w białym fartuchu.
-Przepraszam, kim pan jest? Co pan robi w moim mieszkan... - usiadłam i rozglądnęłam się lepiej po pomieszczeniu - ymm... gdzie ja jestem?
-W szpitalu. - otworzyłam oczy szerzej ze ździwienia.
-Czyli pan jest... lekarzem. A co mi się stało, że tu jestem?
-Samochód panią potrącił. Przypomina sobie pani?
Myślałam z całej siły i widziałam jakieś migawki. Byłam na parkingu i jakiś samochód na mnie jechał, czy coś takiego.
-Coś poważnego mi jest?
-Nie, nic. Jest pani tylko poobijana, ma pani skręcony nadgarstek i z tego co widzę jest pani bardzo osłabiona. Tak więc ja już nie przeszkadzam. Tu ma pani wodę - podał mi szklankę z przeźroczystym płynem.
-Dzięki. Kiedy wyjdę?
-Zobaczymy. Ale na pewno za niedługo. - powiedział i wyszedł.
Zakręciło mi się w głowie, więc napiłam się i położyłam. Leżałam chwilę patrząc się przez okno i próbując sobie przypomnieć coś więcej. I znowu ktoś wszedł do pokoju. Odwróciłam głowę w tamtą stronę.
-O! Cześć, ym... jak miałaś na imię? Przepraszam, ale wiesz parę minut temu się obudziłam i...
-Dobrze już, dobrze. Yuki. Jak się czujesz? Bardzo cię boli?
-Właśnie, Yuki. Dobrze się czuję, ale nie pamiętam wszystkiego i chce mi się spać. I głowa mnie trochę boli. I ten nadgarstek. Przypomnisz mi co się działo?
-Tak, pewnie. Więc zgubiłaś psa, miałyśmy się spotkać na parkingu [...] i jakiś ktoś kto uciekł odrazu po zdarzeniu walną o ciebie maską.
-Aha, tak. Było, było. - już wszystko sobie przypomniałam.
-Dobrze, że żyjesz. Mogło być źle.
-Tak. Dziękuję, że mnie uratowałaś. W końcu ty zadzwoniłaś po pogotowie.
-Nie ma sprawy. A, i twój rower stoi przed szpitalem. Ubłagałam panów z karetki, żeby go wzięli. - uśmiechnęłam się.
-Dzięki. Póki nie wyjdę możesz nim jeździć.
-O, dziękuję! Ale, w sumie, to...
-Pod jednym warunkiem. Że postarasz się znaleźć mojego psa. Nie chcę żeby skończył jak ja albo gorzej. Dobrze?
<Dobrze, Yuki?>
-Przepraszam, kim pan jest? Co pan robi w moim mieszkan... - usiadłam i rozglądnęłam się lepiej po pomieszczeniu - ymm... gdzie ja jestem?
-W szpitalu. - otworzyłam oczy szerzej ze ździwienia.
-Czyli pan jest... lekarzem. A co mi się stało, że tu jestem?
-Samochód panią potrącił. Przypomina sobie pani?
Myślałam z całej siły i widziałam jakieś migawki. Byłam na parkingu i jakiś samochód na mnie jechał, czy coś takiego.
-Coś poważnego mi jest?
-Nie, nic. Jest pani tylko poobijana, ma pani skręcony nadgarstek i z tego co widzę jest pani bardzo osłabiona. Tak więc ja już nie przeszkadzam. Tu ma pani wodę - podał mi szklankę z przeźroczystym płynem.
-Dzięki. Kiedy wyjdę?
-Zobaczymy. Ale na pewno za niedługo. - powiedział i wyszedł.
Zakręciło mi się w głowie, więc napiłam się i położyłam. Leżałam chwilę patrząc się przez okno i próbując sobie przypomnieć coś więcej. I znowu ktoś wszedł do pokoju. Odwróciłam głowę w tamtą stronę.
-O! Cześć, ym... jak miałaś na imię? Przepraszam, ale wiesz parę minut temu się obudziłam i...
-Dobrze już, dobrze. Yuki. Jak się czujesz? Bardzo cię boli?
-Właśnie, Yuki. Dobrze się czuję, ale nie pamiętam wszystkiego i chce mi się spać. I głowa mnie trochę boli. I ten nadgarstek. Przypomnisz mi co się działo?
-Tak, pewnie. Więc zgubiłaś psa, miałyśmy się spotkać na parkingu [...] i jakiś ktoś kto uciekł odrazu po zdarzeniu walną o ciebie maską.
-Aha, tak. Było, było. - już wszystko sobie przypomniałam.
-Dobrze, że żyjesz. Mogło być źle.
-Tak. Dziękuję, że mnie uratowałaś. W końcu ty zadzwoniłaś po pogotowie.
-Nie ma sprawy. A, i twój rower stoi przed szpitalem. Ubłagałam panów z karetki, żeby go wzięli. - uśmiechnęłam się.
-Dzięki. Póki nie wyjdę możesz nim jeździć.
-O, dziękuję! Ale, w sumie, to...
-Pod jednym warunkiem. Że postarasz się znaleźć mojego psa. Nie chcę żeby skończył jak ja albo gorzej. Dobrze?
<Dobrze, Yuki?>
Od Yuki cd historii Lauren
Podbiegłam do dziewczyny. Leżała na ziemi nieprzytomna. Nie zwlekając wyjełam telefon i zadzwoniłam po karetkę. Powiedzieli, że będą za około 10 minut. Schowałam telefon do kieszeni, a Lauren przeniosłam w jakieś bezpieczniejsze miejsce. Poparzyłam na nią. Oddychała, i to było najważniejsze. Przechodnie mierzyli nas wzrokiem. Jedna osoba podeszła i zapytała co się stało, jednak w tym momencie przyjechała karetka, więc nie musiałam odpowiadać na to pytanie. Zabrali ją do szpitala kilka kilometrów stąd. Kiedy dojechaliśmy odrazu zabrano ją na salę, a ja usiadłam w poczekalni. Byłam zestresowana. Miałam nadzieję, że nie doznała żadnych poważniejszych urazów i przeżyje. Po pewnym czasie, może to była godzina, może dwie, sama nie wiem, lekarz wyszedł z sali. Podeszłam do niego i zapytałam:
-I jak? Co z nią?
-Żyje, jest osłabiona i poobijana. - odpowiedział lekarz
-A mogłabym do niej wejść? - zapytałam
-Tak, jednak dziewczyna jeszcze doszłą do siebie. - odparł
-Dziękuję. - powiedziałam i weszłam do sali, na której leżała Lauren.
<Lauren?>
-I jak? Co z nią?
-Żyje, jest osłabiona i poobijana. - odpowiedział lekarz
-A mogłabym do niej wejść? - zapytałam
-Tak, jednak dziewczyna jeszcze doszłą do siebie. - odparł
-Dziękuję. - powiedziałam i weszłam do sali, na której leżała Lauren.
<Lauren?>
Od Taigi cd historii Lucas'a
Zaczęłam wszystko ogarniać, kiedy usłyszałam, że drzwi się otwierają. Wyszłam na chwile przez drzwi, co mnie zdziwiło, chłopak przyszedł z psem, ale wcale mi to nie przeszkadzało, prawdę mówiąc, zwierzętom ufałam bardziej niż ludziom.
- Cześć - powiedział z uśmiechem - Mam nadzieje, że nie będzie Ci przeszkadzać Lady? - zapytał głaszcząc psinę
- Hej, nie no co ty - uśmiechnęłam się - Uwielbiam zwierzęta, zaraz przygotuje jej coś smacznego. Co prawda nie mam jeszcze wszystkich stolików i krzeseł więc to nam musi wystarczyć - powiedziałam patrząc na stary stół i dwa fotele
- Nie jestem wybredny - powiedział siadając. Poszłam do kuchni, pokroiłam mięso i różne rzeczy, wsypując je do miski, w drugiej była woda, dla psa. Kucnęłam przed nią i położyłam miski, wyciągnęłam do niej rękę, nie chciałam robić zbyt gwałtownych ruchów, żeby jej nie wystraszyć, bądź żeby mnie nie ugryzła. Powąchała moją rękę i ją polizała, wtedy delikatnie ją pogłaskałam
- Smacznego Lady - powiedziałam i poszłam po dania dla nas, czyli lazanie - Co chcesz do picia? - zapytałam, spojrzałam na Lady, która już leżała, a przed nią była już jedynie pusta miska - Szybko je - zaśmiałam się lekko
( Lu?)
- Cześć - powiedział z uśmiechem - Mam nadzieje, że nie będzie Ci przeszkadzać Lady? - zapytał głaszcząc psinę
- Hej, nie no co ty - uśmiechnęłam się - Uwielbiam zwierzęta, zaraz przygotuje jej coś smacznego. Co prawda nie mam jeszcze wszystkich stolików i krzeseł więc to nam musi wystarczyć - powiedziałam patrząc na stary stół i dwa fotele
- Nie jestem wybredny - powiedział siadając. Poszłam do kuchni, pokroiłam mięso i różne rzeczy, wsypując je do miski, w drugiej była woda, dla psa. Kucnęłam przed nią i położyłam miski, wyciągnęłam do niej rękę, nie chciałam robić zbyt gwałtownych ruchów, żeby jej nie wystraszyć, bądź żeby mnie nie ugryzła. Powąchała moją rękę i ją polizała, wtedy delikatnie ją pogłaskałam
- Smacznego Lady - powiedziałam i poszłam po dania dla nas, czyli lazanie - Co chcesz do picia? - zapytałam, spojrzałam na Lady, która już leżała, a przed nią była już jedynie pusta miska - Szybko je - zaśmiałam się lekko
( Lu?)
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
Pogadałem, jeśli można to tak nazwać, jeszcze chwilę z Lady i nałożyłem jej sporą porcję jedzenia. Miałem nadzieję, że chociaż trochę wynagrodzę jej tym to, że zostawiłem ją samą w domu. Potem, chociaż była niesamowicie ciężka, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do salonu. Razem położyliśmy się na kanapie, włączyłem telewizor, a potem poszedłem do kuchni żeby zrobić sobie herbatę. A kiedy wróciłem... Lady spokojnie szła sobie w moją stronę!
- Oszukałaś mnie! - zawołałem ze śmiechem
~A co, miałam Ci powiedzieć, że już się lepiej czuję? - spojrzała na mnie
Pogłaskałem ją po głowie i wróciliśmy przed telewizor. I tak minęła sobie reszta wieczoru, nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
[...] Obudziło mnie szczekanie Lady. Otworzyłem powoli oczy i zobaczyłem moją księżniczkę opierającą się przednimi nogami o szklany stolik, na którym leżała jedynie moja komórka. Wziąłem ją do ręki i odczytałem SMS'a od Taigi. Odpisałem jej, a odpowiedź przyszła po chwili. Uśmiechnąłem się sam do siebie i spojrzałem na psinę. Który to już raz pomaga umówić mi się z dziewczyną? "Będę za kilka minut", odpisałem i zacząłem przygotowywać siebie oraz Lady do wyjścia.
<Taiga? Obiadek z pieskiem? xD>
- Oszukałaś mnie! - zawołałem ze śmiechem
~A co, miałam Ci powiedzieć, że już się lepiej czuję? - spojrzała na mnie
Pogłaskałem ją po głowie i wróciliśmy przed telewizor. I tak minęła sobie reszta wieczoru, nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
[...] Obudziło mnie szczekanie Lady. Otworzyłem powoli oczy i zobaczyłem moją księżniczkę opierającą się przednimi nogami o szklany stolik, na którym leżała jedynie moja komórka. Wziąłem ją do ręki i odczytałem SMS'a od Taigi. Odpisałem jej, a odpowiedź przyszła po chwili. Uśmiechnąłem się sam do siebie i spojrzałem na psinę. Który to już raz pomaga umówić mi się z dziewczyną? "Będę za kilka minut", odpisałem i zacząłem przygotowywać siebie oraz Lady do wyjścia.
<Taiga? Obiadek z pieskiem? xD>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
środa, 9 lipca 2014
Od Lauren cd historii Yuki
Zgodziła się. Umówiłyśmy się na spotkanie na parkingu przed marketem. Poprawiłam "tapetę", wsiadłam na rower, pojechałam windą na parter i wyjechałam. Korki, korki, korki, a ja sunęłam między autami. Jedyne co mnie zatrzymywało to czerwone światło. Dojechałam na parking przed Wa... A tam, nie chcę robić reklamy. Dojechałam na parking przed sklepem. Rozglądnęłam się dokładnie po wszystkich twarzach, nie znalazłam tam Yuki. Ale w sumie, chyba szybciutko przyjechałam, więc nie ma się co dziwić. Wyciągnęłam podnóżkę roweru i usiadłam na siodełku. Wyciągnęłam plakat i taśmę z koszyka na przodzie mego pojazdu. Przykleiłam plakat do najbliższego dużego słupa i wróciłam na rower. Gdzie ta Yuki? Chyba jestem zbyt niecierpliwa. Zapaliłam peta. Jakieś dzieci podeszły do plakatu. Potem jakieś starsze małżeństwo, potem jeszcze ktoś. Zadzwonił mój telefon. Nieznany numer. Czy już ktoś zobaczył ten jedyny plakat?!
-Halo?
-Halo, tutaj radio wave, wygrała pani 20 000 dol...
-Dziękuję, do nie uszłyszenia. - przerwałam na bezczela. A już się łudziłam, że mój pies się znalazł... wyrzuciłam jeszcze trochę żarzącego się papierosa na asfalt i zgniotłam podeszwą. Ze smutko-zawiedzeniem na twarzy obróciłam głowę w lewo i zobaczyłam, że jakieś auto jedzie prosto na mnie...
Ostatnie co tego dnia widziałam to Yuki ze łzami w oczach, stojąca nademną...
<Yuki, zmarłam, czy mnie uratują? c:>
-Halo?
-Halo, tutaj radio wave, wygrała pani 20 000 dol...
-Dziękuję, do nie uszłyszenia. - przerwałam na bezczela. A już się łudziłam, że mój pies się znalazł... wyrzuciłam jeszcze trochę żarzącego się papierosa na asfalt i zgniotłam podeszwą. Ze smutko-zawiedzeniem na twarzy obróciłam głowę w lewo i zobaczyłam, że jakieś auto jedzie prosto na mnie...
Ostatnie co tego dnia widziałam to Yuki ze łzami w oczach, stojąca nademną...
<Yuki, zmarłam, czy mnie uratują? c:>
Od Taigi cd historii Lucas'a
Szkoda, że chłopak musiał już iść, jednak rozumiem go. Może nie miałam żadnego zwierzęcia, jednak kiedyś miałam kotka, tak lubiłam małą kitę, ale mniejsza. Gdy wyszedł posprzątałam i usiadłam przed telewizorem, jednak w pewnej chwili wzięłam gitarę, tak dawno na niej nie grałam. Powoli zaczęły wydobywać się dźwięki, chwile później po cichu śpiewałam. Nawet nie wiedziałam kiedy zrobiło się tak późno, odłożyłam instrument, najadłam się, wykąpałam i poszłam do łóżka.
W końcu mogę wyjść pobiegać na świeżym powietrzu, brakowało mi tego. Po śniadaniu i ogarnięciu się poszłam do restauracji, w której trzeba było zrobić jeszcze kilka rzeczy. Malowanie skończyłam w godzinie, wyglądało całkiem sympatycznie. Miałam już zamontowaną kuchnię i bar. Wyciągnęłam telefon i wysłałam smsa do nowego znajomego " Jadłeś już obiad?", po chwili dostałam odpowiedź " Nie, a co zapraszasz mnie? :)" Zaśmiałam się do wyświetlacza i odpisałam " Tak, ja gotuje, w tym lokalu co wczoraj ;)". Poszłam do kuchni i założyłam fartuch " Będę za kilka minut" Odczytałam smsa i zaczęłam wszystko przygotowywać
( Lu? Sorki, że krótkie, pomysły mi uciekły :/ )
W końcu mogę wyjść pobiegać na świeżym powietrzu, brakowało mi tego. Po śniadaniu i ogarnięciu się poszłam do restauracji, w której trzeba było zrobić jeszcze kilka rzeczy. Malowanie skończyłam w godzinie, wyglądało całkiem sympatycznie. Miałam już zamontowaną kuchnię i bar. Wyciągnęłam telefon i wysłałam smsa do nowego znajomego " Jadłeś już obiad?", po chwili dostałam odpowiedź " Nie, a co zapraszasz mnie? :)" Zaśmiałam się do wyświetlacza i odpisałam " Tak, ja gotuje, w tym lokalu co wczoraj ;)". Poszłam do kuchni i założyłam fartuch " Będę za kilka minut" Odczytałam smsa i zaczęłam wszystko przygotowywać
( Lu? Sorki, że krótkie, pomysły mi uciekły :/ )
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
- A to nie ja pierwszy powinienem Cię zaprosić? - zaśmiałem się
Dopiłem do końca herbatę i wstałem z fotela.
- Muszę już iść, bo zostawiłem Lady w domu. - wyjaśniłem
- Lady? - zainteresowała się
- Mój pies. - odparłem - Bardzo rzadko zostaje sama w domu, ale ostatnio jak byliśmy na spacerze, coś sobie zrobiła w nogę i nie może chodzić.
Dziewczyna westchnęła cicho i odprowadziła mnie do drzwi mieszkania. Pożegnaliśmy się i wyszedłem z kamienicy, a potem wsiadłem do samochodu. Skierowałem się prosto do domu. Gdy tylko byłem na miejscu, od razu poszedłem sprawdzić co tam u księżniczki.
~No, wreszcie przyszedł!
Tak, w myślach zwierząt również potrafię czytać. Podszedłem do leżącej na czerwonym posłaniu dobermanicy i pogłaskałem ją po łbie. Machnęła ogonem i przybrała wesoły wyraz pyszczka, jeśli mogę to tak nazwać. W każdym razie mogę założyć się, że ucieszyła się, że mnie widzi.
<Taiga?>
Dopiłem do końca herbatę i wstałem z fotela.
- Muszę już iść, bo zostawiłem Lady w domu. - wyjaśniłem
- Lady? - zainteresowała się
- Mój pies. - odparłem - Bardzo rzadko zostaje sama w domu, ale ostatnio jak byliśmy na spacerze, coś sobie zrobiła w nogę i nie może chodzić.
Dziewczyna westchnęła cicho i odprowadziła mnie do drzwi mieszkania. Pożegnaliśmy się i wyszedłem z kamienicy, a potem wsiadłem do samochodu. Skierowałem się prosto do domu. Gdy tylko byłem na miejscu, od razu poszedłem sprawdzić co tam u księżniczki.
~No, wreszcie przyszedł!
Tak, w myślach zwierząt również potrafię czytać. Podszedłem do leżącej na czerwonym posłaniu dobermanicy i pogłaskałem ją po łbie. Machnęła ogonem i przybrała wesoły wyraz pyszczka, jeśli mogę to tak nazwać. W każdym razie mogę założyć się, że ucieszyła się, że mnie widzi.
<Taiga?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Taigi cd. historii Lucas'a
Weszłam do mieszkania i wstawiłam wodę, po kilku minutach przyszłam do salonu z dwoma kubkami z herbatą
- Proszę - odpowiedziałam kładąc kubek i siadając na kanapie
- Dzięki - odpowiedział z uśmiechem
- To czym się zajmujesz? Bo powiem Ci, że malowanie idzie Ci całkiem dobrze - zaśmiałam się biorąc łyk ciepłego napoju
- Nie, nie jestem malarzem - uśmiechnął się - Jestem fotografem - powiedział z uśmiechem - Całkiem fajna praca, a ty chcesz mieć restaurację, żeby w niej zarządzać, czy gotować?
- I to i to - uśmiechnęłam się - Mam kilku znajomych kucharzy, którzy akurat szukają pracy, ale sama też czasem wejdę do kuchni, nawet lubię gotować - wyjaśniłam - Jak otworze już restaurację, jako pierwszy dostaniesz zaproszenie - zaśmiałam się
( Lu?)
- Proszę - odpowiedziałam kładąc kubek i siadając na kanapie
- Dzięki - odpowiedział z uśmiechem
- To czym się zajmujesz? Bo powiem Ci, że malowanie idzie Ci całkiem dobrze - zaśmiałam się biorąc łyk ciepłego napoju
- Nie, nie jestem malarzem - uśmiechnął się - Jestem fotografem - powiedział z uśmiechem - Całkiem fajna praca, a ty chcesz mieć restaurację, żeby w niej zarządzać, czy gotować?
- I to i to - uśmiechnęłam się - Mam kilku znajomych kucharzy, którzy akurat szukają pracy, ale sama też czasem wejdę do kuchni, nawet lubię gotować - wyjaśniłam - Jak otworze już restaurację, jako pierwszy dostaniesz zaproszenie - zaśmiałam się
( Lu?)
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
Póki co wolałem, żeby Taiga nie pamiętała tego co działo się w hotelu. Okazała się naprawdę spoko, więc nie zamierzałem tego zepsuć. Jak się może kiedyś zaprzyjaźnimy, to jej powiem. Będzie powód do śmiechu.
- A chętnie. - uśmiechnąłem się
Dziewczyna weszła do kamienicy, a ja zamknąłem samochód i podążyłem za nią.
<Taiga? Sorry, że takie krótkie, ale nie mam pomysłu ;/>
- A chętnie. - uśmiechnąłem się
Dziewczyna weszła do kamienicy, a ja zamknąłem samochód i podążyłem za nią.
<Taiga? Sorry, że takie krótkie, ale nie mam pomysłu ;/>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
wtorek, 8 lipca 2014
Od Taigi cd historii Lucas'a
Nie mogłam przestać się śmiać. Taka przypadkowa znajomość, a tyle śmiechu. Poszliśmy do łazienki, żeby chociaż umyć ręce i twarz.
- Przyjechałaś czymś? - zapytał nagle
- Nie, spacer dobrze robi - uśmiechnęłam się i wytarłam papierowymi ręcznikami - Właściwie to my się nie znaliśmy wcześniej? - zapytałam nagle
- Chyba nie, a czemu?
- Jakbym Cię jakoś znała, ale może mi się wydaje. Kiedyś pracowałam w hotelu, więc widywałam sporo ludzi - odpowiedziałam wycierając się trochę
- Pewnie tak - odpowiedział - Podwieźć Cię?
- Właściwie to czemu nie - odparłam. Po niecałych 30 minutach byliśmy już przed kamienicą w której mieszkałam - Chcesz wejść? Na herbatę, czy kawę?
<Lu?>
- Przyjechałaś czymś? - zapytał nagle
- Nie, spacer dobrze robi - uśmiechnęłam się i wytarłam papierowymi ręcznikami - Właściwie to my się nie znaliśmy wcześniej? - zapytałam nagle
- Chyba nie, a czemu?
- Jakbym Cię jakoś znała, ale może mi się wydaje. Kiedyś pracowałam w hotelu, więc widywałam sporo ludzi - odpowiedziałam wycierając się trochę
- Pewnie tak - odpowiedział - Podwieźć Cię?
- Właściwie to czemu nie - odparłam. Po niecałych 30 minutach byliśmy już przed kamienicą w której mieszkałam - Chcesz wejść? Na herbatę, czy kawę?
<Lu?>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
- Taiga! - zawołałem ze śmiechem
Kiedy zauważyłem, że dziewczyna pomalowała mi plecy, postanowiłem prędko jej oddać. No i pomalowałem jej rękaw koszuli, a potem nos.
- Masz za swoje. - powiedziałem
- Ty... - mruknęła, również się śmiejąc
No i zabawa zaczęła się w najlepsze. Po kilkunastu minutach byliśmy cali umazani farbą, chociaż w sumie mi to tak bardzo nie przeszkadzało. Byłem trochę zdziwiony, że jestem tutaj z dziewczyną, która niespełna tydzień temu prawie złamała noc mojemu koledze. Ale co tam, dobrze, że nawet o tym nie wie!
<Tai?>
Kiedy zauważyłem, że dziewczyna pomalowała mi plecy, postanowiłem prędko jej oddać. No i pomalowałem jej rękaw koszuli, a potem nos.
- Masz za swoje. - powiedziałem
- Ty... - mruknęła, również się śmiejąc
No i zabawa zaczęła się w najlepsze. Po kilkunastu minutach byliśmy cali umazani farbą, chociaż w sumie mi to tak bardzo nie przeszkadzało. Byłem trochę zdziwiony, że jestem tutaj z dziewczyną, która niespełna tydzień temu prawie złamała noc mojemu koledze. Ale co tam, dobrze, że nawet o tym nie wie!
<Tai?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Yuki cd historii Lauren
-...mogłabyś teraz wyjść? - zapytała Lauren
- Pewnie. To... Gdzie się spotkamy? - zapytałam
Dziewczyna na chwilę zamilkła, po czym odpowiedziała:
- Ten parking przed marketem, w którym się spotkałyśmy to dobre miejsce. Plusem jest to, że jest tam dużo ludzi. Liczę na to, że ktoś zwróci uwagę na plakat.
- Sprytnie. W takim razie niedługo tam będę. Cześć. - odpowiedziałam rozłączając się
Wsunęłam telefon do kieszeni i wyszłam z domu. Ku mojemu nieszczęściu był ogromny ruch... Samochody, skutery, piesi i inne rzeczy utrudniające swobodne dotarcie do celu. No cóż, muszę się przyzwyczaić do takich sytuacji, które w Las Vegas są niemal codziennością. Zaczęłam przeciskać się między ludźmi. Miałam nadzieję, że Lauren jeszcze nie przyszła i nie musi na mnie czekać. Kiedy w końcu dotarłam na parking...
<Lauren?>
- Pewnie. To... Gdzie się spotkamy? - zapytałam
Dziewczyna na chwilę zamilkła, po czym odpowiedziała:
- Ten parking przed marketem, w którym się spotkałyśmy to dobre miejsce. Plusem jest to, że jest tam dużo ludzi. Liczę na to, że ktoś zwróci uwagę na plakat.
- Sprytnie. W takim razie niedługo tam będę. Cześć. - odpowiedziałam rozłączając się
Wsunęłam telefon do kieszeni i wyszłam z domu. Ku mojemu nieszczęściu był ogromny ruch... Samochody, skutery, piesi i inne rzeczy utrudniające swobodne dotarcie do celu. No cóż, muszę się przyzwyczaić do takich sytuacji, które w Las Vegas są niemal codziennością. Zaczęłam przeciskać się między ludźmi. Miałam nadzieję, że Lauren jeszcze nie przyszła i nie musi na mnie czekać. Kiedy w końcu dotarłam na parking...
<Lauren?>
Od Taigi cd historii Lucas'a
Spojrzałam na niego i zaczęłam się śmiać, prawda lokal był dosyć duży, ale nie sądziłam, że przyjedzie mi pomóc
- Jesteś niemożliwy - powiedziałam z uśmiechem i wróciłam do swojej ściany
- Dalej posuń się, pomogę Ci - powiedział z uśmiechem i zaczął malować niedaleko mnie - Co tu będzie? - zapytał po chwili
- Restauracja - odpowiedziałam chwile gadaliśmy, malując całkiem dużo zrobiliśmy, kiedy chciałam usiąść, przez przypadek pomalowałam jego plecy
- To było niechcący - powiedziałam od razu
<Lu?>
- Jesteś niemożliwy - powiedziałam z uśmiechem i wróciłam do swojej ściany
- Dalej posuń się, pomogę Ci - powiedział z uśmiechem i zaczął malować niedaleko mnie - Co tu będzie? - zapytał po chwili
- Restauracja - odpowiedziałam chwile gadaliśmy, malując całkiem dużo zrobiliśmy, kiedy chciałam usiąść, przez przypadek pomalowałam jego plecy
- To było niechcący - powiedziałam od razu
<Lu?>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
Wczoraj niechcący usłyszałem myśli Taigi i wpadłem na szalony pomysł!
Odnalazłem karteczkę, którą mi wczoraj dała i zadzwoniłem do niej. Krótka rozmowa i po chwili wiedziałem, gdzie wynajmuje lokal. Znalazłem narzędzia malarskie, których nigdy nie używałem, a które pozostały po pierwszym właścicielu mojego domu i wpakowałem je do samochodu. Pojechałem pod podany adres i gdy tylko Taiga mnie zobaczyła, była bardzo zdziwiona.
- Lucas, co ty tu robisz?! - zawołała
- Przyszedłem pomóc. - uśmiechnąłem się szeroko
- A dokładnie? - zapytała
- Będziemy malować!
<Taiga? Podoba Ci się taki pomysł?>
Odnalazłem karteczkę, którą mi wczoraj dała i zadzwoniłem do niej. Krótka rozmowa i po chwili wiedziałem, gdzie wynajmuje lokal. Znalazłem narzędzia malarskie, których nigdy nie używałem, a które pozostały po pierwszym właścicielu mojego domu i wpakowałem je do samochodu. Pojechałem pod podany adres i gdy tylko Taiga mnie zobaczyła, była bardzo zdziwiona.
- Lucas, co ty tu robisz?! - zawołała
- Przyszedłem pomóc. - uśmiechnąłem się szeroko
- A dokładnie? - zapytała
- Będziemy malować!
<Taiga? Podoba Ci się taki pomysł?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Taigi cd historii Lucas'a
W końcu znalazłam jeden lokal, który mi odpowiadał. Nie był drogi, więc czemu nie wóz, albo przewóz. Podpisałam umowę najmu. Od jutra zacznę remonty, najpierw przyjdzie fachowca, ale malować będę sama. Taniej wyjdzie, a póki co muszę zaoszczędzić. Wróciłam do domu po zmroku, trochę mi zajęło załatwienie wszystkiego. Od razu położyłam się i zasnęłam. Rano wzięłam szybki prysznic i ruszyłam, najpierw kupiłam potrzebne artykuły. Na miejscu był już specjalista. Do południa wszystko zrobił, później zaczęłam sama malować, powoli i ostrożnie. Nagle zadzwonił mój telefon
- Halo? - odebrałam, nieznany numer
- To ja Lucas, co robisz? - zapytał
- Maluje, otwieram własną restaurację, stało się coś? - zapytałam
- A gdzie to jest? - kontynuował
- Wyśle Ci adres smsem - odpowiedziałam
- Okej, czekam - rozłączył się, nie wiedziałam o co mu chodzi więc wysłałam numer i wróciłam do malowania
( Lu?)
- Halo? - odebrałam, nieznany numer
- To ja Lucas, co robisz? - zapytał
- Maluje, otwieram własną restaurację, stało się coś? - zapytałam
- A gdzie to jest? - kontynuował
- Wyśle Ci adres smsem - odpowiedziałam
- Okej, czekam - rozłączył się, nie wiedziałam o co mu chodzi więc wysłałam numer i wróciłam do malowania
( Lu?)
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
Kiedy upewniłem się, że Tai śpi, sam poszedłem na górę, do pokoju. Umyłem się i już po kilku minutach leżałem w łóżku. Trochę dziwnie czułem się z myślą, że piętro niżej, dokładnie w tym samym miejscu śpi prawie obca mi dziewczyna. Ustawiłem budzik na dość wczesną godzinę i zasnąłem.,
[...] Obudziłem się o 8.00. Dwie godziny snu, doskonale. Powoli wstałem z łóżka i skierowałem się do kuchni. Zrobiłem herbatę dla Taigi i gdy tylko usłyszałem, że się obudziła, przyszedłem wraz z napojem do salonu.
- Hej. - powiedziałem wesoło
- Cześć.
- Lepiej Ci? - zapytałem z troską w głosie, podając jej kubek z herbatą
- Tak, dziękuję. Jak tylko będę mogła, to Ci się odwdzięczę. - odpowiedziała - Muszę już iść, jeszcze raz za wszystko dziękuję.
- Na pewno wszystko dobrze?
Wydawało mi się, że Taiga zupełnie nie pamięta, co działo się w hotelu. Jak dobrze! Ale może tylko udawała? W każdym razie, gdyby wiedziała, że to ja to ja (znaczy się wtedy, nie wiem jak to nazwać) to zapewne nie stałaby tu teraz przede mną.
- Tak, wszystko OK. - skinęła głową - Naprawdę muszę iść.
Po chwili podała mi zapisany na małej kartce swój numer. Uniosłem delikatnie kąciki ust.
- Jak będziesz czegoś potrzebować to dzwoń, zazwyczaj odbieram. - powiedziała
Później pożegnaliśmy się, Taiga wyszła, a ja założyłem ręce na karku i przeciągnąłem się porządnie. No to ładnie, pomyślałem, patrząc w sufit.
<Taiga?>
[...] Obudziłem się o 8.00. Dwie godziny snu, doskonale. Powoli wstałem z łóżka i skierowałem się do kuchni. Zrobiłem herbatę dla Taigi i gdy tylko usłyszałem, że się obudziła, przyszedłem wraz z napojem do salonu.
- Hej. - powiedziałem wesoło
- Cześć.
- Lepiej Ci? - zapytałem z troską w głosie, podając jej kubek z herbatą
- Tak, dziękuję. Jak tylko będę mogła, to Ci się odwdzięczę. - odpowiedziała - Muszę już iść, jeszcze raz za wszystko dziękuję.
- Na pewno wszystko dobrze?
Wydawało mi się, że Taiga zupełnie nie pamięta, co działo się w hotelu. Jak dobrze! Ale może tylko udawała? W każdym razie, gdyby wiedziała, że to ja to ja (znaczy się wtedy, nie wiem jak to nazwać) to zapewne nie stałaby tu teraz przede mną.
- Tak, wszystko OK. - skinęła głową - Naprawdę muszę iść.
Po chwili podała mi zapisany na małej kartce swój numer. Uniosłem delikatnie kąciki ust.
- Jak będziesz czegoś potrzebować to dzwoń, zazwyczaj odbieram. - powiedziała
Później pożegnaliśmy się, Taiga wyszła, a ja założyłem ręce na karku i przeciągnąłem się porządnie. No to ładnie, pomyślałem, patrząc w sufit.
<Taiga?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Taigi cd historii Lucas'a
Usnęłam, nawet nie wiem kiedy. Tym razem nie było takiej ciemnej próżni, wręcz przeciwnie miałam nawet przyjemny sen pływałam, chyba w morzu, spokojnie, bez dużym fal po prostu pływałam. Obudziłam się rano, czułam się o wiele lepiej. Tylko z pamięcią trochę gorzej, kilka dni jakby mi uciekło. Rozejrzałam się dookoła, Lucasa nigdzie nie było, zadzwoniłam do pracy, że dzisiaj mnie nie będzie. Jednak okazało się, że się zwolniłam... Sama? A w telefonie miałam numery jakiś lokali, cóż będę musiała później to sprawdzić. Gapiłam się jeszcze chwile w telefon
- Hej - usłyszałam już znajomy mi głos
- Cześć - odpowiedziałam jakby wyrwana z myślenia
- Lepiej Ci? - zapytał podając mi kubek z czymś ciepłym, zaczęłam powoli pić
- Tak, dziękuje, jak tylko będę mogła to Ci się odwdzięczę - powiedziałam dopijając herbatę - Muszę już iść, jeszcze raz za wszystko dziękuje
- Na pewno wszystko dobrze? - zapytał patrząc na mnie dziwnie "Przecież mu nie powiem, że nie pamiętam nic z kilku dni, że nie wiem dlaczego się zwolniłam z pracy i że skoro już to zrobiłam to muszę zacząć myśleć nad restauracją... Nie nie powiem" odtrąciłam od siebie myśli i spojrzałam na niego
- Tak wszystko ok - kiwnęłam głową - Na prawdę muszę iść - wyjęłam kartkę i długopis z torebki ( Nie wiem jakim cudem ona znalazła torebkę xD ) i zapisałam swój numer- Jak będziesz czegoś potrzebować to dzwoń, zazwyczaj odbieram - uśmiechnęłam się i wyszłam z mieszkania. Najpierw poszłam do siebie, ogarnęłam się i przebrałam po czym ruszyłam na spotkania związane z lokalami. O starą pracę, chyba nawet wolałam nie pytać
< Lu?>
- Hej - usłyszałam już znajomy mi głos
- Cześć - odpowiedziałam jakby wyrwana z myślenia
- Lepiej Ci? - zapytał podając mi kubek z czymś ciepłym, zaczęłam powoli pić
- Tak, dziękuje, jak tylko będę mogła to Ci się odwdzięczę - powiedziałam dopijając herbatę - Muszę już iść, jeszcze raz za wszystko dziękuje
- Na pewno wszystko dobrze? - zapytał patrząc na mnie dziwnie "Przecież mu nie powiem, że nie pamiętam nic z kilku dni, że nie wiem dlaczego się zwolniłam z pracy i że skoro już to zrobiłam to muszę zacząć myśleć nad restauracją... Nie nie powiem" odtrąciłam od siebie myśli i spojrzałam na niego
- Tak wszystko ok - kiwnęłam głową - Na prawdę muszę iść - wyjęłam kartkę i długopis z torebki ( Nie wiem jakim cudem ona znalazła torebkę xD ) i zapisałam swój numer- Jak będziesz czegoś potrzebować to dzwoń, zazwyczaj odbieram - uśmiechnęłam się i wyszłam z mieszkania. Najpierw poszłam do siebie, ogarnęłam się i przebrałam po czym ruszyłam na spotkania związane z lokalami. O starą pracę, chyba nawet wolałam nie pytać
< Lu?>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
Szybko wstałem z kanapy i złapałem dziewczynę w talii, ponieważ miałem wrażenie, że zaraz się przewróci. A tego nie chcemy, prawda? Posadziłem Taigę z powrotem na kanapie.
- Co robisz? - zdenerwowała się - Miałam już iść.
- Ale nie dasz rady. - zaoponowałem - Jak na razie to proponuję, żebyś się przespała.
- A ty? - zainteresowała się
- A ja sobie poradzę. - powiedziałem z uśmiechem
Wziąłem koc z fotela i podałem jej, a potem wziąłem do ręki pustą szklankę. Od razu odniosłem ją do kuchni, ponieważ jeślibym tego nie zrobił, zapewne za kilka dni w całym salonie byłby kompletny burdel. Bo tak to już ze mną jest. Wróciłem do salonu i zobaczyłem, że dziewczyna śpi. A przynajmniej tak mi się wydawało.
<Taiga?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Taigi cd historii Lucas'a
Spojrzałam na niego i podałam mu rękę
- Taiga, ale możesz mówić po prostu Tai - przedstawiłam się, dalej nic nie pamiętałam, pewnie będę musiała iść do lekarza, trochę głupio nie pamiętać kilku dni swojego życia
- Chcesz coś do picia? - zapytał chłopak
- Nie - powiedziałam od razu - Chociaż, nie. Jeśli możesz to szklankę wody - powiedziałam dalej siedząc na dywanie
- Zaraz Ci przyniosę - Wstał i poszedł gdzieś, po kilku minutach wrócił ze szklanką z wodą, najpierw patrzyłam się we wodę kilka minut, niby zwykła woda - Pijesz czy nie? - zaśmiał się. Wypiłam wodę i odłożyłam szklankę
- Możesz mi zamówić taksówkę? - zapytałam patrząc na niego
- Wstać, nie możesz a chcesz do domu jechać taksówką? - spojrzał na mnie zdziwiony
- I tak już narobiłeś sobie przeze mnie problemów i masz nockę z głowy, już jest lepiej jakoś sobie poradzę- uśmiechnęłam się sztucznie i podniosłam się aż na kanapę, w końcu stanęłam na równych nogach, miałam wrażenie, że są jak z waty
( Lu? )
- Taiga, ale możesz mówić po prostu Tai - przedstawiłam się, dalej nic nie pamiętałam, pewnie będę musiała iść do lekarza, trochę głupio nie pamiętać kilku dni swojego życia
- Chcesz coś do picia? - zapytał chłopak
- Nie - powiedziałam od razu - Chociaż, nie. Jeśli możesz to szklankę wody - powiedziałam dalej siedząc na dywanie
- Zaraz Ci przyniosę - Wstał i poszedł gdzieś, po kilku minutach wrócił ze szklanką z wodą, najpierw patrzyłam się we wodę kilka minut, niby zwykła woda - Pijesz czy nie? - zaśmiał się. Wypiłam wodę i odłożyłam szklankę
- Możesz mi zamówić taksówkę? - zapytałam patrząc na niego
- Wstać, nie możesz a chcesz do domu jechać taksówką? - spojrzał na mnie zdziwiony
- I tak już narobiłeś sobie przeze mnie problemów i masz nockę z głowy, już jest lepiej jakoś sobie poradzę- uśmiechnęłam się sztucznie i podniosłam się aż na kanapę, w końcu stanęłam na równych nogach, miałam wrażenie, że są jak z waty
( Lu? )
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
Postanowiłem, że nie będę jej opowiadać o tym, co działo się w hotelu. To już może sobie sama przypomnieć. Ale nie musi, tak byłoby lepiej.
- Byłem z Cooper'em, czyli moim kolegą w klubie. Była też z nami taka dziewczyna, ale nie sądzę, byś ją kojarzyła. No i jak wracaliśmy to ten mój kolega Cię rozpoznał, ale ty zemdlałaś. No to Cię wziąłem do domu, bo nie wiadomo co by się stało, jakbym tego nie zrobił.
Dziewczyna spojrzała na mnie, a ja wziąłem pilota ze stolika i wyłączyłem telewizor. No bo po co ma iść, skoro i tak nie oglądam? A o czwartej nad ranem, to niczego ciekawego i tak nie ma.
- Czyli nic mi nie zrobisz? - upewniła się
Skinąłem głową.
- Ale najpierw powiedz mi, jak się nazywasz, bo trochę dziwnie mi rozmawiać z dziewczyną we własnym domu, nawet nie znając jej imienia. - powiedziałem - Ale, zaraz, gdzie moje maniery! Lucas jestem.
Zgaduję, że moje maniery zostały w jednym z nocnych klubów. No, ale cóż. Podałem dziewczynie rękę.
<Tai?>
- Byłem z Cooper'em, czyli moim kolegą w klubie. Była też z nami taka dziewczyna, ale nie sądzę, byś ją kojarzyła. No i jak wracaliśmy to ten mój kolega Cię rozpoznał, ale ty zemdlałaś. No to Cię wziąłem do domu, bo nie wiadomo co by się stało, jakbym tego nie zrobił.
Dziewczyna spojrzała na mnie, a ja wziąłem pilota ze stolika i wyłączyłem telewizor. No bo po co ma iść, skoro i tak nie oglądam? A o czwartej nad ranem, to niczego ciekawego i tak nie ma.
- Czyli nic mi nie zrobisz? - upewniła się
Skinąłem głową.
- Ale najpierw powiedz mi, jak się nazywasz, bo trochę dziwnie mi rozmawiać z dziewczyną we własnym domu, nawet nie znając jej imienia. - powiedziałem - Ale, zaraz, gdzie moje maniery! Lucas jestem.
Zgaduję, że moje maniery zostały w jednym z nocnych klubów. No, ale cóż. Podałem dziewczynie rękę.
<Tai?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Taigi cd historii Lucas'a
Podkuliłam nogi i siedziałam tak chwile, o kim on mówił? Nie znam żadnego Cooper'a.
- Nic mi nie zrobisz? - zapytałam patrząc chyba na dywan, dalej miałam rozmazany obraz - Przecież to ty i twój kolega mi coś wrzuciliście, jeden was mnie zagadał, wiem o tym - powiedziałam chowając twarz
- Mylisz fakty - powiedział spokojnie
- Jak to? - zapytałam niedowierzająco - Nie było nikogo innego, szliście za mną - starałam sobie coś przypomnieć, ale to było strasznie trudne
- A dasz mi wszystko powiedzieć? - zapytał, pomimo iż dalej nie wiedziałam kim on jest, i gdzie ja jestem to pozwoliłam mu mówić
- Dobrze - kiwnęłam głową
<Lu?>
- Nic mi nie zrobisz? - zapytałam patrząc chyba na dywan, dalej miałam rozmazany obraz - Przecież to ty i twój kolega mi coś wrzuciliście, jeden was mnie zagadał, wiem o tym - powiedziałam chowając twarz
- Mylisz fakty - powiedział spokojnie
- Jak to? - zapytałam niedowierzająco - Nie było nikogo innego, szliście za mną - starałam sobie coś przypomnieć, ale to było strasznie trudne
- A dasz mi wszystko powiedzieć? - zapytał, pomimo iż dalej nie wiedziałam kim on jest, i gdzie ja jestem to pozwoliłam mu mówić
- Dobrze - kiwnęłam głową
<Lu?>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
Dziewczyna zaczęła się na mnie wydzierać i na dodatek sądziła, że Cooper wciąż tu jest. Musiała naprawdę dużo wypić.
- Spokojnie, mała. - powiedziałem spokojnie - Nic Ci nie zrobiłem, a Cooper poszedł do domu i prawdopodobnie właśnie śpi.
Jednak ona mnie nie słuchała. Chyba chciała wstać z kanapy, jednak jakoś jej to nie wychodziło. Usiadłem obok niej.
- Wypuśćcie mnie! - krzyczała - Nie dam sobie nic zrobić!
- Ale ja Ci nie chcę nic zrobić! - zawołałem ze śmiechem - Jeśli mi pozwolisz, to powiem co się stało.
<Taiga? Pozwolisz, czy będziesz się wydzierać?>
- Spokojnie, mała. - powiedziałem spokojnie - Nic Ci nie zrobiłem, a Cooper poszedł do domu i prawdopodobnie właśnie śpi.
Jednak ona mnie nie słuchała. Chyba chciała wstać z kanapy, jednak jakoś jej to nie wychodziło. Usiadłem obok niej.
- Wypuśćcie mnie! - krzyczała - Nie dam sobie nic zrobić!
- Ale ja Ci nie chcę nic zrobić! - zawołałem ze śmiechem - Jeśli mi pozwolisz, to powiem co się stało.
<Taiga? Pozwolisz, czy będziesz się wydzierać?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Taigi cd historii Lucasa
Nic nie czułam, właśnie trochę jakbym była w jakieś czarnej dziurze. W końcu jednak ujrzałam światło i się obudziłam. Obraz był jednak jakiś rozmazany, jakbym widziała przez mgłę.
- Gdzie jestem? - zapytałam, tak to nie mój dom, to jest pewne
- U mnie - usłyszałam jakiś męski głos, aż spadłam z kanapy. Przetarłam oczy jednak to nic nie pomagało, za nic nie mogłam rozpoznać kto przede mną stoi. Byłam pewna, że to tych dwóch, tak to na pewno oni
- Wypuśćcie mnie! - zawołałam nawet nie mogąc się podnieść
- Jestem tutaj sam... - odpowiedział jakby zdziwiony, nie, nie dam się nabrać
- Wiem co mi zrobiliście, pójdę na policje! Znajdą was - powiedziałam próbując się podnieść, jednak bez skutku, nie pamiętam kiedy ostatnio tak się bałam
<Lu? Niech jej trochę odbija co tam xD>
- Gdzie jestem? - zapytałam, tak to nie mój dom, to jest pewne
- U mnie - usłyszałam jakiś męski głos, aż spadłam z kanapy. Przetarłam oczy jednak to nic nie pomagało, za nic nie mogłam rozpoznać kto przede mną stoi. Byłam pewna, że to tych dwóch, tak to na pewno oni
- Wypuśćcie mnie! - zawołałam nawet nie mogąc się podnieść
- Jestem tutaj sam... - odpowiedział jakby zdziwiony, nie, nie dam się nabrać
- Wiem co mi zrobiliście, pójdę na policje! Znajdą was - powiedziałam próbując się podnieść, jednak bez skutku, nie pamiętam kiedy ostatnio tak się bałam
<Lu? Niech jej trochę odbija co tam xD>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
Dalsza część dnia minęła już dość spokojnie, nie licząc kilku zniszczeń w naszym pokoju i... przyjazdu modelek! Okazało się, że to właśnie im mieliśmy robić zdjęcia! Było ich cztery plus szefowa, która też była niezła. No i przyjechał nasz zleceniodawca, ten francuz i powiedział nam o co dokładnie mu chodzi. A raczej on mówił po francusku, a pani prezes tłumaczyła na nasze. No i po wizycie panienek miałem już numery całej piątki.
[...] Minęły cztery dni po powrocie do domu, kiedy razem z Cooper'em umówiłem się na mieście. Upiliśmy się (a raczej on) tak, że ledwo mogliśmy ustać na nogach. Caro, jako, że miała dzisiaj wolne również z nami wyszła. Krótko po północy postanowiliśmy się zwijać. Odprowadziliśmy dziewczynę aż pod klatkę, bo kto wie, co mogłoby się stać, jakby wracała teraz sama. Nigdy nie przeżyłem tutaj niczego strasznego, ale to tylko dlatego, że nie często bywam na tym osiedlu. Wszystko wiem z opowieści mojej przyjaciółki. Potem skierowaliśmy się w stronę naszych domów, ponieważ mieszkaliśmy całkiem blisko siebie. Jeszcze tylko niecały kilometr...
- Ej, patrz. - szepnął do mnie kumpel - To ona.
Wskazał na niewielką postać przed nami.
- Kto? - zaciekawiłem się
- No ta pokojówka z hotelu!
Po chwili rozpoznałem dziewczynę, która kilka dni temu złamała nos mojemu koledze. Przyśpieszyliśmy kroku, aby do niej zagadać, kiedy nagle upadła na ziemię. W ostatniej chwili złapałem ją nad ziemią. Jak, kurwa, w filmach!
- Cholera, co jej się stało? - zdenerwował się Cooper
- Zemdlała. - powiedziałem szybko
- Co robimy?
- Zabierzemy ją do domu. - zdecydowałem
- Co ty, kurwa, oszalałeś? Kilka dni temu prawie mi nos złamała, a ty chcesz ją do domu brać?!
- Przecież jej tu nie zostawimy. Nie wiadomo co by się mogło stać.
No i jak powiedziałem, tak się stało. Po kilkunastu minutach dziewczyna leżała na kanapie w moim domu, a ja siedziałem na fotelu obok i oglądałem film, czekając, aż się obudzi.
<Taiga?>
[...] Minęły cztery dni po powrocie do domu, kiedy razem z Cooper'em umówiłem się na mieście. Upiliśmy się (a raczej on) tak, że ledwo mogliśmy ustać na nogach. Caro, jako, że miała dzisiaj wolne również z nami wyszła. Krótko po północy postanowiliśmy się zwijać. Odprowadziliśmy dziewczynę aż pod klatkę, bo kto wie, co mogłoby się stać, jakby wracała teraz sama. Nigdy nie przeżyłem tutaj niczego strasznego, ale to tylko dlatego, że nie często bywam na tym osiedlu. Wszystko wiem z opowieści mojej przyjaciółki. Potem skierowaliśmy się w stronę naszych domów, ponieważ mieszkaliśmy całkiem blisko siebie. Jeszcze tylko niecały kilometr...
- Ej, patrz. - szepnął do mnie kumpel - To ona.
Wskazał na niewielką postać przed nami.
- Kto? - zaciekawiłem się
- No ta pokojówka z hotelu!
Po chwili rozpoznałem dziewczynę, która kilka dni temu złamała nos mojemu koledze. Przyśpieszyliśmy kroku, aby do niej zagadać, kiedy nagle upadła na ziemię. W ostatniej chwili złapałem ją nad ziemią. Jak, kurwa, w filmach!
- Cholera, co jej się stało? - zdenerwował się Cooper
- Zemdlała. - powiedziałem szybko
- Co robimy?
- Zabierzemy ją do domu. - zdecydowałem
- Co ty, kurwa, oszalałeś? Kilka dni temu prawie mi nos złamała, a ty chcesz ją do domu brać?!
- Przecież jej tu nie zostawimy. Nie wiadomo co by się mogło stać.
No i jak powiedziałem, tak się stało. Po kilkunastu minutach dziewczyna leżała na kanapie w moim domu, a ja siedziałem na fotelu obok i oglądałem film, czekając, aż się obudzi.
<Taiga?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Taigi cd historii Lucas'a
Weszłam do domu i od razu poszłam pod prysznic, może trochę przegięłam? Nie, nie mam wyrzutów sumienia. Ubrałam krótkie spodenki i czarną bokserkę do tego trampki i wyszłam na miasto, przez pewien czas szukałam lokalu na restaurację, znalazłam kilka i spisałam numery. Pod wieczór weszłam do jakieś dyskoteki, usiadłam przy barze i zamówiłam słabego drinka, jakiś koleś mnie zaczepił, jednak było to dosyć dziwne, powiedział dwa zdania i poszedł. Wzruszyłam ramionami i wróciłam dokończyłam drinka. Nagle poczułam się dziwnie, zaczęło mi się kręcić w głowie, wyszłam z lokalu. Zauważyłam, że dwoje mężczyzn idzie za mną, jeden był tym samym co mnie jeszcze nie dawno zagadał. Już wiedziałam o co chodzi, szłam chwiejnym krokiem. Nie wiem kto szedł usłyszałam jedynie głosy, szłam jak we mgle
- Czekaj. - wydusiłam z siebie i chciałam kogoś złapać, ale upadłam i po prostu zrobiło się ciemno
<Lu? Pomożesz czy zostawisz? xD>
- Czekaj. - wydusiłam z siebie i chciałam kogoś złapać, ale upadłam i po prostu zrobiło się ciemno
<Lu? Pomożesz czy zostawisz? xD>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
Wyszedłem przez drzwi za dziewczyną. Widziałem, jak podeszła do moich kupli i uderzyła w twarz Cooper'a. Może i sobie zasłużył, ale zdecydowanie mi się to nie podobało.
- Wredna kurwa. - syknął - Ej, przynieście jaką apteczkę, albo coś bo się wykrwawię.
Steve pobiegł poszukać "apteczki albo czegoś", a ja podszedłem bliżej. Pierwszy raz spotkałem się z taką straszną obsługą. I z taką silną dziewczyną. No, może nie całkiem. Caro nie raz przywaliła mi w twarz i co jak co, ale naprawdę bolało. Ale przecież my prawie nie znaliśmy tej pokojóweczki! Czy ona naprawdę uważa, że jeśli facet trochę się napije i ma przeróżne pomysły, to taki jest na co dzień? Bo jeśli tak, to jest naprawdę głupia.
<Taiga?>
- Wredna kurwa. - syknął - Ej, przynieście jaką apteczkę, albo coś bo się wykrwawię.
Steve pobiegł poszukać "apteczki albo czegoś", a ja podszedłem bliżej. Pierwszy raz spotkałem się z taką straszną obsługą. I z taką silną dziewczyną. No, może nie całkiem. Caro nie raz przywaliła mi w twarz i co jak co, ale naprawdę bolało. Ale przecież my prawie nie znaliśmy tej pokojóweczki! Czy ona naprawdę uważa, że jeśli facet trochę się napije i ma przeróżne pomysły, to taki jest na co dzień? Bo jeśli tak, to jest naprawdę głupia.
<Taiga?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Caroline
Trzecia w nocy. Jest, kurwa, trzecia w nocy! Siedzę na łóżku i czuję się, jakbym miała zaraz umrzeć. Prawie 40 stopni gorączki! Kurwa, nie dam rady! Butelki gazowanej wody i puste opakowania po lekarstwach leżą na ziemi. Ehh... trzeba czasem przejść się do apteki i uzupełnić zapasy. Ale, kurwa, nie teraz! Przeczuwam, że gdyby tylko udało mi się stanąć na nogach, zaraz bym się przewróciła. Dawno nie czułam się tak okropnie... Pewnie gdybym zadzwoniła do Sean'a i powiedziała mu, jak się czuję zaraz by przyjechał, ale nie chcę budzić go w środku nocy. Dobra, może dam radę. Powoli wstałam z łóżka, ubrałam się i wyszłam z mieszkania. Zejście z drugiego piętra sprawiało mi trochę kłopotu, ponieważ musiałam trzymać się poręczy i uważać gdzie stawiam nogi. Ale jakoś udało mi się w całości znaleźć na zewnątrz. Apteka była tylko kilka przecznic stąd, ale i tak dotarcie do niej trwało niesamowicie długo. Kupiłam lekarstwa i już byłam w połowie drogi do domu, kiedy zakręciło mi się w głowie. I zemdlałam.
<Ktośś? Może jakiś rycerz na białym koniu uratuje naszą śpiącą królewnę? xD>
<Ktośś? Może jakiś rycerz na białym koniu uratuje naszą śpiącą królewnę? xD>
Etykiety:
do kogokolwiek,
Od Caroline
Od Taigi cd historii Lucas'a
Spojrzałam na niego dalej lekko zła, nie wierzyłam mu, ale chyba nikt się nie dziwi dlaczego
- No dalej śmiej się - powiedziałam bez emocji - Przyzwyczaiłam się - dodałam patrząc w dół na jakieś zarośla
- Nie mam zamiaru się śmiać - podszedł nieco bliżej - Moi koledzy są... - zaczął, wiedziałam, że to już litość, nie lubiłam tego i to bardzo. Świetnie znowu będę musiała zmienić pracę,
- Nie musisz się nade mną litować, nie potrzebuje tego, nie byłam dziwką, tylko tancerką, a to różnica, nie daje dupy - odpowiedziałam idąc do recepcji, niestety jego koledzy dalej tam byli, kolejnych komentarzy nie zniosłam, podeszłam do nich i walnęłam jednego z pięści, tak złamałam mu nos. Poszłam do szatni i przebrałam się w swoje ciuchy, położyłam na blat strój i karty, wraz z kluczami - Odchodzę - powiedziałam jedynie i wyszłam z budynku. Nie żałuje swojej decyzji, może w końcu otworze własną restaurację. Swobodnym krokiem poszłam w stronę miasta, może skoczę dzisiaj do jakiegoś klubu i się trochę wyluzuje
<Lu?>
- No dalej śmiej się - powiedziałam bez emocji - Przyzwyczaiłam się - dodałam patrząc w dół na jakieś zarośla
- Nie mam zamiaru się śmiać - podszedł nieco bliżej - Moi koledzy są... - zaczął, wiedziałam, że to już litość, nie lubiłam tego i to bardzo. Świetnie znowu będę musiała zmienić pracę,
- Nie musisz się nade mną litować, nie potrzebuje tego, nie byłam dziwką, tylko tancerką, a to różnica, nie daje dupy - odpowiedziałam idąc do recepcji, niestety jego koledzy dalej tam byli, kolejnych komentarzy nie zniosłam, podeszłam do nich i walnęłam jednego z pięści, tak złamałam mu nos. Poszłam do szatni i przebrałam się w swoje ciuchy, położyłam na blat strój i karty, wraz z kluczami - Odchodzę - powiedziałam jedynie i wyszłam z budynku. Nie żałuje swojej decyzji, może w końcu otworze własną restaurację. Swobodnym krokiem poszłam w stronę miasta, może skoczę dzisiaj do jakiegoś klubu i się trochę wyluzuje
<Lu?>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
poniedziałek, 7 lipca 2014
Od Lauren cd historii Yuki
Dziewczyna uścisnęła mi dłoń mówiąc :
-Yuki.
Uśmiechnęłam się i odeszłam. Kurczę, miła dziewczyna. Wyglądała troszkę... groźnie. Ale na szczęście pozory mylą. Nagle się zorientowałam, że idę w złą stronę.
-Boże, co się dzisiaj ze mną dzieje? - mruknęłam pod nosem. Obróciłam się na pięcie w prawo i myślałam kiedy i gdzie dokładnie mogłam zgubić mojego psa.
[...]
-Ok, zaraz się biorę za plakaty. - powiedziałam do siebie.
-Chwila, przecież nie wiem czy dobrze zapisałam numer... jak jej było? A, Yuki. Zadzwonię do niej.
Peep... peep... co jeśli to nie jej numer? Peep... ktoś odebrał.
-Halo? - powiedziałam
-Halo, cześć.
-Czyli dodzwoniłam się do Yuki, tak?
-A dzwoni Lauren, tak?
-Tak.
-To już idziemy? Kiedy zdążyłaś zrobić plaka...
-Nie, nie. - przerwałam jej - Po prostu chciałam sprawdzić czy dobrze zapisałam twój numer. Zaraz dopiero zacznę robić plakat. Znaczy, plakaty. Znaczy jeden, a potem go skopiuję, a nieważne. Coś jest dzisiaj ze mną nie tak. Dobra, to jak będę miała te plakaty to zadzwonię, ok?
-Ok. A pozwól, że teraz wrócę do jedzenia. - powiedziała, a potem cicho zachichotała.
-Dobra, już nie przeszkadzam. To... do usłyszenia.
-Pa.
Ok, czyli to był jej numer. To teraz bierzemy się za plakaty.
[...] (Półtorej godziny później. Dlatego tak długo bo po drodze Lau jeszcze musiała rozwiesić pranie, zapalić i pozbierać resztki po rozbitej szklance.)
-Ok, pierwszy plakat jest. Teraz tylko iść gdzieś, gdzie można to skopiować i rozwiesić po całym Vegas. To dzwonię do Yuki.
Peep... p...
-Halo? - odezwał się znajomy, chociaż jednak po części nieznajomy głos Yuki.
-Halo, mogłabyś teraz wyjść?
<Mogłabyś, Yuki?>
-Yuki.
Uśmiechnęłam się i odeszłam. Kurczę, miła dziewczyna. Wyglądała troszkę... groźnie. Ale na szczęście pozory mylą. Nagle się zorientowałam, że idę w złą stronę.
-Boże, co się dzisiaj ze mną dzieje? - mruknęłam pod nosem. Obróciłam się na pięcie w prawo i myślałam kiedy i gdzie dokładnie mogłam zgubić mojego psa.
[...]
-Ok, zaraz się biorę za plakaty. - powiedziałam do siebie.
-Chwila, przecież nie wiem czy dobrze zapisałam numer... jak jej było? A, Yuki. Zadzwonię do niej.
Peep... peep... co jeśli to nie jej numer? Peep... ktoś odebrał.
-Halo? - powiedziałam
-Halo, cześć.
-Czyli dodzwoniłam się do Yuki, tak?
-A dzwoni Lauren, tak?
-Tak.
-To już idziemy? Kiedy zdążyłaś zrobić plaka...
-Nie, nie. - przerwałam jej - Po prostu chciałam sprawdzić czy dobrze zapisałam twój numer. Zaraz dopiero zacznę robić plakat. Znaczy, plakaty. Znaczy jeden, a potem go skopiuję, a nieważne. Coś jest dzisiaj ze mną nie tak. Dobra, to jak będę miała te plakaty to zadzwonię, ok?
-Ok. A pozwól, że teraz wrócę do jedzenia. - powiedziała, a potem cicho zachichotała.
-Dobra, już nie przeszkadzam. To... do usłyszenia.
-Pa.
Ok, czyli to był jej numer. To teraz bierzemy się za plakaty.
[...] (Półtorej godziny później. Dlatego tak długo bo po drodze Lau jeszcze musiała rozwiesić pranie, zapalić i pozbierać resztki po rozbitej szklance.)
-Ok, pierwszy plakat jest. Teraz tylko iść gdzieś, gdzie można to skopiować i rozwiesić po całym Vegas. To dzwonię do Yuki.
Peep... p...
-Halo? - odezwał się znajomy, chociaż jednak po części nieznajomy głos Yuki.
-Halo, mogłabyś teraz wyjść?
<Mogłabyś, Yuki?>
Od Lucas'a cd historii Taigi
Obudziłem się nieco po 13, a właściwie obudzili mnie moi kumple, którzy śmiali się na cały głos. Powtórka z rozrywki, wspaniale. Usiadłem na łóżku i mając nadal zamknięte oczy, machnąłem przed sobą ręką, z zamiarem trzepnięcia któregoś z kolegów w głowe. Udało się. Prawie.
- Auuu... - mruknąłem, rozmasowywując bolącą rękę
Tak, bo ja zawsze muszę tak wspaniale trafiać. Tym razem uderzyłem ręką w regał i jednocześnie zrzuciłem z niego puste, szklane butelki, które pozostały po naszej wczorajszej imprezie. Na szczęście żadna z nich się nie rozwaliła, ponieważ spadły na dywan, ale hałas, który zrobiłem zwrócił uwagę chłopaków.
- Lucas, wreszcie wstałeś! - zawołał Cooper
- Ile, kurwa, można spać? - zapytał Frank - Czekaliśmy na Ciebie!
- Po co? - wymamrotałem
- Chcieliśmy zejść na śniadanie, chociaż w sumie teraz to bardziej na obiad. - wyjaśnił Mike
Ziewnąłem, patrząc na nich jak na totatnych kretynów, po czym wstałem z łóżka. No i dopiero wtedy odczułem skutki wczorajszej imprezy. Głowa bolała mnie niesamowicie, ale założyłem buty, a potem razem z kumplami zszedłem po schodach. Co prawda, musieliśmy pomagać jeden drugiemu, Frank prawie spadł na dół, ale w końcu w całości zeszliśmy na dół. I udało nam się podsłuchać fragment bardzo interesującej rozmowy.
- Ej, nasza pokojówka była zwykłą szmatą! - zaśmiał się Cooper - Ile bierzesz za godzinę?!
Klepnąłem się ręką w twarz (facepalm) i spojrzałem z politowaniem najpierw na kolegę, a później na pokojówkę, która właśnie wychodziła. I... chyba obudziło się we mnie współczucie. Zostawiłem pokładających się ze śmiechu chłopaków i podążyłem do tych samych drzwi, którymi wyszła dziewczyna. Zobaczyłem ją tam, opartą o barierkę. Była baaaardzo wkurzona.
~Jak zrobi jeszcze krok w moją stronę, to go rozjebię.
Nie był to mój głos, to były myśli brunetki stojącej przede mną. Z przezorności zrobiłem krok w tył.
- Od razu mówię, że nie przylazłem tutaj, żeby Ci dokuczać. - powiedziałem i dodałem po chwili - Chociaż może na takiego wyglądam.
<Taiga?>
- Auuu... - mruknąłem, rozmasowywując bolącą rękę
Tak, bo ja zawsze muszę tak wspaniale trafiać. Tym razem uderzyłem ręką w regał i jednocześnie zrzuciłem z niego puste, szklane butelki, które pozostały po naszej wczorajszej imprezie. Na szczęście żadna z nich się nie rozwaliła, ponieważ spadły na dywan, ale hałas, który zrobiłem zwrócił uwagę chłopaków.
- Lucas, wreszcie wstałeś! - zawołał Cooper
- Ile, kurwa, można spać? - zapytał Frank - Czekaliśmy na Ciebie!
- Po co? - wymamrotałem
- Chcieliśmy zejść na śniadanie, chociaż w sumie teraz to bardziej na obiad. - wyjaśnił Mike
Ziewnąłem, patrząc na nich jak na totatnych kretynów, po czym wstałem z łóżka. No i dopiero wtedy odczułem skutki wczorajszej imprezy. Głowa bolała mnie niesamowicie, ale założyłem buty, a potem razem z kumplami zszedłem po schodach. Co prawda, musieliśmy pomagać jeden drugiemu, Frank prawie spadł na dół, ale w końcu w całości zeszliśmy na dół. I udało nam się podsłuchać fragment bardzo interesującej rozmowy.
- Ej, nasza pokojówka była zwykłą szmatą! - zaśmiał się Cooper - Ile bierzesz za godzinę?!
Klepnąłem się ręką w twarz (facepalm) i spojrzałem z politowaniem najpierw na kolegę, a później na pokojówkę, która właśnie wychodziła. I... chyba obudziło się we mnie współczucie. Zostawiłem pokładających się ze śmiechu chłopaków i podążyłem do tych samych drzwi, którymi wyszła dziewczyna. Zobaczyłem ją tam, opartą o barierkę. Była baaaardzo wkurzona.
~Jak zrobi jeszcze krok w moją stronę, to go rozjebię.
Nie był to mój głos, to były myśli brunetki stojącej przede mną. Z przezorności zrobiłem krok w tył.
- Od razu mówię, że nie przylazłem tutaj, żeby Ci dokuczać. - powiedziałem i dodałem po chwili - Chociaż może na takiego wyglądam.
<Taiga?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Yuki cd historii Lauren
-Ymm... Lauren. - powiedziała dziewczyna podając mi rękę
Odwróciłam się w jej stronę i uścisnęłam jej dłoń.
-Yuki. - powiedziałam
Lauren kiwnęła głową i odeszła. Ja również poszłam do domu. Nie był on daleko... zaledwie 3 ulice dalej. Po drodze czasem się rozglądałam, może zauważyłabym psa dziewczyny. Niestety nic nie zobaczyłam, jeśli nie liczyć handlarzy narkotykami i prostytutek, jednak coś takiego to codzienność w Las Vegas. Kiedy dotarłam do domu od razu uszykowałam sobie coś do jedzenia. Usiadłam przed telewizorem i jedząc ciepły posiłek oglądałam jakieś bzdety. W pewnym momencie mój telefon zadzwonił. Na wyświetlaczu ukazał się numer dziewczyny, którą poznałam dziś rano. Odebrałam.
-Halo?
<Lauren?>
Odwróciłam się w jej stronę i uścisnęłam jej dłoń.
-Yuki. - powiedziałam
Lauren kiwnęła głową i odeszła. Ja również poszłam do domu. Nie był on daleko... zaledwie 3 ulice dalej. Po drodze czasem się rozglądałam, może zauważyłabym psa dziewczyny. Niestety nic nie zobaczyłam, jeśli nie liczyć handlarzy narkotykami i prostytutek, jednak coś takiego to codzienność w Las Vegas. Kiedy dotarłam do domu od razu uszykowałam sobie coś do jedzenia. Usiadłam przed telewizorem i jedząc ciepły posiłek oglądałam jakieś bzdety. W pewnym momencie mój telefon zadzwonił. Na wyświetlaczu ukazał się numer dziewczyny, którą poznałam dziś rano. Odebrałam.
-Halo?
<Lauren?>
niedziela, 6 lipca 2014
Od Lauren cd historii Yuki
-Reaguje na imię? - zapytała
-Tak, Grisb. Pomogłabyś mi go szukać? Wiem, to głupie pytać obcą dziewczynę o pomoc w znalezieniu psa...
-Nie, nie ma sprawy. Zawsze pomóc mogę. Czy się znajdzie, zobaczymy.
Miałam mieszane uczucia do tego co powiedziała. Fajnie, że mi pomoże, ale chyba średnio wierzy w to, że się znajdzie.
-To... Najpierw szukamy, czy wymienimy się telefonami, zrobię plakaty i wtedy poszukamy?
-Ymm... przepraszam, ale nie jadłam jeszcze śniadania. Trochę mi burczy w brzuchu, więc... Może potem?
-Ok, rozumiem. To mój numer : - podałam swój numer, a ona mi. Nazwałam ją w kontaktach "Dziewczyna przy której zgubiłam psa". Głupio, ale przecież nie znałam jej imienia.
-No to... Pa? - powiedziałam
-Chyba tak.
(Chwila zastanowienia)
-Ymm... Lauren. - podałam jej rękę
<Przedstawisz się, Yuki?>
-Tak, Grisb. Pomogłabyś mi go szukać? Wiem, to głupie pytać obcą dziewczynę o pomoc w znalezieniu psa...
-Nie, nie ma sprawy. Zawsze pomóc mogę. Czy się znajdzie, zobaczymy.
Miałam mieszane uczucia do tego co powiedziała. Fajnie, że mi pomoże, ale chyba średnio wierzy w to, że się znajdzie.
-To... Najpierw szukamy, czy wymienimy się telefonami, zrobię plakaty i wtedy poszukamy?
-Ymm... przepraszam, ale nie jadłam jeszcze śniadania. Trochę mi burczy w brzuchu, więc... Może potem?
-Ok, rozumiem. To mój numer : - podałam swój numer, a ona mi. Nazwałam ją w kontaktach "Dziewczyna przy której zgubiłam psa". Głupio, ale przecież nie znałam jej imienia.
-No to... Pa? - powiedziałam
-Chyba tak.
(Chwila zastanowienia)
-Ymm... Lauren. - podałam jej rękę
<Przedstawisz się, Yuki?>
Od Yuki cd historii Lauren
-Widziałaś gdzieś mojego psa? - zapytała drżącym głosem
-Psa? Ostatnio nie. Jakiej jest rasy? Mogę pomóc go znaleźć.- zaproponowałam
-Czarny nowofundland. Raczej ciężko nie zauważyć, nowofundlandy to duże psy.- odparła
Rozejrzałam się dookoła. Żadnego dużego psa, jedynie kilka shih-tzu i spanieli japońskich w parku. Nic poza tym. Można byłoby tam pójść. Mój wilczur lubił się zaczepiać oraz krążyć niedaleko innych psów.
-Reaguje na imię?-zapytałam dziewczynę
<Lauren?>
-Psa? Ostatnio nie. Jakiej jest rasy? Mogę pomóc go znaleźć.- zaproponowałam
-Czarny nowofundland. Raczej ciężko nie zauważyć, nowofundlandy to duże psy.- odparła
Rozejrzałam się dookoła. Żadnego dużego psa, jedynie kilka shih-tzu i spanieli japońskich w parku. Nic poza tym. Można byłoby tam pójść. Mój wilczur lubił się zaczepiać oraz krążyć niedaleko innych psów.
-Reaguje na imię?-zapytałam dziewczynę
<Lauren?>
Od Taigi cd historii Lucasa
Obudziło mnie pukanie co drzwi, zdziwiłam sie, nikt do mnie nie przychodził. Leniwym krokiem podeszłam do drzwi, zamarłam kiedy je otwarłam. Rocki, facet dla którego kiedyś pracowałam jako tancerka na rurze. Tak szybko jak otworzyłam tak szybko je zamknęłam
- Otwórz! - zaczął walić w drzwi
- Odejdź bo wezwę policję! - krzyknęłam, po kilku minutach usłyszałam odchodzące kroki. Odetchnęłam z ulgą, poszłam pod prysznic i siedziałam tam jakieś dwie godziny. Wyszłam z kamienicy tylnim wejściem i jak najszybciej poszłam do hotelu. Od bardzo znanych mi gości, nawet telefonów nie odbierałam tylko posyłałam koleżanki. Byłam przy recepcji, kiedy go środka wszedł Rocki, wolałam wyjść niż jakby miał mi narobić wsydu przy pracownikach.
- Czego chcesz!? - warknęłam
- Wracasz do pracy
- No chyba nie - wyśmiałam się
- Wszyscy za Tobą tęsknią, tak ładnie tańczyłaś pół naga - zaśmiał się
- Daj mi spokój! - warknęłam i odwróciłam sie, no pięknie to Ci sami faceci, którzy tak bardzo działają mi na nerwy
- Ej nasza pokojówka była zwykłą szmatą - zaśmiał się - ile bierzesz za godzinę?
Bez słowa odeszłam szybkim krokiem na tyły hotelu, niby byłam przyzwyczajona, ale każda taka obelga strasznie bolała, ale cóż, kretyn zostanie kretynem. Oparłam się o barierkę i wzięłam głeboki oddech, żeby czegoś nie rozwalić.
<Lucas?>
- Otwórz! - zaczął walić w drzwi
- Odejdź bo wezwę policję! - krzyknęłam, po kilku minutach usłyszałam odchodzące kroki. Odetchnęłam z ulgą, poszłam pod prysznic i siedziałam tam jakieś dwie godziny. Wyszłam z kamienicy tylnim wejściem i jak najszybciej poszłam do hotelu. Od bardzo znanych mi gości, nawet telefonów nie odbierałam tylko posyłałam koleżanki. Byłam przy recepcji, kiedy go środka wszedł Rocki, wolałam wyjść niż jakby miał mi narobić wsydu przy pracownikach.
- Czego chcesz!? - warknęłam
- Wracasz do pracy
- No chyba nie - wyśmiałam się
- Wszyscy za Tobą tęsknią, tak ładnie tańczyłaś pół naga - zaśmiał się
- Daj mi spokój! - warknęłam i odwróciłam sie, no pięknie to Ci sami faceci, którzy tak bardzo działają mi na nerwy
- Ej nasza pokojówka była zwykłą szmatą - zaśmiał się - ile bierzesz za godzinę?
Bez słowa odeszłam szybkim krokiem na tyły hotelu, niby byłam przyzwyczajona, ale każda taka obelga strasznie bolała, ale cóż, kretyn zostanie kretynem. Oparłam się o barierkę i wzięłam głeboki oddech, żeby czegoś nie rozwalić.
<Lucas?>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Caroline cd historii Ryuzaki'ego
Zaśmiałam się cicho i spojrzałam na karteczkę, którą dał mi chłopak, po czym szybkim krpokiem skierowałam się do domu. Otworzyłam drzwi i rozejrzałam się po pustym mieszkaniu. Czasem ta cisza naprawdę mnie przeraża. Rzuciłam plecak na ziemię, po czym szybko poszłam do łazienki, umyłam się i już po kilkunastu minutach leżałam w łóżku.
[...] (Dwa dni później) Obudziłam sie jakoś po południu. Gdy tylko zjadłam śniadanie i wykonałam pozostałe poranne czynności, postanowiłam zadzwonić do Ryuzaki'ego. A tak po prostu, z nudów. Byłam bardzo ciekawa, jak zareaguje na mój telefon.
- Haloooo? - usłyszałam w słuchawce
- No witaj. - powiedziałam, siląc się na miły ton
- O! To ty! - był wyraźnie zaskoczony - Fajnie, że dzwonisz.
- Taaa... - mruknęłam i już chciałam powiedzieć coś więcej, kiedy on mi przerwał
- Mam dla ciebie propozycję. - powiedział - Wyszłabyś dzisiaj ze mną na miasto?
- A z jakiej to okazji? - zapytałam - Nie mam dzisiaj urodzin.
- Z żadnej. - odparł wesoło - To chcesz? Dzisiaj o 16?
- No... W sumie to nie mam nic ciekawego do roboty. - powiedziałam
Później pożegnaliśmy się, a ja włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać coś, co właśnie w nim było. I tak przy tym zatanawiałam się, czy nie warto byłoby kupić sobie kota.
<Czekoladziu? Wypad na miasto?>
[...] (Dwa dni później) Obudziłam sie jakoś po południu. Gdy tylko zjadłam śniadanie i wykonałam pozostałe poranne czynności, postanowiłam zadzwonić do Ryuzaki'ego. A tak po prostu, z nudów. Byłam bardzo ciekawa, jak zareaguje na mój telefon.
- Haloooo? - usłyszałam w słuchawce
- No witaj. - powiedziałam, siląc się na miły ton
- O! To ty! - był wyraźnie zaskoczony - Fajnie, że dzwonisz.
- Taaa... - mruknęłam i już chciałam powiedzieć coś więcej, kiedy on mi przerwał
- Mam dla ciebie propozycję. - powiedział - Wyszłabyś dzisiaj ze mną na miasto?
- A z jakiej to okazji? - zapytałam - Nie mam dzisiaj urodzin.
- Z żadnej. - odparł wesoło - To chcesz? Dzisiaj o 16?
- No... W sumie to nie mam nic ciekawego do roboty. - powiedziałam
Później pożegnaliśmy się, a ja włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać coś, co właśnie w nim było. I tak przy tym zatanawiałam się, czy nie warto byłoby kupić sobie kota.
<Czekoladziu? Wypad na miasto?>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Caroline
środa, 2 lipca 2014
Od Ryûzaki'ego cd historii Caroline
- Poczekaj jeszcze chwile! - powiedziałem i podszedłem do niej dając jej karteczkę
- Co to? - spytała
- Mój numer, jeżeli będziesz czegoś potrzebowała możesz dzwonić. - powiedziałem po czym wsiadłem do samochodu, odczekałem chwilę i kiedy dziewczyna odeszła, odjechałem. Pojechałem prosto do domu, przebrałem się wziąłem prysznic i poszedłem spać, a dzień mogłem zaliczyć do tych udanych.
[...]Minęły dwa dni odkąd dałem mój numer tej dziewczynie, kiedy ktoś wreszcie zadzwonił
- Haloooo?
<Caroline? Szykuj się na projekt o nazwie ''ma czysta głupota'' wcielany w życie>
- Co to? - spytała
- Mój numer, jeżeli będziesz czegoś potrzebowała możesz dzwonić. - powiedziałem po czym wsiadłem do samochodu, odczekałem chwilę i kiedy dziewczyna odeszła, odjechałem. Pojechałem prosto do domu, przebrałem się wziąłem prysznic i poszedłem spać, a dzień mogłem zaliczyć do tych udanych.
[...]Minęły dwa dni odkąd dałem mój numer tej dziewczynie, kiedy ktoś wreszcie zadzwonił
- Haloooo?
<Caroline? Szykuj się na projekt o nazwie ''ma czysta głupota'' wcielany w życie>
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
Od Caroline cd historii Ryuzaki'ego
- Czy tobie naprawdę chce się mnie odwozić? - zapytałam
Chłopak skinął głową z entuzjazmem, a ja zaśmiałam się pod nosem. Po kilku minutach dojechaliśmy na miejsce, czyli na ulicę niedaleko mojego bloku. Chwyciłam za klamkę i wyszłam z samochodu. Chciałam już odejść, kiedy...
<Czekoladziu, czekam na twój mega głupi pomysł :3>
Chłopak skinął głową z entuzjazmem, a ja zaśmiałam się pod nosem. Po kilku minutach dojechaliśmy na miejsce, czyli na ulicę niedaleko mojego bloku. Chwyciłam za klamkę i wyszłam z samochodu. Chciałam już odejść, kiedy...
<Czekoladziu, czekam na twój mega głupi pomysł :3>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Caroline
Od Ryûzaki'ego cd historii Caroline
- To jak cię mam odwieźć nie znając twojego adresu? - nie zamierzałem się poddać, postanowiłem zaprzyjaźnić się z tą dziewczyną. I się nie poddam, nie ważne jak wkurzająca będzie.
- A bo ja wiem, to już twój problem. -wzruszyła ramionami
- Okey, daj mi chwilkę. Już wiem! Odwiozę cię na tą ulice co dzisiaj rano cię zostawiłem, okey?
Ten pomysł nie wydawał mi się taki zły.
- Dobra.
Czyli jednak czasem miewam przebłysk inteligentnego pomysłu. W pewnym momencie jazdy Caroline zapytała:
<Caroline ? Czekoladziaaa kombinuje!>
- A bo ja wiem, to już twój problem. -wzruszyła ramionami
- Okey, daj mi chwilkę. Już wiem! Odwiozę cię na tą ulice co dzisiaj rano cię zostawiłem, okey?
Ten pomysł nie wydawał mi się taki zły.
- Dobra.
Czyli jednak czasem miewam przebłysk inteligentnego pomysłu. W pewnym momencie jazdy Caroline zapytała:
<Caroline ? Czekoladziaaa kombinuje!>
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
Od Caroline cd historii Ryuzaki'ego
Jakbym my nie pozwoliła, to by mi nie dał spokoju. Westchnęłam ciężko i spojrzałam na chłopaka, który właśnie zmierzał w stronę swojego auta. Podążyłam za nim, a kiedy otworzył samochód, usiadłam na miejscu pasażera. Ryuzaki również wsiadł do samochodu i odpalił silnik.
- Powiesz mi, gdzie mieszkasz? - zapytał, jakby z góry zakładał, że podam mu mój adres
- Nie. - mruknęłam
Nie zamierzałam mówić mu, że mieszkam... gdzie mieszkam. Co by sobie pomyślał? A zresztą, co ja się przejmuje tym, co pomyślałby jakiś idiota? W każdym razie, mojego adresu nie dostanie.
<Czeko-Czekoladzia?>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Caroline
Od Ryûzaki'ego cd historii Caroline
- Trudno. - wzruszyłem ramionami
- Jeszcze jakieś pytania?
- Nie. - stwierdziłem
- To czemu nie mogę sobie już iść?! - musiałem coś wymyślić szybko, bo inaczej tyle byłoby z mojej normalnej rozmowy
- Pomyślałem sobie, że może mógłbym cię odwieźć. - wskazałem na mój samochód stojący na parkingu
- Nie. - powiedziała krótko
- Wiesz, sporo tu nawalonych typów, więc... - w tym momencie popatrzyłem na kilku meneli przed nami.
- Umiem sobie poradzić, o to się martwić nie musisz.
- No, ale będę mieć wyrzuty sumienia, bo cię zagadałem, a jest tak późno i ciemno, i zimno, i....
- Dobra, możesz mnie podwieźć, ale zaraz potem ty i twoje wyrzuty sumienia się odczepicie. Okey?
- Okey. - wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy w kierunku mojego samochodu
<Caroline? Czekoladziaaa się staraa>
- Jeszcze jakieś pytania?
- Nie. - stwierdziłem
- To czemu nie mogę sobie już iść?! - musiałem coś wymyślić szybko, bo inaczej tyle byłoby z mojej normalnej rozmowy
- Pomyślałem sobie, że może mógłbym cię odwieźć. - wskazałem na mój samochód stojący na parkingu
- Nie. - powiedziała krótko
- Wiesz, sporo tu nawalonych typów, więc... - w tym momencie popatrzyłem na kilku meneli przed nami.
- Umiem sobie poradzić, o to się martwić nie musisz.
- No, ale będę mieć wyrzuty sumienia, bo cię zagadałem, a jest tak późno i ciemno, i zimno, i....
- Dobra, możesz mnie podwieźć, ale zaraz potem ty i twoje wyrzuty sumienia się odczepicie. Okey?
- Okey. - wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy w kierunku mojego samochodu
<Caroline? Czekoladziaaa się staraa>
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
Od Alyson
Siedziałam u siebie w mieszkaniu i gapiłam się w sufit. Szczerze mówiąc nie mam co robić. Założyłam moją grubą kurtkę, glany i wyszłam na świeże powietrze. Skierowałam się w kierunku parku. Usiadłam na ławce i nawet siedziałam tak przez chwilę ale po chwili dokonałam wielkiego odkrycia, a mianowicie przymarzała mi dupa. Wstałam i wyciągnęłam szluga. Zapaliłam. Zatarłam czerwone z zimna ręce.
- Zimno. - stwierdziłam. Aż nawet musiałam powiedzieć to na głos.
- Trafny wniosek - odezwał się głos za mną - Masz głębszy wniosek w zanadrzu?
- Raczej nie - powiedziałam zaciągnąwszy się wcześniej.
- Masz ogień? - zapytał/a wyciągając.
- Może.
- Dałabyś?
- Może.
Nieznajomy/a wyciągnęła papierosa.
- Prosz. - zapaliłam go (papierosa, nie nieznajomego/ą).
<Ktoś?>
- Zimno. - stwierdziłam. Aż nawet musiałam powiedzieć to na głos.
- Trafny wniosek - odezwał się głos za mną - Masz głębszy wniosek w zanadrzu?
- Raczej nie - powiedziałam zaciągnąwszy się wcześniej.
- Masz ogień? - zapytał/a wyciągając.
- Może.
- Dałabyś?
- Może.
Nieznajomy/a wyciągnęła papierosa.
- Prosz. - zapaliłam go (papierosa, nie nieznajomego/ą).
<Ktoś?>
Etykiety:
do kogokolwiek,
Od Alyson
Od Loli
- Zaraz będę. - oświadczyłam
Znowu porwanie. Znowu dziecko. Znowu dziewczynka.
Zaczynam naprawdę się niepokoić. W ostatnim czasie policja wzywała mnie już cztery razy, za każdym razem ofiarą porwania była dziewczynka w wieku 6-10 lat. Zawsze wyczuwałam strach, ciemność i... wodę. Tak. Mulista, brudna woda. Żadnej z nich nie odnaleziono, a psy w najbardziej nieoczekiwanych miejscach traciły ślad. Założyłam buty, prędko wyszłam z mieszkania i zbiegłam po schodach. Podana przez Greg'a, policjanta, który zawsze dzwoni, kiedy mam przyjechać, ulica nie była daleko, więc postanowiłam iść pieszo Gdy dotarłam na miejsce, spostrzegłam niewielki, drewniany domek. Kurwa, dlaczego dzieci ostatnio giną właśnie w tej okolicy? Podeszłam do drzwi i zadzwoniłam. Otworzył mi znajomy policjant.
- Lola! Proszę, wejdź. - powiedział i szerzej otworzył drzwi
Weszłam do niewielkiego przedpokoju, a potem skierowałam się za Greg'iem do salonu. Na kanapie siedziała kobieta. Płakała. A cóż by innego? Też bym płakała, jakby ktoś porwał moje dziecko. Gdybym w ogóle je miała.
- Holly... Jak ktoś mógł... Jakim trzeba być okrutnym... - szeptała, kryjąc twarz w dłoniach
- Witam, jestem Lola. - przedstawiłam się
Policjant gestem wskazał mi, abym usiadła obok niego, a potem oparł się łokciami o kolana.
- Ofiara... - zaczął, a wtedy kobieta rozpłakała się jeszcze bardziej - Przepraszam... Dziewczynka miała 8 lat, nazywała się Holly. Zniknęła dzisiaj około południa, kiedy razem z mamą była na placu zabaw.
Tyle mi wystarczyło. Spojrzałam na leżące na stole rzeczy. Różowa koszulka, pluszak i gumki do włosów. Pierwsza wizja pojawiła się szybciej niż mogłam przypuszczać. Ciemność i cisza, którą od czasu do czasu przerywał jedynie cichy oddech. Strach i czyjaś obecność. I woda. Ta sama, wstrętna woda.
- Dziewczynka żyje. - oznajmiłam, a potem zwróciłam się do policjanta - Znów widzę wodę, porwania na pewno są ze sobą połączone.
Mężczyzna westchnął ciężko i wyprostował się, a potem mruknął coś pod nosem. Nie zrozumiałam jego słów, jednak nie sądzę, aby były do mnie skierowane.
- Czy... Czy odnajdziecie Holly? - zapytała cicho kobieta
- Niech się pani nie martwi, znajdziemy ją całą i zdrową. - odparł Greg
Nie byłabym tego taka pewna, pomyślałam, choć bardzo chciałam, żeby słowa policjanta były prawdą. Zostałam jeszcze chwilę, wysłuchałam kilku ważnych szczegółów, po czym uznałam, że nie będę już potrzebna. Wyszłam z domu i skierowałam się na "swoje" osiedle. Postanowiłam iść przez park.
[...] Siedziałam na ławeczce i rozmawiałam przez telefon z przyjaciółką, przy czym zauważyłam, że zaczyna się już ściemniać, więc postanowiłam wrócić do domu. Kiedy szłam chodnikiem, przyglądałam się idącemu przede mną chłopakowi i zastanawiałam się, gdzie wszyscy ludzie się tak spieszą. Nagle spostrzegłam, że z kieszeni mężczyzny wysuwają się klucze i wypadają na chodnik. Podbiegłam do nich i zabrałam je, a potem dogoniłam właściciela.
- Wypadły Ci. - powiedziałam z uśmiechem, wyciągając do niego rękę ze zgubą
<Jaaaakiś chłopak? :3>
Znowu porwanie. Znowu dziecko. Znowu dziewczynka.
Zaczynam naprawdę się niepokoić. W ostatnim czasie policja wzywała mnie już cztery razy, za każdym razem ofiarą porwania była dziewczynka w wieku 6-10 lat. Zawsze wyczuwałam strach, ciemność i... wodę. Tak. Mulista, brudna woda. Żadnej z nich nie odnaleziono, a psy w najbardziej nieoczekiwanych miejscach traciły ślad. Założyłam buty, prędko wyszłam z mieszkania i zbiegłam po schodach. Podana przez Greg'a, policjanta, który zawsze dzwoni, kiedy mam przyjechać, ulica nie była daleko, więc postanowiłam iść pieszo Gdy dotarłam na miejsce, spostrzegłam niewielki, drewniany domek. Kurwa, dlaczego dzieci ostatnio giną właśnie w tej okolicy? Podeszłam do drzwi i zadzwoniłam. Otworzył mi znajomy policjant.
- Lola! Proszę, wejdź. - powiedział i szerzej otworzył drzwi
Weszłam do niewielkiego przedpokoju, a potem skierowałam się za Greg'iem do salonu. Na kanapie siedziała kobieta. Płakała. A cóż by innego? Też bym płakała, jakby ktoś porwał moje dziecko. Gdybym w ogóle je miała.
- Holly... Jak ktoś mógł... Jakim trzeba być okrutnym... - szeptała, kryjąc twarz w dłoniach
- Witam, jestem Lola. - przedstawiłam się
Policjant gestem wskazał mi, abym usiadła obok niego, a potem oparł się łokciami o kolana.
- Ofiara... - zaczął, a wtedy kobieta rozpłakała się jeszcze bardziej - Przepraszam... Dziewczynka miała 8 lat, nazywała się Holly. Zniknęła dzisiaj około południa, kiedy razem z mamą była na placu zabaw.
Tyle mi wystarczyło. Spojrzałam na leżące na stole rzeczy. Różowa koszulka, pluszak i gumki do włosów. Pierwsza wizja pojawiła się szybciej niż mogłam przypuszczać. Ciemność i cisza, którą od czasu do czasu przerywał jedynie cichy oddech. Strach i czyjaś obecność. I woda. Ta sama, wstrętna woda.
- Dziewczynka żyje. - oznajmiłam, a potem zwróciłam się do policjanta - Znów widzę wodę, porwania na pewno są ze sobą połączone.
Mężczyzna westchnął ciężko i wyprostował się, a potem mruknął coś pod nosem. Nie zrozumiałam jego słów, jednak nie sądzę, aby były do mnie skierowane.
- Czy... Czy odnajdziecie Holly? - zapytała cicho kobieta
- Niech się pani nie martwi, znajdziemy ją całą i zdrową. - odparł Greg
Nie byłabym tego taka pewna, pomyślałam, choć bardzo chciałam, żeby słowa policjanta były prawdą. Zostałam jeszcze chwilę, wysłuchałam kilku ważnych szczegółów, po czym uznałam, że nie będę już potrzebna. Wyszłam z domu i skierowałam się na "swoje" osiedle. Postanowiłam iść przez park.
[...] Siedziałam na ławeczce i rozmawiałam przez telefon z przyjaciółką, przy czym zauważyłam, że zaczyna się już ściemniać, więc postanowiłam wrócić do domu. Kiedy szłam chodnikiem, przyglądałam się idącemu przede mną chłopakowi i zastanawiałam się, gdzie wszyscy ludzie się tak spieszą. Nagle spostrzegłam, że z kieszeni mężczyzny wysuwają się klucze i wypadają na chodnik. Podbiegłam do nich i zabrałam je, a potem dogoniłam właściciela.
- Wypadły Ci. - powiedziałam z uśmiechem, wyciągając do niego rękę ze zgubą
<Jaaaakiś chłopak? :3>
Etykiety:
do jakiegoś chłopaka,
Od Loli
wtorek, 1 lipca 2014
Od Lauren cd historii Alexandra
Ufff, przynajmniej trochę zarobię. Myślałam, że knajpa będzie nieczynna cały dzień. Ale niestety to i tak nie zmienia faktu, że muszę zasuwać do mieszkania. Auu, żołądek z głodu się zacisnął do granic możliwości. Yhhh...
A co, jeśli jednak nie wrócę do domu? Zakradnę się tylnym wejściem do baru - pomyślałam. Gdy byłam w bezpiecznej odległości od policjanto-detektywa zatarłam ręce i skręciłam w boczną uliczkę. Truchtem, resztką sił podbiegłam do wejścia z tyłu budynku. Jak najciszej potrafiłam wyjęłam pęk kluczy i jeden z nich włożyłam w dziurę i przekręciłam. "Wkradłam się" do środka. Na palcach skradałam się do lady, gdy...
-Przecież mówiłem, że masz tu nie wchodzić - warknął policjanto-detektyw z przeszywającym wzrokiem.
-Słuchaj, w tym momencie to nie ma dla mnie znaczenia. Nie masz bladego pojęcia jaka jestem głodna.
-A, czyli chęć kradzieży jedzenia to dla Ciebie wymówka?
-Nie żadna "chęć kradzieży", tylko cheć zjedzenia czegoś z baru! Szef mi na to zawsze pozwala!
-I tak to żadna wymówka. Nie wiesz o tym, że policja to ktoś ważny i że trzeba się jej słuchać?
-I co, wlepisz mi mandacik? Ojeju, jak się boję... *całkowity brak entuzjazmu*
-Może troszkę szacunku? A mandacik Ci wlepię, jeśli tylko zechcesz, madamme. *sarkazm*
-Wracając do sedna. Albo dasz mi zjeść, albo podwozisz mnie do domu. Z rowerkiem w bagażniku, rzecz jasna.
-Ohohoho, nie będziesz mi nic nakazywać. A teraz już odjeżdżaj.
W odpowiedzi tylko fuknęłam na niego. Ten typek chyba nie myślał, że będę wracała moim rowerkiem na całkowitym zgonie do domu! Odeszłam oscentacyjnie z wyniosłą gracją. Zamknęłam drzwi i stałam przed nimi paląc peta i zastanawiając się co by tu zrobić, żeby mnie odwiózł albo dał mi zjeść COKOLWIEK z baru. Żeby nie tracić energii na stanie usiadłam na krawężniku. Myśl, myśl... Kurwa nie dam rady, zaraz zasłabnę. Skoro jestem nienaturalnie odporna na ból, a to mnie tak cholernie boli, to ja pierdole. Właśnie! A propos odporności na ból, przecież potrafię bawić się emocjami innych! Ooo, pan komendant zaraz się rozczuli i mu serduszko zmięknie. Hehe...
<Alexander? :D>
A co, jeśli jednak nie wrócę do domu? Zakradnę się tylnym wejściem do baru - pomyślałam. Gdy byłam w bezpiecznej odległości od policjanto-detektywa zatarłam ręce i skręciłam w boczną uliczkę. Truchtem, resztką sił podbiegłam do wejścia z tyłu budynku. Jak najciszej potrafiłam wyjęłam pęk kluczy i jeden z nich włożyłam w dziurę i przekręciłam. "Wkradłam się" do środka. Na palcach skradałam się do lady, gdy...
-Przecież mówiłem, że masz tu nie wchodzić - warknął policjanto-detektyw z przeszywającym wzrokiem.
-Słuchaj, w tym momencie to nie ma dla mnie znaczenia. Nie masz bladego pojęcia jaka jestem głodna.
-A, czyli chęć kradzieży jedzenia to dla Ciebie wymówka?
-Nie żadna "chęć kradzieży", tylko cheć zjedzenia czegoś z baru! Szef mi na to zawsze pozwala!
-I tak to żadna wymówka. Nie wiesz o tym, że policja to ktoś ważny i że trzeba się jej słuchać?
-I co, wlepisz mi mandacik? Ojeju, jak się boję... *całkowity brak entuzjazmu*
-Może troszkę szacunku? A mandacik Ci wlepię, jeśli tylko zechcesz, madamme. *sarkazm*
-Wracając do sedna. Albo dasz mi zjeść, albo podwozisz mnie do domu. Z rowerkiem w bagażniku, rzecz jasna.
-Ohohoho, nie będziesz mi nic nakazywać. A teraz już odjeżdżaj.
W odpowiedzi tylko fuknęłam na niego. Ten typek chyba nie myślał, że będę wracała moim rowerkiem na całkowitym zgonie do domu! Odeszłam oscentacyjnie z wyniosłą gracją. Zamknęłam drzwi i stałam przed nimi paląc peta i zastanawiając się co by tu zrobić, żeby mnie odwiózł albo dał mi zjeść COKOLWIEK z baru. Żeby nie tracić energii na stanie usiadłam na krawężniku. Myśl, myśl... Kurwa nie dam rady, zaraz zasłabnę. Skoro jestem nienaturalnie odporna na ból, a to mnie tak cholernie boli, to ja pierdole. Właśnie! A propos odporności na ból, przecież potrafię bawić się emocjami innych! Ooo, pan komendant zaraz się rozczuli i mu serduszko zmięknie. Hehe...
<Alexander? :D>
Etykiety:
do Alexandra,
Od Lauren
Od Caroline cd historii Ryuzaki'ego
Westchnęłam ciężko i usiadłam na ławce obok chłopaka.
- Caroline. Wystarczy?
- A jak na Ciebie mówią przyjaciele? - dopytywał się
- Caro, ale ty nie waż się tak do mnie zwracać. - burknęłam - Mogę już iść.
Chciałam wstać, jednak chłopak złapał mnie za rękę i na powrót posadził mnie na ławce.
- Nie, nie możesz. - powiedział pewnie
- To nie było pytanie. To było stwierdzenie.
<I co teraz zrobisz, Ryju?>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Caroline
Od Ryûzaki'ego cd historii Caroline
Kurczę, mogłem przemyśleć ten mój zniewalający plan dokładnie. I co jej teraz niby powiem?
-Poczekaj, chcę po prostu najnormalniej porozmawiać - powiedziałem pierwsze co mi przyszło do głowy
- no dobra, a potem się odczepisz ? -Spytała
-Pewnie - nawet się cieszyłem, że po tym co powiedziałem nie oberwałem.
-To o czym tak ważnym chcesz pogadać? Trochę mi się śpiesz - chyba nie była już tak bardzo wściekła jak wcześniej.
-Może usiądziemy? -Wskazałem na ławkę obok nas, dziewczyna kiwnęła jedynie głową na tak. Usiedliśmy.
-No to tak jak rano mówiłem nazywam się Ryūzaki Hideki. Dla znajomych i przyjaciół Suzuki. A ty ?
<Caroline ;3>
-Poczekaj, chcę po prostu najnormalniej porozmawiać - powiedziałem pierwsze co mi przyszło do głowy
- no dobra, a potem się odczepisz ? -Spytała
-Pewnie - nawet się cieszyłem, że po tym co powiedziałem nie oberwałem.
-To o czym tak ważnym chcesz pogadać? Trochę mi się śpiesz - chyba nie była już tak bardzo wściekła jak wcześniej.
-Może usiądziemy? -Wskazałem na ławkę obok nas, dziewczyna kiwnęła jedynie głową na tak. Usiedliśmy.
-No to tak jak rano mówiłem nazywam się Ryūzaki Hideki. Dla znajomych i przyjaciół Suzuki. A ty ?
<Caroline ;3>
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
Od Lucas'a cd historii Taigi
No i moi kochani kumple oczywiście musieli wcielić swój genialny pomysł w życie. Czy mi się wydaje, czy jestem najbardziej ogarnięty z naszej grupy? No, chyba nie. W każdym razie ta wredna pokojóweczka zepsuła nam całą zabawę. Tak więc z niezadowolonymi minami włączyliśmy sobie telewizor i zgadnijcie, moi drodzy, co zaczęli oglądać chłopaki! Kanał 69, alkohol i śmiech na cały hotel towarzyszył nam przez całą noc.
<Taiga? Naprawdę, nie mam ani czasu, ani pomysłów ;/>
<Taiga? Naprawdę, nie mam ani czasu, ani pomysłów ;/>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Caroline cd historii Ryuzaki'ego
Skończyłam pracę... jakoś o 3.00. Napiłam się wody, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z baru. I zgadnijcie, kto przed nim stał! Ten cholerny chłopak spod supermarketu! Czy ja mam na głowie wielką tabliczkę z napisem: "Przyczep się do mnie i nie dawaj mi spokoju!"? Bo coś mi się wydaje, że tak. Szybkim krokiem przeszłam obok niego i miałam nadzieję, że mnie nie zaważył, jednak tak się nie stało.
- Hej, poczekaj! - usłyszałam za sobą
- Czego? - warknęłam
Zatrzymałam się i odwróciłam gwałtownie, a wtedy zauważyłam, że stoję twarz w twarz z chłopakiem. Może nie całkiem, ponieważ był ode mnie wyższy, chociaż miałam na nogach szpilki.
<I co teraz, Czekoladziu? :3>
- Hej, poczekaj! - usłyszałam za sobą
- Czego? - warknęłam
Zatrzymałam się i odwróciłam gwałtownie, a wtedy zauważyłam, że stoję twarz w twarz z chłopakiem. Może nie całkiem, ponieważ był ode mnie wyższy, chociaż miałam na nogach szpilki.
<I co teraz, Czekoladziu? :3>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Caroline
Od Alexandra cd historii Lauren
Dziewczyna odwróciła się od drzwi baru i spojrzała na mnie z irytacją.
- To może mi, chociaż powiesz jak długo będziecie tu węszyć? – zapytała chłodno
- Co najmniej parę godzin – mruknąłem w odpowiedzi – Jak nikt nie będzie nam w tym przeszkadzał to na pewno pójdzie szybciej – mówiąc to wyminąłem dziewczynę i zniknąłem za drzwiami baru.
Oględziny ciała nie dały moim kolegom żadnych poszlak, jednak kiedy ja je zobaczyłem aż mnie zatkało. To dziecko nie zostało zamordowane przez psychopatę czy zwykłego mordercę tylko przez demona i to wyższej rangi. Tylko, dlaczego, do cholery, demon uznał tą małą za zagrożenie? Czym się naraziła i jak w ogóle na niego trafiła? Musiałem to wyjaśnić, ale tym razem całkiem sam. Przecież nie mogłem wygadać podwładnym, że jestem aniołem, a nasz morderca jest dosłownie z piekła rodem. Musiałem im coś nakłamać i przejąć tą sprawę…
W końcu udało mi się wszystkich przekonać, że dam sobie radę sam i mogą jechać do domu. Kiedy zostałem sam zebrałem wszystkie ślady i zabezpieczyłem ciało małej. Kiedy jednak chciałem rozejrzeć się po pozostałych pomieszczeniach lokalu wyczułem, że nie jestem sam. Odwróciłem się na pięcie i zobaczyłem dziewczynę, z którą rozmawiałem przy barze.
- Przecież mówiłem, że masz tu nie wchodzić – warknąłem z irytacją
<Lauren?>
Etykiety:
do Lauren,
Od Alexandra
Od Ryûzaki'ego cd historii Caroline
Dziwna dziewczyna, widocznie miała jakiś gorszy dzień, ale dlaczego musiała akurat być w tym barze? Mało lokali jest w okolicy, czy co? Nie pojmuję już tego, po prostu skupię się na pracy.
<Caroline? Czekoladziaaa wcina aktualnie arbuza>
-Te, mały nalej coś mocniejszego. - z rozmyślań wyrwał mnie głos klienta
- Okey. - zabrałem się do pracy, chociaż jak na złość ciągle myślałem o tej dziewczynie.
Żebym chociaż znał jej imię. Muszę przestać o tym myśleć, bo jedynie boli mnie głowa. O 3.00 skończyłem prace i wyszedłem z baru. Oparłem się o samochód i wyjąłem z kieszeni jakieś cukierki. Nie wiem dokładnie co zamierzałem zrobić. Po prostu patrzyłem na drzwi z nadzieją, że może niedługo ta dziewczyna wyjdzie. Wtedy przynajmniej mógłbym sprawdzić jej myśli, albo ją normalnie zapytać.
<Caroline? Czekoladziaaa wcina aktualnie arbuza>
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
Od Caroline cd historii Ryuzaki'ego
Oparłam się łokciami na blacie i wkurzona popatrzyłam na chłopaka.
- A co, kurwa, nie widzisz? - syknęłam
- Widzę, że stoisz. - powiedział - Ale chcę wiedzieć, dlaczego tu przyszłaś.
- Żebyś się pytał.
Odeszłam od chłopaka, żeby już więcej nie zawracał mi głowy i przez małe drzwi z tabliczką "TYLKO dla pracowników!" weszłam na zaplecze. Dobra, zapleczem tego nazwać nie mogę, ale w każdym razie na drewnianej ławeczce położyłam plecak, a potem wyszłam na zewnątrz i skierowałam się do właściwej części klubu. A potem, jakkolwiek to zabrzmi, zaczęłam wykonywać swoją część roboty...
<No. I. Co? Odpisuj, czekoladziu ;3>
- A co, kurwa, nie widzisz? - syknęłam
- Widzę, że stoisz. - powiedział - Ale chcę wiedzieć, dlaczego tu przyszłaś.
- Żebyś się pytał.
Odeszłam od chłopaka, żeby już więcej nie zawracał mi głowy i przez małe drzwi z tabliczką "TYLKO dla pracowników!" weszłam na zaplecze. Dobra, zapleczem tego nazwać nie mogę, ale w każdym razie na drewnianej ławeczce położyłam plecak, a potem wyszłam na zewnątrz i skierowałam się do właściwej części klubu. A potem, jakkolwiek to zabrzmi, zaczęłam wykonywać swoją część roboty...
<No. I. Co? Odpisuj, czekoladziu ;3>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Caroline
Od Ryûzaki'ego cd historii Caroline
Zaraz, moment. Przyjrzałem się dziewczynie.
-To ty - tak, zdecydowanie to była ta dziewczyna, którą dzisiaj rano spotkałem.
-Ta, to ja - powiedziała bez entuzjazmu
-Ja cię nie prześladuję, po prostu tu pracuję - powiedziałem to, bo właśnie dotarły do mnie jej słowa o prześladowaniu.
-Ta załóżmy, że ci wierzę - wzruszyła ramionami.
-Podać ci coś ? - spytałem, gdyż zauważyłem że szef bacznie mnie obserwuje. Zapewne szuka jakiejś wymówki by mnie wywalić.
-Nie jestem tu dla zabawy.
-To co tu robisz ? - spytałem. Wiem, że zapewne nie powinienem się pytać, a nawet z nią rozmawiać bo wyglądała na rozdrażnioną, ale warto zaryzykować .
[Caroline ? ps. Czekoladziaaa je ciacho ^.^]
-To ty - tak, zdecydowanie to była ta dziewczyna, którą dzisiaj rano spotkałem.
-Ta, to ja - powiedziała bez entuzjazmu
-Ja cię nie prześladuję, po prostu tu pracuję - powiedziałem to, bo właśnie dotarły do mnie jej słowa o prześladowaniu.
-Ta załóżmy, że ci wierzę - wzruszyła ramionami.
-Podać ci coś ? - spytałem, gdyż zauważyłem że szef bacznie mnie obserwuje. Zapewne szuka jakiejś wymówki by mnie wywalić.
-Nie jestem tu dla zabawy.
-To co tu robisz ? - spytałem. Wiem, że zapewne nie powinienem się pytać, a nawet z nią rozmawiać bo wyglądała na rozdrażnioną, ale warto zaryzykować .
[Caroline ? ps. Czekoladziaaa je ciacho ^.^]
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
Od Caroline cd historii Christopher'a
Spojrzałam na chłopaka, po czym na swoją kontuzjowaną nogę. Miał rację, daleko w takim stanie nie zajdę. Ale cóż innego mam zrobić? Nie mam samochodu, motoru ani niczego innego, więc innej opcji niż dojść jakoś kulejąc na jedną nogę nie mam.
- Do domu. - mruknęłam
- Daleko? - zapytał, patrząc na mnie
- Jakieś 3 kilometry. - odparłam
Chłopak westchnął ciężko, a ja skierowałam się w stronę drabiny. Bardzo powoli zeszłam na dół, do klubu, a potem skierowałam się w stronę wyjścia. Noga bolała mnie niesamowicie i chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. A w takim tempie, to nawet w godzinę nie dojdę! Przechodziłam właśnie obok jakiegoś butiku, spojrzałam na wystawę i pomyślałam, że może w najbliższym czasie kupię sobie tą ładną, niebieską sukienkę. I nagle poczułam, że z czymś, a raczej z kimś się zderzyłam.
<Ktośś?>
- Do domu. - mruknęłam
- Daleko? - zapytał, patrząc na mnie
- Jakieś 3 kilometry. - odparłam
Chłopak westchnął ciężko, a ja skierowałam się w stronę drabiny. Bardzo powoli zeszłam na dół, do klubu, a potem skierowałam się w stronę wyjścia. Noga bolała mnie niesamowicie i chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. A w takim tempie, to nawet w godzinę nie dojdę! Przechodziłam właśnie obok jakiegoś butiku, spojrzałam na wystawę i pomyślałam, że może w najbliższym czasie kupię sobie tą ładną, niebieską sukienkę. I nagle poczułam, że z czymś, a raczej z kimś się zderzyłam.
<Ktośś?>
Etykiety:
do kogokolwiek,
Od Caroline
Od Taigi cd historii Lucasa
Było już po północy myślałam, że spokojnie skończę pracę i będę mogła wrócić do domu, niestety do hotelu przyszły dziwki, nie musiałam nawet pytać do kogo
- My do.. - zaczęły, ale im przerwałam
- Wiem do kogo, mamy już wystarczająco szmat, opuście teren albo wezwę ochronę - Jak zawsze to podziałało i po chwili już ich nie było. Wolnym krokiem poszłam do szatni i przebrałam się w krótkie spodenki i bokserkę, a w rękę wzięłam bluzę. Poszłam do ich pokoju i zapukałam drzwi. Otworzył mi rozweselony mężczyzna
- Nie wołaliśmy pokojówki - powiedział zaskoczony
- Ja po pracy - powiedziałam wchodząc i zamykając nogą drzwi - Mówiłam , że do hotelu nie wpuszczamy dziwek - warknęłam na nich
- Ej miałaś się ze mną pobawić - zaśmiał się ten, któremu przykładałam lód do łba
- A no racja - zaśmiałam się i spojrzałam na niego, a on zaczął się wyginać z bólu
- Świetna zabawa - powiedziałam zakładając bluzę - Proszę nie robić takich numerów, chyba że chcą panowie latać - nie miałam ochoty na dalsze sprzeczki, zwykła banda kretynów, wyszłam z hotelu i poszłam w stronę domu, po drodze było kilka awantur i bójek czyli nic nowego. W końcu opadłam na łóżko i zasnęłam
<Lucas?>
- My do.. - zaczęły, ale im przerwałam
- Wiem do kogo, mamy już wystarczająco szmat, opuście teren albo wezwę ochronę - Jak zawsze to podziałało i po chwili już ich nie było. Wolnym krokiem poszłam do szatni i przebrałam się w krótkie spodenki i bokserkę, a w rękę wzięłam bluzę. Poszłam do ich pokoju i zapukałam drzwi. Otworzył mi rozweselony mężczyzna
- Nie wołaliśmy pokojówki - powiedział zaskoczony
- Ja po pracy - powiedziałam wchodząc i zamykając nogą drzwi - Mówiłam , że do hotelu nie wpuszczamy dziwek - warknęłam na nich
- Ej miałaś się ze mną pobawić - zaśmiał się ten, któremu przykładałam lód do łba
- A no racja - zaśmiałam się i spojrzałam na niego, a on zaczął się wyginać z bólu
- Świetna zabawa - powiedziałam zakładając bluzę - Proszę nie robić takich numerów, chyba że chcą panowie latać - nie miałam ochoty na dalsze sprzeczki, zwykła banda kretynów, wyszłam z hotelu i poszłam w stronę domu, po drodze było kilka awantur i bójek czyli nic nowego. W końcu opadłam na łóżko i zasnęłam
<Lucas?>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Ryûzaki'ego cd historii Caroline
- Takiej odpowiedzi nie było. - powiedziałem
- To teraz jest. - wzruszyła ramionami
- Ale no... - chciałem coś powiedzieć, ale mnie powstrzymała
- Śpieszy mi się, więc nie zawracaj mi głowy. - po tych słowach ruszyła przed siebie
Oczywiście nie poszedłem za nią, bo uznała by mnie za jakiegoś przygłupa, który nie ma co robić. Po prostu postanowiłem wrócić do domu.
[...] - Gdzieś ty tyle był? I nie wciskaj i mi kitu, że była długa kolejka! - mogłem wcześniej przewidzieć, że moja siostra nie będzie zadowolona z tego, że tyle czasu mnie nie było
- Mnie? - grałem na zwłokę, musiałem wymyślić jakąś wymówkę
- Nie, mnie! Nie żartuj sobie! - chyba tylko bardziej ją wkurzyłem
- No bo widzisz, przeprowadzałem ankietę. - nie ma się co oszukiwać, po prostu kłamać nie umiem
- Dobra, nie będę pytać, bo zapewne i tak mi nie powiesz.
- Dzięki, to ja zrobię śniadanie. - zabrałem się do roboty
Już za 30 minut śniadanie było gotowe. Zaraz po nim postanowił trochę poczytać. Usiadłem na łóżku i zacząłem czytać jakąś książkę, nawet nie zauważyłem kiedy usnąłem.
[...] Kiedy obudziłem się było około 17.00. Musiałem się zbierać by zdążyć do pracy, bo przecież nic tak nie uszczęśliwia człowieka jak robienie drinków jakimś nawalonym do granicy możliwości typom. Wstałem i zacząłem się szykować, a potem jak najszybciej pojechałem swoim samochodem do baru. Mimo starań i tak się spóźniłem, a szef zrobił mi wykład i zagroził, że jeszcze tylko jedno spóźnienie i mnie zwolni. Pięknie, lepiej być nie mogło. Kiedy zaczynałem prace, lokal był już pełen ludzi. Zacząłem podawać drinki i bawić się breloczkiem od kluczy, kiedy pojawiła się jakaś dziewczyna.
- Co dla ciebie?- spytałem, nie odrywając wzroku od breloczka
<Caroline ? >
- To teraz jest. - wzruszyła ramionami
- Ale no... - chciałem coś powiedzieć, ale mnie powstrzymała
- Śpieszy mi się, więc nie zawracaj mi głowy. - po tych słowach ruszyła przed siebie
Oczywiście nie poszedłem za nią, bo uznała by mnie za jakiegoś przygłupa, który nie ma co robić. Po prostu postanowiłem wrócić do domu.
[...] - Gdzieś ty tyle był? I nie wciskaj i mi kitu, że była długa kolejka! - mogłem wcześniej przewidzieć, że moja siostra nie będzie zadowolona z tego, że tyle czasu mnie nie było
- Mnie? - grałem na zwłokę, musiałem wymyślić jakąś wymówkę
- Nie, mnie! Nie żartuj sobie! - chyba tylko bardziej ją wkurzyłem
- No bo widzisz, przeprowadzałem ankietę. - nie ma się co oszukiwać, po prostu kłamać nie umiem
- Dobra, nie będę pytać, bo zapewne i tak mi nie powiesz.
- Dzięki, to ja zrobię śniadanie. - zabrałem się do roboty
Już za 30 minut śniadanie było gotowe. Zaraz po nim postanowił trochę poczytać. Usiadłem na łóżku i zacząłem czytać jakąś książkę, nawet nie zauważyłem kiedy usnąłem.
[...] Kiedy obudziłem się było około 17.00. Musiałem się zbierać by zdążyć do pracy, bo przecież nic tak nie uszczęśliwia człowieka jak robienie drinków jakimś nawalonym do granicy możliwości typom. Wstałem i zacząłem się szykować, a potem jak najszybciej pojechałem swoim samochodem do baru. Mimo starań i tak się spóźniłem, a szef zrobił mi wykład i zagroził, że jeszcze tylko jedno spóźnienie i mnie zwolni. Pięknie, lepiej być nie mogło. Kiedy zaczynałem prace, lokal był już pełen ludzi. Zacząłem podawać drinki i bawić się breloczkiem od kluczy, kiedy pojawiła się jakaś dziewczyna.
- Co dla ciebie?- spytałem, nie odrywając wzroku od breloczka
<Caroline ? >
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
Od Christophera cd historii Caroline
Dziewczyna podeszła do drabiny. Zobaczyłem, że kuleje i że ma skręconą kostkę. Podszedłem do niej powolnym krokiem.
- Słabo kłamiesz. Najbliższa stacja jest 10 km stąd, a z taką nogą nie przejdziesz nawet 100 m. - powiedziałem trochę beznamiętnym tonem
- Aż tak bardzo chcesz wiedzieć gdzie pracuje? - spojrzała na mnie przenosząc ciężar ciała na zdrową nogę
- Nie, ale mam sumienie i będzie mnie dręczyło, jak nie będę wiedział, gdzie idziesz z tą nogą. - wskazałem na jej skręconą kostkę
<Caroline? Dokąd idziesz?>
- Słabo kłamiesz. Najbliższa stacja jest 10 km stąd, a z taką nogą nie przejdziesz nawet 100 m. - powiedziałem trochę beznamiętnym tonem
- Aż tak bardzo chcesz wiedzieć gdzie pracuje? - spojrzała na mnie przenosząc ciężar ciała na zdrową nogę
- Nie, ale mam sumienie i będzie mnie dręczyło, jak nie będę wiedział, gdzie idziesz z tą nogą. - wskazałem na jej skręconą kostkę
<Caroline? Dokąd idziesz?>
Etykiety:
do Caroline,
Od Christopher'a
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Od Lauren cd historii Yuki
Sobota. Dzień wolny. W końcu. Zwlekłam się o godzinie 10:00 z łóżka. Podeszłam do lodówki i uznałam, że nie mam ochoty na nic w niej zawartego. A przecież musiałam jeszcze wyprowadzić psa. Przebrałam się, uczesałam, ogólnie poranna rutyna. Przypięłam psa do smyczy (albo smycz do psa, jak kto woli). Zatrzasnęłam drzwi.
[...] Szłam sobie chodnikiem zahaczając o stację benzynową, gdzie kupiłam sobie hot-doga. Zmierzałam w stronę parku. Dzynk dzynk! - sms przyszedł. Wyjęłam telefon i próbowałam sobie przypomnieć jaki mam kod. Zanim sobie przypomniałam zderzyłam się z jakąś dziewczyną ramionami.
- Em... Przepraszam? - mruknęła pod nosem.
- Nie, to ja przepraszam, zagapiłam się. Głupi telefon. - uśmiechnęłam się.
- No.
Stałyśmy naprzeciw siebie w niezręcznej ciszy. Już miała iść, gdy postanowiłam nawiązać rozmowę.
- Ym... A tak wogóle, to... Ym... (Chwilowy brak wątku)
- Co?
Oglądnęłam się wokół siebie i zdębiałam. Drżącym głosem odpowiedziałam:
- Widziałaś gdzieś mojego psa?
<Yuki?>
[...] Szłam sobie chodnikiem zahaczając o stację benzynową, gdzie kupiłam sobie hot-doga. Zmierzałam w stronę parku. Dzynk dzynk! - sms przyszedł. Wyjęłam telefon i próbowałam sobie przypomnieć jaki mam kod. Zanim sobie przypomniałam zderzyłam się z jakąś dziewczyną ramionami.
- Em... Przepraszam? - mruknęła pod nosem.
- Nie, to ja przepraszam, zagapiłam się. Głupi telefon. - uśmiechnęłam się.
- No.
Stałyśmy naprzeciw siebie w niezręcznej ciszy. Już miała iść, gdy postanowiłam nawiązać rozmowę.
- Ym... A tak wogóle, to... Ym... (Chwilowy brak wątku)
- Co?
Oglądnęłam się wokół siebie i zdębiałam. Drżącym głosem odpowiedziałam:
- Widziałaś gdzieś mojego psa?
<Yuki?>
niedziela, 29 czerwca 2014
Od Caroline cd historii Christopher'a
Westchnęłam cicho i spojrzałam na niego, a potem zgasiłam papierosa na barierce.
- To ja wracam do pracy... wiesz, na stację. - mruknęłam
Nie czekając ani chwili, odwróciłam się w stronę schodów i kulejąc na prawą nogę powoli szłam do przodu. Modliłam się w duchu, abym nie spadła z drabiny i nie złamała lub nie skręciła sobie jeszcze czegoś. A na dzisiaj miałam tak wszystkiego dosyć, że postanowiłam wcześniej wrócić do domu. A co mi tam, pewnie nawet nie zauważą. Tylko... Co jeśli ten dupek nadal czeka na mnie gdzieś pod drzwiami?
<Christopher?>
- To ja wracam do pracy... wiesz, na stację. - mruknęłam
Nie czekając ani chwili, odwróciłam się w stronę schodów i kulejąc na prawą nogę powoli szłam do przodu. Modliłam się w duchu, abym nie spadła z drabiny i nie złamała lub nie skręciła sobie jeszcze czegoś. A na dzisiaj miałam tak wszystkiego dosyć, że postanowiłam wcześniej wrócić do domu. A co mi tam, pewnie nawet nie zauważą. Tylko... Co jeśli ten dupek nadal czeka na mnie gdzieś pod drzwiami?
<Christopher?>
Etykiety:
do Christopher'a,
Od Caroline
Od Lucas'a cd historii Taigi
Gdy tylko dziewczyna opuściła pokój, wszyscy rzuciliśmy się w kierunku Mike'a i zaczęliśmy dopytywać się, co mu powiedziała. Jednak on przez cały czas się śmiał i nie mógł wykrztusić z siebie ani słowa. Jednak po dłuższej chwili udało nam się trochę uspokoić.
- Bawić się chce.
Tylko tyle zdążył powiedzieć, ponieważ po chwili wszyscy na nowo wybuchnęliśmy śmiechem. Co prawda, większość lodu rozsypała się po łóżku, jednak nie zamierzaliśmy się tym przejmować. No, a potem zaczęła się zabawa. Zamknęliśmy Steve'a w łazience, wychodziliśmy przez okno, skakaliśmy po łóżkach i robiliśmy wszystko to, co zazwyczaj kumple robią na wspólnych wyjazdach. Tylko dziewczyn nam brakowało.
- Ej, a może zadzwonimy do burdelu? Przyślą nam jakieś panny. - zaproponował Frank
Cooper, który w rzeczywistości miał na imię Greg i był z nas wszystkich najmłodszy najbardziej był za wcieleniem tego pomysłu w życie. Aż chciał wejść na stół i "coś nam pokazać", ale Steve go powstrzymał.
- Będzie trzeba znowu o lód wołać. - powiedział
- Trudno. - machnął ręką nasz "artysta" - Bierzcie telefon, numer może być w necie.
- Kretyni, co wam jeszcze do głowy przyjdzie? - zapytałem ze śmiechem
- A ty co, nie chcesz? - spojrzał na mnie Frank
Wybuchnąłem śmiechem i usiadłem na łóżku między kumplami, którzy właśnie otwierali laptopa i zaczęli szukać numeru do jednego z okolicznych klubów...
<Tai? xD>
- Bawić się chce.
Tylko tyle zdążył powiedzieć, ponieważ po chwili wszyscy na nowo wybuchnęliśmy śmiechem. Co prawda, większość lodu rozsypała się po łóżku, jednak nie zamierzaliśmy się tym przejmować. No, a potem zaczęła się zabawa. Zamknęliśmy Steve'a w łazience, wychodziliśmy przez okno, skakaliśmy po łóżkach i robiliśmy wszystko to, co zazwyczaj kumple robią na wspólnych wyjazdach. Tylko dziewczyn nam brakowało.
- Ej, a może zadzwonimy do burdelu? Przyślą nam jakieś panny. - zaproponował Frank
Cooper, który w rzeczywistości miał na imię Greg i był z nas wszystkich najmłodszy najbardziej był za wcieleniem tego pomysłu w życie. Aż chciał wejść na stół i "coś nam pokazać", ale Steve go powstrzymał.
- Będzie trzeba znowu o lód wołać. - powiedział
- Trudno. - machnął ręką nasz "artysta" - Bierzcie telefon, numer może być w necie.
- Kretyni, co wam jeszcze do głowy przyjdzie? - zapytałem ze śmiechem
- A ty co, nie chcesz? - spojrzał na mnie Frank
Wybuchnąłem śmiechem i usiadłem na łóżku między kumplami, którzy właśnie otwierali laptopa i zaczęli szukać numeru do jednego z okolicznych klubów...
<Tai? xD>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Christopher'a cd historii Caroline
Parsknąłem śmiechem. Dziewczyna była za ładna i "za bogato" ubrana, żeby pracować na stacji benzynowej.
- A tak na serio? - spojrzałem na nią
Znowu cisza. Widocznie nie ma zamiaru powiedzieć, gdzie pracuje i jako kto. Przyjrzałem się jej uważnie i stwierdziłem, że mogła pracować albo w burdelu, albo na ulicy, albo ma naprawdę lipną pracę i dorabia, jako dziwka. Tak, czy siak. Daje dupy za pieniądze, rzeczy lub za darmo. Schowałem paczkę fajek do kieszeni i wypuściłem powoli dym w górę obserwując jednocześnie, jak znika w oparach miasta.
<Caroline? Wybacz, że tyle czasu czekałaś>
- A tak na serio? - spojrzałem na nią
Znowu cisza. Widocznie nie ma zamiaru powiedzieć, gdzie pracuje i jako kto. Przyjrzałem się jej uważnie i stwierdziłem, że mogła pracować albo w burdelu, albo na ulicy, albo ma naprawdę lipną pracę i dorabia, jako dziwka. Tak, czy siak. Daje dupy za pieniądze, rzeczy lub za darmo. Schowałem paczkę fajek do kieszeni i wypuściłem powoli dym w górę obserwując jednocześnie, jak znika w oparach miasta.
<Caroline? Wybacz, że tyle czasu czekałaś>
Etykiety:
do Caroline,
Od Christopher'a
Od Taigi cd historii Lucas'a
Wkurwili mnie i to nie na żarty. Chcą się bawić? Proszę bardzo, rozpuściłam włosy, poprawiłam sukienkę i zmusiłam się do uśmiechu. Wzięłam lód i ruszyłam w kierunku ich pokoju. Delikatnie zapukałam do ich pokoju, usłyszałam śmiechy i jak ktoś zawołał "proszę!". Z udawanym uśmiechem weszłam do środka
- Któryś z panów chciał lód. - powiedziałam, nie zmieniając wyrazu twarzy
- Tak, ja. - powiedział jeden z nich po chwili ciszy
- Proszę się położyć. - podeszłam do niego i dałam znak ręką, że ma się położyć. Usiadłam obok niego i położyłam lód na głowę - Takie zabawy są niebezpieczne - zaśmiałam się delikatnie i nachyliłam do niego i wyszeptałam mu na ucho - Jeśli chce pan się pobawić na poważnie, to zapraszam do ogrodu po 12, wtedy kończę pracę. - wstałam i puściłam mu oczko.
Haha, jego uśmiech i błysk w oczach był bezcenny. Stanęłam w drzwiach.
- W razie potrzeby proszę dzwonić. - powiedziałam i wróciłam do reszty pokojówek, które od razu zaczęły się śmiać
- Kolejna ofiara? - wybuchnęły śmiechem
- Owszem. - zaśmiałam się i związałam włosy
- Ja to im współczuje - dalej śmiały się na cały głos, aż w końcu każda wróciła do swoich zajęć
( Lucas? xD)
- Któryś z panów chciał lód. - powiedziałam, nie zmieniając wyrazu twarzy
- Tak, ja. - powiedział jeden z nich po chwili ciszy
- Proszę się położyć. - podeszłam do niego i dałam znak ręką, że ma się położyć. Usiadłam obok niego i położyłam lód na głowę - Takie zabawy są niebezpieczne - zaśmiałam się delikatnie i nachyliłam do niego i wyszeptałam mu na ucho - Jeśli chce pan się pobawić na poważnie, to zapraszam do ogrodu po 12, wtedy kończę pracę. - wstałam i puściłam mu oczko.
Haha, jego uśmiech i błysk w oczach był bezcenny. Stanęłam w drzwiach.
- W razie potrzeby proszę dzwonić. - powiedziałam i wróciłam do reszty pokojówek, które od razu zaczęły się śmiać
- Kolejna ofiara? - wybuchnęły śmiechem
- Owszem. - zaśmiałam się i związałam włosy
- Ja to im współczuje - dalej śmiały się na cały głos, aż w końcu każda wróciła do swoich zajęć
( Lucas? xD)
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
sobota, 28 czerwca 2014
Od Lucas'a cd historii Taigi
Klepnąłem Frank'a przyjacielsko w ramię, a potem spojrzałem na pokojówkę. Wygadana to była, nie ma co. Weszliśmy do pokoju, a moi kumple od razu rzucili się na łóżka i zaczęli wykrzykiwać rzeczy typu: "Ja tu!", "To moje!". Oczywiście, od razu się do nich przyłączyłem. Jednak zabawa skończyła się dość niefortunnym upadkiem Mike'a z łóżka. Chłopak musiał iść poszukać kogoś, kto dałby mu lód, który mógłby sobie przyłożyć do czoła. I od razu wpadł nam do głowy, żeby zadzwonić do poznanej przyd chwilą pokojówki. Usiedliśmy wszyscy na jednym łóżku, a Steve wziął telefon i wystukał podany numer.
- Haaaaalo? - powiedział zabawnym głosem
- Potrzeba czegoś? - usłyszeliśmy znajomy głos
- Tak, kochana. - odparł, a my wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem - Loda.
Niemal mogliśmy usłyszeć, jak w dziewczynie po drugiej stronie rośnie złość.
- Przepraszam, lodu chciałem bo se łeb ubiłem. - zaśmiał się
<Taiga? xD>
- Haaaaalo? - powiedział zabawnym głosem
- Potrzeba czegoś? - usłyszeliśmy znajomy głos
- Tak, kochana. - odparł, a my wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem - Loda.
Niemal mogliśmy usłyszeć, jak w dziewczynie po drugiej stronie rośnie złość.
- Przepraszam, lodu chciałem bo se łeb ubiłem. - zaśmiał się
<Taiga? xD>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Emily
Zamknęłam komputer. Przeglądnęłam co dzieje się na tej atrapie prawdziwego świata, poczytałam o porażkach modowych. Ubrałam moje trampki (nie, nie conversy) i jakąś wyciągniętą bluzę. Założyłam kaptur i wyszłam z domu. Poszłam do parku.
Podeszłam do jednego wielkiego drzewa i zaczęłam się na nie inteligentnie gapić. A to dlatego, że oglądam za dużo filmów a w filmach bohaterowie miewają częste refleksje. A gdy na monitorze pokazane są ich przemyślenia oni nie mają nic innego do roboty ja stać i bezmyślnie gapić się w jakiś punkt na horyzoncie. Więc przypomniało mi się dzieciństwo. Jak dziadek podsadzał mnie a ja wchodziłam na drzewa i zrywałam czereśnie, śliwki, jabłka... Piękne czasy. Upewniłam się, że nikt nie widzi i szybkim ruchem wspięłam się na jeden z grubszych konarów. Wetknęłam słuchawki do uszu i puściłam "Monster" Skillet'a. I tak sobie siedziałam. No bo co jest w tym złego.
Nagle zobaczyłam, że ktoś obserwuje mnie z dołu. Stanęłam na konarze i spojrzałam w dół jak spłoszony kot.
- Mogę w czymś pomóc? - zapytałam nieśmiało.
- Oglądałam/ałem kiedyś taki film "Panna Minouse"... Jesteś kotem? - zaczęła nieznajoma osoba.
- Ee... - zeszłam trochę niżej.
- Panna Minouse była kotem w ludzkim ciele - wytłumaczył/a nieznajomy/a.
- Hm... No nie wiem. - powiedziałam cicho.
<Ktoś? Wiem, beznadzieja. Jak to ujął Ryzuaki "co ty ćpasz?" więc moim dilerem jest pies sąsiada. Dać namiary?>
Podeszłam do jednego wielkiego drzewa i zaczęłam się na nie inteligentnie gapić. A to dlatego, że oglądam za dużo filmów a w filmach bohaterowie miewają częste refleksje. A gdy na monitorze pokazane są ich przemyślenia oni nie mają nic innego do roboty ja stać i bezmyślnie gapić się w jakiś punkt na horyzoncie. Więc przypomniało mi się dzieciństwo. Jak dziadek podsadzał mnie a ja wchodziłam na drzewa i zrywałam czereśnie, śliwki, jabłka... Piękne czasy. Upewniłam się, że nikt nie widzi i szybkim ruchem wspięłam się na jeden z grubszych konarów. Wetknęłam słuchawki do uszu i puściłam "Monster" Skillet'a. I tak sobie siedziałam. No bo co jest w tym złego.
Nagle zobaczyłam, że ktoś obserwuje mnie z dołu. Stanęłam na konarze i spojrzałam w dół jak spłoszony kot.
- Mogę w czymś pomóc? - zapytałam nieśmiało.
- Oglądałam/ałem kiedyś taki film "Panna Minouse"... Jesteś kotem? - zaczęła nieznajoma osoba.
- Ee... - zeszłam trochę niżej.
- Panna Minouse była kotem w ludzkim ciele - wytłumaczył/a nieznajomy/a.
- Hm... No nie wiem. - powiedziałam cicho.
<Ktoś? Wiem, beznadzieja. Jak to ujął Ryzuaki "co ty ćpasz?" więc moim dilerem jest pies sąsiada. Dać namiary?>
Etykiety:
do kogokolwiek,
Od Emily
Od Taigi cd historii Lucas'a
Gdy usłyszałam ostatnie słowo, stanęłam i odwróciłam się gwałtownie
- Może pan powtórzyć bo chyba się przesłyszałam - powiedziałam udając miłą i grzeczną dziewczynę. Mężczyźni zaśmiali się, i znowu się odezwał
- No co laleczko? - zapytał z uśmiechem, tak miałam ochotę dać mu w twarz
- Czy wyglądam jak mała plastikowa lalka z blond włosami? Nie więcej proszę proszę mi mówić przez pani - powiedziałam przez zęby i odwróciłam się idąc dalej. Stanęłam przed pokojem - Oto pokój, w razie problemu wystarczy wykręcić jedynkę
- A gdy będziemy mieli problem w nocy i przyda nam się kobiete - zaśmiał się kolejny
- Czy ja panu wyglądam jak dziwka? - zapytałam spokojnie, zmierzył mnie od góry do dołu
- Ciało masz całkiem niezłe
- Dziwek nie wpuszczamy do naszego hotelu - tym razem ja go zmierzyłam wzrokiem - Ale pan to chyba wyjątek - powiedziałam z chamskim uśmiechem i odwróciłam się chcąc odejść
<Lucas?>
- Może pan powtórzyć bo chyba się przesłyszałam - powiedziałam udając miłą i grzeczną dziewczynę. Mężczyźni zaśmiali się, i znowu się odezwał
- No co laleczko? - zapytał z uśmiechem, tak miałam ochotę dać mu w twarz
- Czy wyglądam jak mała plastikowa lalka z blond włosami? Nie więcej proszę proszę mi mówić przez pani - powiedziałam przez zęby i odwróciłam się idąc dalej. Stanęłam przed pokojem - Oto pokój, w razie problemu wystarczy wykręcić jedynkę
- A gdy będziemy mieli problem w nocy i przyda nam się kobiete - zaśmiał się kolejny
- Czy ja panu wyglądam jak dziwka? - zapytałam spokojnie, zmierzył mnie od góry do dołu
- Ciało masz całkiem niezłe
- Dziwek nie wpuszczamy do naszego hotelu - tym razem ja go zmierzyłam wzrokiem - Ale pan to chyba wyjątek - powiedziałam z chamskim uśmiechem i odwróciłam się chcąc odejść
<Lucas?>
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Lucas'a cd historii Taigi
Szybkim krokiem zmierzałem do miejsca spotkania z kumplami i myślałem tylko o tym, jak będzie wyglądał nasz wspólny weekend. Po drodze natknąłem się na jakąś dziewczynę, ale średnio zapamiętałem chociaż jak wyglądała...
[...]- Kurwa, Frank, co ty robisz?! - krzyknąłem ze śmiechem
Właśnie razem z czterema kumplami jechałem małą, czarną Toyotą w stronę hotelu, w którym mieliśmy zamieszkać. Dostaliśmy zlecenie od jakiegoś francuza, aby zrobić zdjęcie le modèle, cokolwiek to znaczy. A wszyscy zgodzili się bez gadania, bo wizja spędzenia razem w hotelu ponad tygodnia wydawała się wspaniała. A dokładnie w tej chwili, Frank wyjął sobie gotowanego kurczaka z warzywami z walizki i zaczął go jeść, a my wszyscy śmiać się bez opamiętania. No, może nie wszyscy, bo Steve prowadził i nie mógł się z nami bawić. Zresztą on jest aniołem, do tego trochę sztywnym.
- Jem, nie widać? - zapytał z pełnymi ustami Frank, a my na nowo wybuchnęliśmy śmiechem
Po kilku minutach dojechaliśmy do celu i zaczęliśmy wyjmować z bagażnika oraz spod foteli swoje walizki. Przy okazji Greg uderzył się w głowę, ja w nogę, a nasz kucharz prawie wywalił na chodnik swojego kurczaka. Ale wszyscy dotarliśmy do lady hotelowej, martwa kura też. Zameldowaliśmy się, a po chwili podeszła do nas ciemnowłosa pokojóweczka i wygłosiła dobrze znaną mi mówkę.
- Nie denerwuj się tak, laleczko. - zaśmiał się jeden z moich kolegów
<Taiga?>
[...]- Kurwa, Frank, co ty robisz?! - krzyknąłem ze śmiechem
Właśnie razem z czterema kumplami jechałem małą, czarną Toyotą w stronę hotelu, w którym mieliśmy zamieszkać. Dostaliśmy zlecenie od jakiegoś francuza, aby zrobić zdjęcie le modèle, cokolwiek to znaczy. A wszyscy zgodzili się bez gadania, bo wizja spędzenia razem w hotelu ponad tygodnia wydawała się wspaniała. A dokładnie w tej chwili, Frank wyjął sobie gotowanego kurczaka z warzywami z walizki i zaczął go jeść, a my wszyscy śmiać się bez opamiętania. No, może nie wszyscy, bo Steve prowadził i nie mógł się z nami bawić. Zresztą on jest aniołem, do tego trochę sztywnym.
- Jem, nie widać? - zapytał z pełnymi ustami Frank, a my na nowo wybuchnęliśmy śmiechem
Po kilku minutach dojechaliśmy do celu i zaczęliśmy wyjmować z bagażnika oraz spod foteli swoje walizki. Przy okazji Greg uderzył się w głowę, ja w nogę, a nasz kucharz prawie wywalił na chodnik swojego kurczaka. Ale wszyscy dotarliśmy do lady hotelowej, martwa kura też. Zameldowaliśmy się, a po chwili podeszła do nas ciemnowłosa pokojóweczka i wygłosiła dobrze znaną mi mówkę.
- Nie denerwuj się tak, laleczko. - zaśmiał się jeden z moich kolegów
<Taiga?>
Etykiety:
do Taigi,
Od Lucas'a
Od Taigi
Znowu dźwięk cholernego budzika, najchętniej wywaliłabym go przez okno, ale przy okazji pozbyłabym się telefonu, a tego jeszcze nie chce. Wstałam i pierwsze co poszłam na śniadanie, następnie wzięłam torbę z rzeczami i poszłam na siłownie, wolałam ćwiczyć na dworze, ale w zimę nie wypada. Spojrzałam w stronę monopolowego, jak zawsze stało tam kilka żuli, nawet rano piją.
- Ej...Mała....Podejdź tu - zaczęli się śmiać
- A co, dawno morda laka nie widziałam - spojrzałam na nich ostro, odwrócili się od razu, a ja poszłam dalej.
Mieszkałam na niezwykle fajnej dzielnicy, sami żule i ćpuny, ale tam było najtańsze mieszkanie. Jako pokojówka całkiem dobrze zarabiałam, ale oszczędzałam. Na siłowni byłam jakieś dwie godziny, wróciłam do domu i wzięłam prysznic. Sama nie wiem, kiedy czas mi zleciał, pewnie jak układałam moje marne rzeczy. Szybko wzięłam klucze i poszłam przez miasto do hotelu, po drodze wpadłam na jakiegoś chłopaka.
- Sory... - mruknęłam tylko
- Patrz jak idziesz. - powiedział jedynie
- Po co idziesz środkiem chodnika? - wzruszyłam ramionami
- Kto tu idzie środkiem chodnika! - wkurzył się lekko
- Głuchy jesteś, czy jak? - zaśmiałam się i ominęłam go, żeby nie spóźnić się do pracy.
Byłam o dziwo punktualnie, szybko się przebrałam i zaczęłam swoją pracę, kiedy zawołał mnie kierownik
- Ta? - zapytałam z pogardą
- Będzie u nas sesja fotograficzna, masz się zająć naszymi gości, dużo płacą, może jakiś napiwek dostaniesz - zaśmiał się
Miałam ochotę mu nagadać, ale gdzie mnie indziej przyjmą?
- Pewnie - przewróciłam oczami.
Zrobiło mi się jeszcze gorzej, gdy zobaczyłam tego samego chłopaka, który "na mnie" wpadł. Zacisnęłam zęby i podeszłam do niego i kilku innych mężczyzn. Wygląda na to, że jest fotografem.
- Witamy w naszym hotel.u, proszę iść za mną zaprowadzę panów do pokoi, w razie potrzeby wystarczy zadzwonić, a przyjdę ja bądź jedna z moich koleżanek - powiedziałam naszą stałą formułkę i poszłam w stronę, gdzie mają być ich pokoje
( Lucas? )
- Ej...Mała....Podejdź tu - zaczęli się śmiać
- A co, dawno morda laka nie widziałam - spojrzałam na nich ostro, odwrócili się od razu, a ja poszłam dalej.
Mieszkałam na niezwykle fajnej dzielnicy, sami żule i ćpuny, ale tam było najtańsze mieszkanie. Jako pokojówka całkiem dobrze zarabiałam, ale oszczędzałam. Na siłowni byłam jakieś dwie godziny, wróciłam do domu i wzięłam prysznic. Sama nie wiem, kiedy czas mi zleciał, pewnie jak układałam moje marne rzeczy. Szybko wzięłam klucze i poszłam przez miasto do hotelu, po drodze wpadłam na jakiegoś chłopaka.
- Sory... - mruknęłam tylko
- Patrz jak idziesz. - powiedział jedynie
- Po co idziesz środkiem chodnika? - wzruszyłam ramionami
- Kto tu idzie środkiem chodnika! - wkurzył się lekko
- Głuchy jesteś, czy jak? - zaśmiałam się i ominęłam go, żeby nie spóźnić się do pracy.
Byłam o dziwo punktualnie, szybko się przebrałam i zaczęłam swoją pracę, kiedy zawołał mnie kierownik
- Ta? - zapytałam z pogardą
- Będzie u nas sesja fotograficzna, masz się zająć naszymi gości, dużo płacą, może jakiś napiwek dostaniesz - zaśmiał się
Miałam ochotę mu nagadać, ale gdzie mnie indziej przyjmą?
- Pewnie - przewróciłam oczami.
Zrobiło mi się jeszcze gorzej, gdy zobaczyłam tego samego chłopaka, który "na mnie" wpadł. Zacisnęłam zęby i podeszłam do niego i kilku innych mężczyzn. Wygląda na to, że jest fotografem.
- Witamy w naszym hotel.u, proszę iść za mną zaprowadzę panów do pokoi, w razie potrzeby wystarczy zadzwonić, a przyjdę ja bądź jedna z moich koleżanek - powiedziałam naszą stałą formułkę i poszłam w stronę, gdzie mają być ich pokoje
( Lucas? )
Etykiety:
do Lucas'a,
Od Taigi
Od Yuki
Cisza. Nie mam bladego pojęcia jak określić to zjawisko. Spokój ducha, brak jakichkolwiek dźwięków, brak wiejącego wiatru? Nie wiem. Najważniejsze było to, że podczas trwania tego stanu mogłam się odprężyć i zapomnieć o wszystkim. Marzyć. Malować. Odpoczywać. To zjawisko nie często bywało w centrum Las Vegas... jednak jeśli się zdarzało to korzystałam z niego w pełni. Kiedy tak rozmyślałam, poczułam, że robię się głodna. Wstałam i pokierowałam w stronę lodówki. Była pusta. Warto iść na zakupy. Założyłam czarną koszulę, glany i wyszłam z domu. Po drodze do sklepu czułam się dziwnie...jakoś tak inaczej niż zwykle. Weszłam do sklepu. Kiedy miałam już wszystko czego potrzebowałam pokierowałam się do kasy. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu. Wtedy uderzyłam kogoś ramieniem i to dość mocno. Spojrzałam na tę osobę.
- Em... przepraszam? - wymamrotałam
<Kto skończy?>
- Em... przepraszam? - wymamrotałam
<Kto skończy?>
Etykiety:
do kogokolwiek,
Od Yuki
Od Lauren cd historii Alexandra
Jechałam moim rowerem, ślizagając się raz po raz na zamrożonych kałużach. Na światłach brałam łapczywie łyki gorącej kawy, by było mi cieplej. Jeszcze tylko parę ulic i już będę w pracy. Głód przeraźliwie mocno ssał mi w żołądku. Czasem widziałam mroki przed oczami. Tak, z głodu. Byłam przeokropnie głodna. Ale jechałam dalej. Nie mogłam się spóźnić. Jeszcze tylko paredziesiąt metrów, już widzę budynek. Yyy... I coś jeszcze? Aha, kurwa. Policja. O co znowu chodzi? Przyspieszyłam. Chęć zjedzenia czegokolwiek przeszła na dalszy plan. Musiałam się dowiedzieć o co chodzi. Zeskoczyłam z roweru i oparłam o najbliższy słup. Podeszłam do jakiegoś policjanta pytając :
- Przepraszam, co tu się zdarzyło?
- Dzień dobry. Doszło do morderstwa. A teraz przepraszam, muszę i..
- Stop! Chcę wiedzieć więcej! - przerwałam
- Wiem tylko tyle, że zamordowana dziewczynka ma rany w dziwnych miejscach. A teraz już naprawdę muszę...
- Te, spokojnie, masz czas. Opowiedz-mi-więcej. Ok?
- Ale ja nie wiem nic więcej! - nie odpowiedziałam. Zmieniłam kierunek na drzwi baru.
- Hej, bar jest zamknięty do czasu zakończenia śledztwa. - i znowu poczułam okropny głód. Muszę zapylać do domu bez śniadania. Świetnie.
<Alexander?>
- Przepraszam, co tu się zdarzyło?
- Dzień dobry. Doszło do morderstwa. A teraz przepraszam, muszę i..
- Stop! Chcę wiedzieć więcej! - przerwałam
- Wiem tylko tyle, że zamordowana dziewczynka ma rany w dziwnych miejscach. A teraz już naprawdę muszę...
- Te, spokojnie, masz czas. Opowiedz-mi-więcej. Ok?
- Ale ja nie wiem nic więcej! - nie odpowiedziałam. Zmieniłam kierunek na drzwi baru.
- Hej, bar jest zamknięty do czasu zakończenia śledztwa. - i znowu poczułam okropny głód. Muszę zapylać do domu bez śniadania. Świetnie.
<Alexander?>
Etykiety:
do Alexandra,
Od Lauren
piątek, 27 czerwca 2014
Od Caroline cd historii Christopher'a
Skinęłam delikatnie głową i wzięłam jednego papierosa oraz zapalniczkę, a potem go odpaliłam. Oparłam się o barierkę i lekko spojrzałam w dół, żeby upewnić się, że Revis już sobie polazł. Nie ma go. Westchnęłam cicho, z ulgą. Ale w sumie to muszę przecież go zrozumieć, na każdego tak działa zbyt duża ilość alkoholu.
- Czym się zajmujesz? - powtórzył pytanie
Kurwa, muszę coś szybko wymyślić!
- Pracuję na stacji benzynowej. - wypaliłam
Nic głupszego wymyślić nie mogłam? Naprawdę? Spojrzałam na mężczyznę w nadziei, że uwierzy w moje słowa.
<Christopher?>
- Czym się zajmujesz? - powtórzył pytanie
Kurwa, muszę coś szybko wymyślić!
- Pracuję na stacji benzynowej. - wypaliłam
Nic głupszego wymyślić nie mogłam? Naprawdę? Spojrzałam na mężczyznę w nadziei, że uwierzy w moje słowa.
<Christopher?>
Etykiety:
do Christopher'a,
Od Caroline
Od Christopher'a cd historii Caroline
- Tatuażem.- odpowiedziałem, wyciągając paczkę z fajkami
Wyciągnąłem jednego papierosa i odpaliłem, po czym się zaciągnąłem głęboko. Zapadło między nami kolejne milczenie, które przerwał krzyk jakiegoś faceta z ulicy.
- Caroline! Ja cię, kurwa, kocham! - powtórzył to jeszcze kilka razy, ale dziewczyna pozostała niewzruszona i mu nie odpowiadała.
- A ty?
- Co ja? - spojrzała się na mnie
- Czym się zajmujesz? - zadałem jej to samo pytanie, co ona mnie
Nie odpowiedziała.
- Chcesz? - wyciągnąłem w jej stronę paczkę z papierosami, w środku której była ozdabiana zapalniczka do połowy pusta.
<Caroline?>
Wyciągnąłem jednego papierosa i odpaliłem, po czym się zaciągnąłem głęboko. Zapadło między nami kolejne milczenie, które przerwał krzyk jakiegoś faceta z ulicy.
- Caroline! Ja cię, kurwa, kocham! - powtórzył to jeszcze kilka razy, ale dziewczyna pozostała niewzruszona i mu nie odpowiadała.
- A ty?
- Co ja? - spojrzała się na mnie
- Czym się zajmujesz? - zadałem jej to samo pytanie, co ona mnie
Nie odpowiedziała.
- Chcesz? - wyciągnąłem w jej stronę paczkę z papierosami, w środku której była ozdabiana zapalniczka do połowy pusta.
<Caroline?>
Etykiety:
do Caroline,
Od Christopher'a
Od Emily cd historii Ryûzaki'ego
- Hm... - spojrzałam na niego niepewnie - Ładne imię.
Popatrzył na mnie wyczekująco.
- No co. Powiedziałam coś nie tak?
- Właściwie to nic. Tylko jak jedna osoba się przedstawia to druga zazwyczaj też - wzruszył ramionami.
- A.. Hm... Emily - uścisnęliśmy sobie ręce.
Ale świetnie. Nowa znajomość. Łiiii. *zero entuzjazmu. zero*. Udałam się więc do swojego domu. Odwróciłam się po chwili.
- Uważaj. Nie każda ładna dziewczyna jest dobra.
- Łoo mam się ciebie bać?
- Co? Nie mówiłam o sobie tylko o tej blondynie.
- Przecież bym sobie poradził - powiedział oburzony.
- Jasne, jasne - mruknęłam i odeszłam. Ja swoje wiem (żulu).
Następnego dnia poszłam do parku dokończyć projekt.
- RATUUUJ UMIEEEEEEERAM! - podbiegł do mnie chłopak którego bohatersko (taka superwoman).
- Dałbyś mi może dokończyć projekt? - zapytałam z przesłodzonym uśmiechem.
<Żulu? Tak, pies sąsiada sprzedał nowy towar.>
Popatrzył na mnie wyczekująco.
- No co. Powiedziałam coś nie tak?
- Właściwie to nic. Tylko jak jedna osoba się przedstawia to druga zazwyczaj też - wzruszył ramionami.
- A.. Hm... Emily - uścisnęliśmy sobie ręce.
Ale świetnie. Nowa znajomość. Łiiii. *zero entuzjazmu. zero*. Udałam się więc do swojego domu. Odwróciłam się po chwili.
- Uważaj. Nie każda ładna dziewczyna jest dobra.
- Łoo mam się ciebie bać?
- Co? Nie mówiłam o sobie tylko o tej blondynie.
- Przecież bym sobie poradził - powiedział oburzony.
- Jasne, jasne - mruknęłam i odeszłam. Ja swoje wiem (żulu).
Następnego dnia poszłam do parku dokończyć projekt.
- RATUUUJ UMIEEEEEEERAM! - podbiegł do mnie chłopak którego bohatersko (taka superwoman).
- Dałbyś mi może dokończyć projekt? - zapytałam z przesłodzonym uśmiechem.
<Żulu? Tak, pies sąsiada sprzedał nowy towar.>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Emily
czwartek, 26 czerwca 2014
Od Caroline do historii Christopher'a
Popatrzyłam niepewnie najpierw na jego rękę, a potem na niego.
- Caroline. - powiedziałam
Powoli uścisnęłam jego dłoń, a potem ponownie odwróciłam się w stronę barierek. Jak dobrze, że mu nie powiedziałam. Tępo wpatrywałam się w rozgwieżdżone niebo, jakby było najciekawszą rzeczą na tej planecie, a tak naprawdę najbardziej w tej chwili intrygował mnie ten facet. Dlaczego tu przyszedł? Skąd wiedział, że w ogóle da się tu wejść? Ejj... A może on tu pracuje?
- Czym się zajmujesz? - zapytałam
<Chris?>
- Caroline. - powiedziałam
Powoli uścisnęłam jego dłoń, a potem ponownie odwróciłam się w stronę barierek. Jak dobrze, że mu nie powiedziałam. Tępo wpatrywałam się w rozgwieżdżone niebo, jakby było najciekawszą rzeczą na tej planecie, a tak naprawdę najbardziej w tej chwili intrygował mnie ten facet. Dlaczego tu przyszedł? Skąd wiedział, że w ogóle da się tu wejść? Ejj... A może on tu pracuje?
- Czym się zajmujesz? - zapytałam
<Chris?>
Etykiety:
do Christopher'a,
Od Caroline
Od Christopher'a cd historii Caroline
- Patrzę - odpowiedziałem spokojnym głosem i popatrzyłem się w dół, gdzie właśnie jakiś facet obmacywał jakąś prostytutkę - Nie rozumiem tego...- powiedziałem bardziej do siebie
- Czego? - odwróciła głowę w moją stronę
- Tego, jak dziewczyna może się sprzedawać.
Dziewczyna odwróciła wzrok.
- Czasem, jak nie ma innego wyjścia, a trzeba zarobić, to nie ma wielkiego wyboru - powiedziała po chwili ciszy
- To jest nie tylko sprzedawanie się, ale i poniżanie - dodałem przerywając milczenie
Dziewczyna tylko westchnęła.
- Jestem Christopher. Dla znajomych Chris - powiedziałem po chwili i wyciągnąłem rękę w stronę nieznajomej.
<Caroline?>
- Czego? - odwróciła głowę w moją stronę
- Tego, jak dziewczyna może się sprzedawać.
Dziewczyna odwróciła wzrok.
- Czasem, jak nie ma innego wyjścia, a trzeba zarobić, to nie ma wielkiego wyboru - powiedziała po chwili ciszy
- To jest nie tylko sprzedawanie się, ale i poniżanie - dodałem przerywając milczenie
Dziewczyna tylko westchnęła.
- Jestem Christopher. Dla znajomych Chris - powiedziałem po chwili i wyciągnąłem rękę w stronę nieznajomej.
<Caroline?>
Etykiety:
do Caroline,
Od Christopher'a
Od Caroline cd histori Ryûzaki'ego
Popatrzyłam na niego ze współczuciem, a potem wybuchnęłam śmiechem. Wydawało mi się, że chłopak do mnie zarywa, a do tego nie mogłam dopuścić. Bo co by się stało, jakby się dowiedział, że pracuję w klubie? No, zadowolony by nie był z pewnością.
- Jeśli Cię to interesuje, to mam już chłopaka. - powiedziałam
Oczywiście, było to kłamstwem. Wymyśliłam to na poczekaniu, ale nie byłam pewna, czy chłopak w to uwierzy. Ale w sumie, dlaczego nie? Przecież to bardzo możliwe... No, nie w moim przypadku, ale on nie ma o tym bladego pojęcia.
- Gdybym odpowiedziała, to postąpiłabym wobec niego nie w porządku. - wyjaśniłam, uśmiechając się krzywo - A zresztą, niech Ci będzie. Wybieram odpowiedź C.
<Rûzaki? ;3>
- Jeśli Cię to interesuje, to mam już chłopaka. - powiedziałam
Oczywiście, było to kłamstwem. Wymyśliłam to na poczekaniu, ale nie byłam pewna, czy chłopak w to uwierzy. Ale w sumie, dlaczego nie? Przecież to bardzo możliwe... No, nie w moim przypadku, ale on nie ma o tym bladego pojęcia.
- Gdybym odpowiedziała, to postąpiłabym wobec niego nie w porządku. - wyjaśniłam, uśmiechając się krzywo - A zresztą, niech Ci będzie. Wybieram odpowiedź C.
<Rûzaki? ;3>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Caroline
Od Ryûzaki'ego cd historii Emily
- Sam też bym sobie poradził. - stwierdziłem, kiedy dziewczyna przeszła parę kroków
- Doprawdy? - odwróciła się w moją stronę
- Dokładnie. A tak poza tym jestem Ryûzaki. - powiedziałem z uśmiechem
Właściwe po co mi ona pomagała? Sam bym sobie poradził. W końcu nie jestem jakimś dzieckiem czy czymś w tym rodzaju i umiem sobie samemu idealnie poradzić. Nikt mi nie musi pomagać.
<Emily, nie sam bym sobie poradził xd>
- Doprawdy? - odwróciła się w moją stronę
- Dokładnie. A tak poza tym jestem Ryûzaki. - powiedziałem z uśmiechem
Właściwe po co mi ona pomagała? Sam bym sobie poradził. W końcu nie jestem jakimś dzieckiem czy czymś w tym rodzaju i umiem sobie samemu idealnie poradzić. Nikt mi nie musi pomagać.
<Emily, nie sam bym sobie poradził xd>
Etykiety:
do Emily,
Od Ryûzaki'ego
Od Ryûzaki'ego cd historii Caroline
- I tak słabo strzelasz. - powiedziałem, szczerząc się
- Wcale nie. - zatrzymała się i odwróciła do mnie
- Wcale tak. - ta rozmowa brzmiała coraz dziwniej
- Odwalisz si !?- chyba się trochę wkurzyła
- No co, to ty mi grozisz bronią ,a ja tylko ankietę przeprowadzam. - wzruszyłem ramionami
- Czyli mam rozumieć, że się nie odwalisz? - spytała zrezygnowana
- Dokładnie. - moja intuicja podpowiadała mi, że mogę niedługo oberwać.
- A więc czego chcesz?
- Odpowiedzi na pytanie z mojej ankiety.
<Caroline, jaka jest odpowiedź?>
- Wcale nie. - zatrzymała się i odwróciła do mnie
- Wcale tak. - ta rozmowa brzmiała coraz dziwniej
- Odwalisz si !?- chyba się trochę wkurzyła
- No co, to ty mi grozisz bronią ,a ja tylko ankietę przeprowadzam. - wzruszyłem ramionami
- Czyli mam rozumieć, że się nie odwalisz? - spytała zrezygnowana
- Dokładnie. - moja intuicja podpowiadała mi, że mogę niedługo oberwać.
- A więc czego chcesz?
- Odpowiedzi na pytanie z mojej ankiety.
<Caroline, jaka jest odpowiedź?>
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
Od Caroline cd historii Christopher'a
Ledwo co doszłam do drabiny i zaczęłam wspinać się powoli do góry. Zajebie Revis'a! Jak jeszcze raz będzie próbował się do mnie dobrać, to złamię mu coś więcej niż nos. Obiecuję! A tyle lat się przyjaźniliśmy... Co prawda zawsze wiedziałam, że teki jest, ale naprawdę przesadził! Kiedy byłam już na dachu, zobaczyłam męską sylwetkę i bardzo się zdziwiłam. Dotychczas tylko ja tu przychodziłam.
- Jak się ma skręconą nogę, to się nie da. - burknęłam
Podeszłam do niego i oparłam się o barierkę. Las Vegas wyglądało w nocy naprawdę wspaniale! Kolorowe światła, jadące samochody i dziwna muzyka dobiegająca z klubu idealnie się komponowały.
- Co tutaj robisz?
Spojrzałam na niego. Nie chciałam mówić, że pracuję. Co prawda, była to zupełnie obca mi osoba, ale wolałam być ostrożna.
- A ty? - zapytałam wymijająco
<Christopher?>
- Jak się ma skręconą nogę, to się nie da. - burknęłam
Podeszłam do niego i oparłam się o barierkę. Las Vegas wyglądało w nocy naprawdę wspaniale! Kolorowe światła, jadące samochody i dziwna muzyka dobiegająca z klubu idealnie się komponowały.
- Co tutaj robisz?
Spojrzałam na niego. Nie chciałam mówić, że pracuję. Co prawda, była to zupełnie obca mi osoba, ale wolałam być ostrożna.
- A ty? - zapytałam wymijająco
<Christopher?>
Etykiety:
do Christopher'a,
Od Caroline
Od Emily
Uhg! Tutaj nigdy nic nie wymyślę! Wzięłam moje projekty i wyszłam z domu. Udałam się w kierunku parku. Po chwili zalazłam wolną ławkę. Tak o wiele lepiej. Na świeżym powietrzu mózg pracuje lepiej. Po kilku godzinach miałam już ogólny zarys całego projektu.
Wzięłam arkusze pod pachę i udałam się z powrotem. Oczywiście ja, niezdara jak zwykle upuściłam wszystko. Pech chciał, że akurat wtedy zawiał porządny podmuch wiatru. Jasne. Wszystko się rozwiało. Potem pół godziny jak głupia biegałam i zbierałam kartki. Kiedy podniosłam ostatnią moim oczom ukazał się chłopak obok pięknej blondynki. Nie trzeba było długo czekać by się do siebie przylepili.
Ale coś było nie tak.
Chłopak zaczął się wyrywać ale na darmo. Dziewczyna trzymała go w żelaznym uścisku. Chłopak słabł (taka drama).
Podbiegłam do nich szybko i wbiłam dziewczynie paznokcie w kark. Dziewczyna oczywiście odskoczyła i zaczęła się wiercić, ale chłopak ją przytrzymał, więc mogłam skończyć wpuszczać do niej esencję, czyli substancję zabijającą demony.
Po chwili rozpłynęła się w powietrzu.
- Głupi demon - mruknął chłopak patrząc w miejsce gdzie przed chwilą stała blondyna.
- Ta... - bąknęłam - Dużo z ciebie wyssał?
Miałam na myśli duszę. Ten demon chciał wyssać duszę.
- A bo ja wiem? - podrapał się nerwowo w kark.
- Ok - westchnęłam i udałam sie w swoją stronę.
<Ryuzaki? Ahahahhaha uratowałam cię żulu ^^>
Wzięłam arkusze pod pachę i udałam się z powrotem. Oczywiście ja, niezdara jak zwykle upuściłam wszystko. Pech chciał, że akurat wtedy zawiał porządny podmuch wiatru. Jasne. Wszystko się rozwiało. Potem pół godziny jak głupia biegałam i zbierałam kartki. Kiedy podniosłam ostatnią moim oczom ukazał się chłopak obok pięknej blondynki. Nie trzeba było długo czekać by się do siebie przylepili.
Ale coś było nie tak.
Chłopak zaczął się wyrywać ale na darmo. Dziewczyna trzymała go w żelaznym uścisku. Chłopak słabł (taka drama).
Podbiegłam do nich szybko i wbiłam dziewczynie paznokcie w kark. Dziewczyna oczywiście odskoczyła i zaczęła się wiercić, ale chłopak ją przytrzymał, więc mogłam skończyć wpuszczać do niej esencję, czyli substancję zabijającą demony.
Po chwili rozpłynęła się w powietrzu.
- Głupi demon - mruknął chłopak patrząc w miejsce gdzie przed chwilą stała blondyna.
- Ta... - bąknęłam - Dużo z ciebie wyssał?
Miałam na myśli duszę. Ten demon chciał wyssać duszę.
- A bo ja wiem? - podrapał się nerwowo w kark.
- Ok - westchnęłam i udałam sie w swoją stronę.
<Ryuzaki? Ahahahhaha uratowałam cię żulu ^^>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Emily
Od Alexandra cd historii Lauren
Jak zwykle skończyłem pracę po trzeciej nad ranem i nie marzyłem o niczym innym jak opuścić to cholerne biuro i mieć, choć kilka godzin spokoju... Marzenia ściętej głowy. Ledwie udało mi się dojechać do domu i przespać godzinę zadzwonił telefon. Z irytacją wygrzebałem się z pościeli i sięgnąłem po komórkę.
- Co jest? – warknąłem zamiast powitania
- Morderstwo, szefie – odparł Frank, jeden z moich podwładnych
- No to się nim zajmijcie – burknąłem – Przecież chyba nie muszę wam patrzeć na ręce przy podstawowych procedurach….
- Ale to nie takie zwykłe morderstwo – wszedł mi w słowo policjant
- A co w nim takiego niezwykłego?
- Ofiarą jest dziecko – powiedział cicho facet – Zostało znalezione w barze w centrum miasta. Jego obrażenia są dość nietypowe….
- Dobra, zaraz tam będę - powiedziałem z rezygnacją, po czym się rozłączyłem i zacząłem się ubierać
Po kilku minutach siedziałem już w samochodzie, jadąc do wskazanego przez franka baru. Gdy tam dotarłem technicy właśnie kończyli zabezpieczać teren. Zanim jednak zdążyłem do nich podejść zatrzymała mnie jakaś nieznajoma dziewczyna, która chyba tu pracowała…..
<Lauren?>
- Co jest? – warknąłem zamiast powitania
- Morderstwo, szefie – odparł Frank, jeden z moich podwładnych
- No to się nim zajmijcie – burknąłem – Przecież chyba nie muszę wam patrzeć na ręce przy podstawowych procedurach….
- Ale to nie takie zwykłe morderstwo – wszedł mi w słowo policjant
- A co w nim takiego niezwykłego?
- Ofiarą jest dziecko – powiedział cicho facet – Zostało znalezione w barze w centrum miasta. Jego obrażenia są dość nietypowe….
- Dobra, zaraz tam będę - powiedziałem z rezygnacją, po czym się rozłączyłem i zacząłem się ubierać
Po kilku minutach siedziałem już w samochodzie, jadąc do wskazanego przez franka baru. Gdy tam dotarłem technicy właśnie kończyli zabezpieczać teren. Zanim jednak zdążyłem do nich podejść zatrzymała mnie jakaś nieznajoma dziewczyna, która chyba tu pracowała…..
<Lauren?>
Etykiety:
do Lauren,
Od Alexandra
Od Christopher'a
Burdel, klub, kino, burdel, restauracja, klub, kino, burdel.
I tak przez kolejne dwa kilometry, które przebyłem piechotą, bo motor mi nawalił. Cóż... Spacer nikomu źle nie zrobił jeszcze...
Przechodziłem przez ciemną uliczkę, w której właśnie jakaś dziwka obciągała z wprawą chuja jakiemuś kolesiowi. Widok codzienny w tym mieście. Podejrzewam, że za parę lat szmaty będą się pojawiać za dnia pod komisariatem i obsługiwać "stróży prawa". Wchodząc do jednego z wielu barów na wejściu zostałem zaczepiony przez jedną prostytutkę.
- Nie teraz Amando... Jestem zmęczony...- minąłem ją i wyszedłem przez zaplecze baru przepychając się przez tłum tańczących i pierdolących się ludzi
Wszedłem po drabinie na dach budynku i usiadłem na jego krawędzi obserwując miasto tętniące życiem w środku nocy. Zamknąłem oczy i zapadłem w coś w rodzaju snu. Otworzyłem je po kilku minutach i zobaczyłem, że przy drabinie ktoś stoi. Zarys postaci zbliżał się stopniowo w moją stronę.
- Wolniej się nie da iść? - powiedziałem od niechcenia w stronę przybysza
<Kogo przywiało na dach?>
I tak przez kolejne dwa kilometry, które przebyłem piechotą, bo motor mi nawalił. Cóż... Spacer nikomu źle nie zrobił jeszcze...
Przechodziłem przez ciemną uliczkę, w której właśnie jakaś dziwka obciągała z wprawą chuja jakiemuś kolesiowi. Widok codzienny w tym mieście. Podejrzewam, że za parę lat szmaty będą się pojawiać za dnia pod komisariatem i obsługiwać "stróży prawa". Wchodząc do jednego z wielu barów na wejściu zostałem zaczepiony przez jedną prostytutkę.
- Nie teraz Amando... Jestem zmęczony...- minąłem ją i wyszedłem przez zaplecze baru przepychając się przez tłum tańczących i pierdolących się ludzi
Wszedłem po drabinie na dach budynku i usiadłem na jego krawędzi obserwując miasto tętniące życiem w środku nocy. Zamknąłem oczy i zapadłem w coś w rodzaju snu. Otworzyłem je po kilku minutach i zobaczyłem, że przy drabinie ktoś stoi. Zarys postaci zbliżał się stopniowo w moją stronę.
- Wolniej się nie da iść? - powiedziałem od niechcenia w stronę przybysza
<Kogo przywiało na dach?>
Etykiety:
do kogokolwiek,
Od Christopher'a
środa, 25 czerwca 2014
Od Caroline cd historii Ryûzaki'ego
- Uwierz mi, nie musiałeś. - mruknęłam
Przyśpieszyłam kroku, jednak chłopak nadal za mną szedł. Nawet jeśli był skończonym debilem i możliwe, że nigdy więcej nie zobaczę go na oczy, to jednak wolałam, aby nie dowiedział się gdzie mieszkam. Skierowałam się w stronę jednej z "normalniejszych" dzielnic, drogą okrężną do mojego mieszkania.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie. - naciskał chłopak, cały czas idąc za mną
- Bo nie muszę. - odparłam sucho
- Musisz.
Zatrzymałam się gwałtownie, przez co chłopak o mało co na mnie nie wpadł i włożyłam rękę do kieszeni umieszczonej z tyłu kurtki. Po chwili wyciągnęłam z niej mój nieodłączny pistolet i zaczęłam kręcić nim sobie na palcu.
- Widzisz, co tu mam? - zapytałam, nie patrząc na niego
- Baby nie potrafią strzelać. - powiedział z uśmiechem
- Doprawdy?
Wycelowałam pistolet w jedno z piwnicznych okiem, a potem oddałam strzał. Szyba rozsypała się na drobne kawałeczki, a ja z gracją schowałam broń. Spojrzałam na chłopaka kątem oka, a potem odwróciłam się, aby ruszyć w dalszą drogę. Co prawda, od mojego bloku dzieliło nas niecałe 10 metrów, jednak wolałam, żeby ta informacja została jedynie w mojej głowie.
<Ryûzaki? "Ona ma broń..." xD>
Przyśpieszyłam kroku, jednak chłopak nadal za mną szedł. Nawet jeśli był skończonym debilem i możliwe, że nigdy więcej nie zobaczę go na oczy, to jednak wolałam, aby nie dowiedział się gdzie mieszkam. Skierowałam się w stronę jednej z "normalniejszych" dzielnic, drogą okrężną do mojego mieszkania.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie. - naciskał chłopak, cały czas idąc za mną
- Bo nie muszę. - odparłam sucho
- Musisz.
Zatrzymałam się gwałtownie, przez co chłopak o mało co na mnie nie wpadł i włożyłam rękę do kieszeni umieszczonej z tyłu kurtki. Po chwili wyciągnęłam z niej mój nieodłączny pistolet i zaczęłam kręcić nim sobie na palcu.
- Widzisz, co tu mam? - zapytałam, nie patrząc na niego
- Baby nie potrafią strzelać. - powiedział z uśmiechem
- Doprawdy?
Wycelowałam pistolet w jedno z piwnicznych okiem, a potem oddałam strzał. Szyba rozsypała się na drobne kawałeczki, a ja z gracją schowałam broń. Spojrzałam na chłopaka kątem oka, a potem odwróciłam się, aby ruszyć w dalszą drogę. Co prawda, od mojego bloku dzieliło nas niecałe 10 metrów, jednak wolałam, żeby ta informacja została jedynie w mojej głowie.
<Ryûzaki? "Ona ma broń..." xD>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Caroline
Od Ryûzaki'ego CD historii Caroline
Byłem tak zamyślony że nie zauważałem że jakaś dziewczyna wyszła i się na mnie gapiła. Ech... Teraz chyba powinien podejść i wyjaśnić jej to, że się na nią gapię, ale jeżeli to zrobię czy nie uzna mnie za wariata? No, ale jak się na nią będę gapić też mnie za niego uzna. Iść czy nie iść? Ale mam dylemat...
- Dlaczego się na mnie gapisz? - usłyszałem
Dziewczyna stała obok mnie.
- No... bo... widzisz... Przeprowadzam ankietę. - szlag, lepszej wymówki wymyślić nie mogłem
- Na jaki temat? - spytała
- Yhym... pytanie jest takie...Czy uważasz że jestem przystojny? Odpowiedź A. - Tak. Odpowiedź B. -Bardzo tak.
I właśnie w tym momencie człowiek żałuje że nie umie kłamać.
- Jesteś takim idiotą czy tylko udajesz? - po tych słowach odwróciła się i zaczęła iść
- Ej, poczekaj no! - wstałem i podszedłem do niej - Nawet się nie przedstawiłem. Jestem Ryūzaki
Po tych słowach w duszy się modliłem żeby nie uznała mnie za totalnego idiotę.
<Caroline? Wybór należy do ciebie>
- Dlaczego się na mnie gapisz? - usłyszałem
Dziewczyna stała obok mnie.
- No... bo... widzisz... Przeprowadzam ankietę. - szlag, lepszej wymówki wymyślić nie mogłem
- Na jaki temat? - spytała
- Yhym... pytanie jest takie...Czy uważasz że jestem przystojny? Odpowiedź A. - Tak. Odpowiedź B. -Bardzo tak.
I właśnie w tym momencie człowiek żałuje że nie umie kłamać.
- Jesteś takim idiotą czy tylko udajesz? - po tych słowach odwróciła się i zaczęła iść
- Ej, poczekaj no! - wstałem i podszedłem do niej - Nawet się nie przedstawiłem. Jestem Ryūzaki
Po tych słowach w duszy się modliłem żeby nie uznała mnie za totalnego idiotę.
<Caroline? Wybór należy do ciebie>
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
Od Caroline CD historii Ryûzaki'ego
Weszłam do sklepu i od razu skierowałam się do działu z nabiałem. Znałam rozkład sklepu na pamięć, ale gdy doszłam do miejsca, w którym powinny znajdować się kartony z mlekiem, zobaczyłam przed sobą zabawki. Różnokolorowe, dziecięce zabawki. Wzrokiem szukałam młodej dziewczyny, która zawsze pomagała mi, gdy nie mogłam czegoś znaleźć, lecz teraz nigdzie jej nie było. Czy ja coś pomyliłam? Niemożliwe. Błądziłam jeszcze trochę między regałami wypełnionymi po brzegi różnymi rzeczami, aż odszukałam kogoś z obsługi sklepu. Podeszłam do chłopaka w czerwonej koszulce, który uparcie próbował ustawić wieże z lekarstw, ale ona za każdym razem się przewracała.
- Było tu jakieś przemeblowanie? - zapytałam
Zaskoczony, gwałtownie odwrócił się w moją stronę, przez co wieża znów się rozwaliła.
- Wczoraj. - wyjaśnił - Szukasz czegoś?
- Tak. - odparłam
Kucnęłam i zaczęłam zbierać porozrzucane pudełka z lekarstwami, a chłopak po chwili dołączył do mnie.
- Powiesz mi, czego?
- Działu z nabiałem, a dokładniej mleka. - odparłam
Bez problemu ustawiłam kolorowe opakowania na półce, a potem odgarnęłam do tyłu włosy, które opadły mi na twarz. Chłopak wskazał ręką regały po mojej prawej stronie, a potem chwycił wózek, na którym miał zapakowaną resztę towaru.
- Tam jest. - powiedział z uśmiechem - I dzięki za pomoc.
Z przyzwyczajenia kiwnęłam głową i skierowałam się w stronę wskazanego działu. Rzeczywiście, było tam wszystko, czego szukałam. Czyli mleko. Wzięłam karton i skierowałam się do kas, które na szczęście nie zostały przeniesione. Zapłaciłam za moje jakże wielkie zakupy i wyszłam za sklepu. Kątem oka spostrzegłam siedzącego na ławce chłopaka, na którego wcześniej wpadłam w drzwiach.
<Ryûzaki?>
- Było tu jakieś przemeblowanie? - zapytałam
Zaskoczony, gwałtownie odwrócił się w moją stronę, przez co wieża znów się rozwaliła.
- Wczoraj. - wyjaśnił - Szukasz czegoś?
- Tak. - odparłam
Kucnęłam i zaczęłam zbierać porozrzucane pudełka z lekarstwami, a chłopak po chwili dołączył do mnie.
- Powiesz mi, czego?
- Działu z nabiałem, a dokładniej mleka. - odparłam
Bez problemu ustawiłam kolorowe opakowania na półce, a potem odgarnęłam do tyłu włosy, które opadły mi na twarz. Chłopak wskazał ręką regały po mojej prawej stronie, a potem chwycił wózek, na którym miał zapakowaną resztę towaru.
- Tam jest. - powiedział z uśmiechem - I dzięki za pomoc.
Z przyzwyczajenia kiwnęłam głową i skierowałam się w stronę wskazanego działu. Rzeczywiście, było tam wszystko, czego szukałam. Czyli mleko. Wzięłam karton i skierowałam się do kas, które na szczęście nie zostały przeniesione. Zapłaciłam za moje jakże wielkie zakupy i wyszłam za sklepu. Kątem oka spostrzegłam siedzącego na ławce chłopaka, na którego wcześniej wpadłam w drzwiach.
<Ryûzaki?>
Etykiety:
do Ryûzaki'ego,
Od Caroline
Od Ryûzaki'ego CD historii Caroline
- Ryûzaki, wstawaj! - usłyszałem
- Ta, jutro... - było tak rano, a wczoraj do późna pracowałem, no i jeszcze ten wypad do kina ze znajomymi mnie wymęczył
- Ryûzaki! Nie żartuj sobi! - ktoś tym razem trzepnął mnie poduszką
- Dobra wstaje, nie krzycz już. - podniosłem się i spojrzałem na zegarek. 8:00.
Rozejrzałem się po pokoju. Panował w nim straszny bałagan.
- Trzeba iść kupić coś na śniadanie, więc wstawaj.
Moja młodsza siostra rzuciła we mnie świeżą koszulą i wyszła z pokoju. Ubrałem się i przyszykowałem do wyjścia. Kiedy wychodziłem z domu była 8:30. Na ulicy prawie nikogo nie było, ale za to było bardzo zimno. Ruszyłem powoli przed siebie. Nienawidzę takiej pogody. Czemu nie może być już lata? Z takimi to rozmyślaniami doszedłem do sklepu, gdy wpadłem w jakąś dziewczynę.
- Mógłbyś trochę uważać.
- Sory, śpieszy mi się. - wzruszyłem ramionami i wszedłem do sklepu
[...] Gdy kupiłem co miałem kupić wyszedłem ze sklepu i usiadłem na ławce przed nim, patrząc się tępo na drzwi.
<Caroline? Pomysłu nie miałem ;3>
- Ta, jutro... - było tak rano, a wczoraj do późna pracowałem, no i jeszcze ten wypad do kina ze znajomymi mnie wymęczył
- Ryûzaki! Nie żartuj sobi! - ktoś tym razem trzepnął mnie poduszką
- Dobra wstaje, nie krzycz już. - podniosłem się i spojrzałem na zegarek. 8:00.
Rozejrzałem się po pokoju. Panował w nim straszny bałagan.
- Trzeba iść kupić coś na śniadanie, więc wstawaj.
Moja młodsza siostra rzuciła we mnie świeżą koszulą i wyszła z pokoju. Ubrałem się i przyszykowałem do wyjścia. Kiedy wychodziłem z domu była 8:30. Na ulicy prawie nikogo nie było, ale za to było bardzo zimno. Ruszyłem powoli przed siebie. Nienawidzę takiej pogody. Czemu nie może być już lata? Z takimi to rozmyślaniami doszedłem do sklepu, gdy wpadłem w jakąś dziewczynę.
- Mógłbyś trochę uważać.
- Sory, śpieszy mi się. - wzruszyłem ramionami i wszedłem do sklepu
[...] Gdy kupiłem co miałem kupić wyszedłem ze sklepu i usiadłem na ławce przed nim, patrząc się tępo na drzwi.
<Caroline? Pomysłu nie miałem ;3>
Etykiety:
do Caroline,
Od Ryûzaki'ego
Od Lauren
Byłam okropnie zmęczona po tym beznadziejnym dniu w pracy. Ze trzy razy się pośliznęłam, przy czym dwa razy z tacą z jedzeniem. Potem zagapiłam się i wpadłam w ścianę. Cały bar się śmiał. Szef wyjątkowo upierdliwie mnie podrywał i dawał klapsy z tym swoim beznadziejnie figlarnym uśmieszkiem. Aha, i jeszcze jak jechałam rowerem do pracy to omało mnie jakiś debil w zielonym autku nie potrącił. Brrr!... Nie chcę już dziś robić nic a nic, tylko wejść do mieszkania, wsunąć się pod kołdrę i spać. No, może ewentualnie przed tym jeszcze poczytam książkę.
[...] Jak na złość nie mogłam zasnąć. Chciałam tylko spać, czy to aż tak wiele?! Najwyraźniej. Zaświeciłam lampkę nocną. Musiałam ochłonąć. Ubrałam się. Poszłam na spacer. Ledwo co oświetlone ulice Las Vegas wyglądają tak pięknie. Znaczy... Wyglądałyby pięknie gdyby nie ludzie śpiący na ławkach lub ledwo co chodzące grupki pijanych ludzi. No i jeszcze czasem można spotkać szczury. A poza tym to pięknie. Pierwszy raz widziałam tak bezchmurne niebo. Było tyle gwiazd! Usiadłam na jakiejś ławce nie zajętej przez kogoś śpiącego i gapiłam się. Po prostu gapiłam się dookoła. Póki nie zaczęły kleić mi się powieki. Ucieszyłam się, pomyślałam że może uda mi się w końcu zasnąć. Szybkim krokiem doszłam do mojego kochanego mieszkanka, zdjęłam szybciutko moje kochane buciki i szybkim zdecydowanym ruchem okryłam się moją kochaną kołderką. No i jeszcze przytuliłam mojego kochanego psa. I zasnęłam...
[...] Obudziło mnie światło z okna. Zaświeciło idealnie parę sekund przed brzdękiem budzika. Wstałam, pogłaskałam na dzień dobry mojego psa, i podeszłam do lodówki. Normalka, czyli albo mleko z płatkami, albo kanapki, ewentualnie zjem coś w barze. Wybrałam trzecią opcję. Zamknęłam lodówkę i odwróciłam się na pięcie w stronę łazienki.
[...] Fuck, głupia żyletka! Co ona robi na podłodze?! Dobrze, że nie czuję bólu. Podniosłam ją i odłożyłam na półkę, a ranę przemyłam wodą utlenioną i zakleiłam plastrem. Uczesałam włosy. Ubrałam kurtkę, kapelusz, szalik, buty, zabrałam rower, wyszłam i zamknęłam drzwi. Wzięłam do ręki mój pojazd i musiałam postarać się nie spaść z nim ze schodów. Zwykle jadę windą, ale teraz niestety się popsuła. Musiałam schodzić z 4 piętra z moim jednośladem. Zeszłam, nie zabiłam się. Yaaaay...
<Ktoś?>
[...] Jak na złość nie mogłam zasnąć. Chciałam tylko spać, czy to aż tak wiele?! Najwyraźniej. Zaświeciłam lampkę nocną. Musiałam ochłonąć. Ubrałam się. Poszłam na spacer. Ledwo co oświetlone ulice Las Vegas wyglądają tak pięknie. Znaczy... Wyglądałyby pięknie gdyby nie ludzie śpiący na ławkach lub ledwo co chodzące grupki pijanych ludzi. No i jeszcze czasem można spotkać szczury. A poza tym to pięknie. Pierwszy raz widziałam tak bezchmurne niebo. Było tyle gwiazd! Usiadłam na jakiejś ławce nie zajętej przez kogoś śpiącego i gapiłam się. Po prostu gapiłam się dookoła. Póki nie zaczęły kleić mi się powieki. Ucieszyłam się, pomyślałam że może uda mi się w końcu zasnąć. Szybkim krokiem doszłam do mojego kochanego mieszkanka, zdjęłam szybciutko moje kochane buciki i szybkim zdecydowanym ruchem okryłam się moją kochaną kołderką. No i jeszcze przytuliłam mojego kochanego psa. I zasnęłam...
[...] Obudziło mnie światło z okna. Zaświeciło idealnie parę sekund przed brzdękiem budzika. Wstałam, pogłaskałam na dzień dobry mojego psa, i podeszłam do lodówki. Normalka, czyli albo mleko z płatkami, albo kanapki, ewentualnie zjem coś w barze. Wybrałam trzecią opcję. Zamknęłam lodówkę i odwróciłam się na pięcie w stronę łazienki.
[...] Fuck, głupia żyletka! Co ona robi na podłodze?! Dobrze, że nie czuję bólu. Podniosłam ją i odłożyłam na półkę, a ranę przemyłam wodą utlenioną i zakleiłam plastrem. Uczesałam włosy. Ubrałam kurtkę, kapelusz, szalik, buty, zabrałam rower, wyszłam i zamknęłam drzwi. Wzięłam do ręki mój pojazd i musiałam postarać się nie spaść z nim ze schodów. Zwykle jadę windą, ale teraz niestety się popsuła. Musiałam schodzić z 4 piętra z moim jednośladem. Zeszłam, nie zabiłam się. Yaaaay...
<Ktoś?>
Etykiety:
do kogokolwiek,
Od Lauren
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Od Caroline
Szybkim krokiem przemierzałam chodnik, myśląc tylko o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w domu.Wracałam właśnie z klubu, otulona szalikiem tak, aby było widać mi jedynie oczy. Ale i tak niewiele to dawało. Ubrana byłam bowiem w czerwoną miniówkę, czarne botki i taką samą kurtkę, więc nawet najcieplejszy szalik nie mógł mi w niczym pomóc. Miałam do przejścia jeszcze kilka przecznic, może piętnaście minut drogi, więc nie było tak źle. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Dwie nieodebrane wiadomości, jedno połączenie i dochodzi trzecia. Sean, Sean i... A któż to do mnie dzwonił? Nie znałam numeru, jednak nie zamierzałam się tym przejmować. Wkrótce stałam przed wejściem do klatki i szukałam kluczy. Nie miałam ich w kieszeni, więc zaczęłam przeszukiwać torebkę. Gdzie ja je wrzuciłam, do jasnej cholery?! Nie ma to jak stać przed blokiem i przeszukiwać całą zawartość torebki w poszukiwaniu kluczy. Nie ma ich. Oparłam się plecami o ścianę i westchnęłam ciężko. Jak teraz wejdę do bloku? Moim wybawieniem okazał się być młody chłopak, który prawdopodobnie również ty mieszkał. Otworzył drzwi i wszedł do środka, a ja tuż za nim. Po kilkunastu minutach byłam już umyta i leżałam w łóżku z kubkiem gorącej czekolady w ręce. Zasnęłam na krótko po tym.
[...]Obudziłam się tuż przed południem, sama z siebie. Nigdy nie wstaję tak wcześnie, ale dziś... Było ciut inaczej. Ubrałam się i zaglądnęłam do kuchni, w której zobaczyłam Seana przygotowującego śniadanie.
- Nie zamknęłaś drzwi w nocy. - poinformował mnie
- Widocznie zapomniałam. - mruknęłam i oparłam się na stole - Co na śniadanie?
- Będą omlety, ale jak kupisz mleko. - uśmiechnął się i wręczył mi banknot
Jednak ja odsunęłam jego rękę i wyciągnęłam z torebki mój portfel, a potem pomachałam mu nim przed oczami. Założyłam buty, kurtkę i szalik, a potem wyszłam na zewnątrz. Podążyłam wprost do małego sklepiku, w którego drzwiach zderzyłam się z jakimś chłopakiem.
- Mógłbyś trochę uważać. - burknęłam
<Jakiś chłopakk ;3>
[...]Obudziłam się tuż przed południem, sama z siebie. Nigdy nie wstaję tak wcześnie, ale dziś... Było ciut inaczej. Ubrałam się i zaglądnęłam do kuchni, w której zobaczyłam Seana przygotowującego śniadanie.
- Nie zamknęłaś drzwi w nocy. - poinformował mnie
- Widocznie zapomniałam. - mruknęłam i oparłam się na stole - Co na śniadanie?
- Będą omlety, ale jak kupisz mleko. - uśmiechnął się i wręczył mi banknot
Jednak ja odsunęłam jego rękę i wyciągnęłam z torebki mój portfel, a potem pomachałam mu nim przed oczami. Założyłam buty, kurtkę i szalik, a potem wyszłam na zewnątrz. Podążyłam wprost do małego sklepiku, w którego drzwiach zderzyłam się z jakimś chłopakiem.
- Mógłbyś trochę uważać. - burknęłam
<Jakiś chłopakk ;3>
Etykiety:
do jakiegoś chłopaka,
Od Caroline
Subskrybuj:
Posty (Atom)