Dziewczyna uścisnęła mi dłoń mówiąc :
-Yuki.
Uśmiechnęłam się i odeszłam. Kurczę, miła dziewczyna. Wyglądała troszkę... groźnie. Ale na szczęście pozory mylą. Nagle się zorientowałam, że idę w złą stronę.
-Boże, co się dzisiaj ze mną dzieje? - mruknęłam pod nosem. Obróciłam się na pięcie w prawo i myślałam kiedy i gdzie dokładnie mogłam zgubić mojego psa.
[...]
-Ok, zaraz się biorę za plakaty. - powiedziałam do siebie.
-Chwila, przecież nie wiem czy dobrze zapisałam numer... jak jej było? A, Yuki. Zadzwonię do niej.
Peep... peep... co jeśli to nie jej numer? Peep... ktoś odebrał.
-Halo? - powiedziałam
-Halo, cześć.
-Czyli dodzwoniłam się do Yuki, tak?
-A dzwoni Lauren, tak?
-Tak.
-To już idziemy? Kiedy zdążyłaś zrobić plaka...
-Nie, nie. - przerwałam jej - Po prostu chciałam sprawdzić czy dobrze zapisałam twój numer. Zaraz dopiero zacznę robić plakat. Znaczy, plakaty. Znaczy jeden, a potem go skopiuję, a nieważne. Coś jest dzisiaj ze mną nie tak. Dobra, to jak będę miała te plakaty to zadzwonię, ok?
-Ok. A pozwól, że teraz wrócę do jedzenia. - powiedziała, a potem cicho zachichotała.
-Dobra, już nie przeszkadzam. To... do usłyszenia.
-Pa.
Ok, czyli to był jej numer. To teraz bierzemy się za plakaty.
[...] (Półtorej godziny później. Dlatego tak długo bo po drodze Lau jeszcze musiała rozwiesić pranie, zapalić i pozbierać resztki po rozbitej szklance.)
-Ok, pierwszy plakat jest. Teraz tylko iść gdzieś, gdzie można to skopiować i rozwiesić po całym Vegas. To dzwonię do Yuki.
Peep... p...
-Halo? - odezwał się znajomy, chociaż jednak po części nieznajomy głos Yuki.
-Halo, mogłabyś teraz wyjść?
<Mogłabyś, Yuki?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz