Jechałam moim rowerem, ślizagając się raz po raz na zamrożonych kałużach. Na światłach brałam łapczywie łyki gorącej kawy, by było mi cieplej. Jeszcze tylko parę ulic i już będę w pracy. Głód przeraźliwie mocno ssał mi w żołądku. Czasem widziałam mroki przed oczami. Tak, z głodu. Byłam przeokropnie głodna. Ale jechałam dalej. Nie mogłam się spóźnić. Jeszcze tylko paredziesiąt metrów, już widzę budynek. Yyy... I coś jeszcze? Aha, kurwa. Policja. O co znowu chodzi? Przyspieszyłam. Chęć zjedzenia czegokolwiek przeszła na dalszy plan. Musiałam się dowiedzieć o co chodzi. Zeskoczyłam z roweru i oparłam o najbliższy słup. Podeszłam do jakiegoś policjanta pytając :
- Przepraszam, co tu się zdarzyło?
- Dzień dobry. Doszło do morderstwa. A teraz przepraszam, muszę i..
- Stop! Chcę wiedzieć więcej! - przerwałam
- Wiem tylko tyle, że zamordowana dziewczynka ma rany w dziwnych miejscach. A teraz już naprawdę muszę...
- Te, spokojnie, masz czas. Opowiedz-mi-więcej. Ok?
- Ale ja nie wiem nic więcej! - nie odpowiedziałam. Zmieniłam kierunek na drzwi baru.
- Hej, bar jest zamknięty do czasu zakończenia śledztwa. - i znowu poczułam okropny głód. Muszę zapylać do domu bez śniadania. Świetnie.
<Alexander?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz