- Ryûzaki, wstawaj! - usłyszałem
- Ta, jutro... - było tak rano, a wczoraj do późna pracowałem, no i jeszcze ten wypad do kina ze znajomymi mnie wymęczył
- Ryûzaki! Nie żartuj sobi! - ktoś tym razem trzepnął mnie poduszką
- Dobra wstaje, nie krzycz już. - podniosłem się i spojrzałem na zegarek. 8:00.
Rozejrzałem się po pokoju. Panował w nim straszny bałagan.
- Trzeba iść kupić coś na śniadanie, więc wstawaj.
Moja młodsza siostra rzuciła we mnie świeżą koszulą i wyszła z pokoju. Ubrałem się i przyszykowałem do wyjścia. Kiedy wychodziłem z domu była 8:30. Na ulicy prawie nikogo nie było, ale za to było bardzo zimno. Ruszyłem powoli przed siebie. Nienawidzę takiej pogody. Czemu nie może być już lata? Z takimi to rozmyślaniami doszedłem do sklepu, gdy wpadłem w jakąś dziewczynę.
- Mógłbyś trochę uważać.
- Sory, śpieszy mi się. - wzruszyłem ramionami i wszedłem do sklepu
[...] Gdy kupiłem co miałem kupić wyszedłem ze sklepu i usiadłem na ławce przed nim, patrząc się tępo na drzwi.
<Caroline? Pomysłu nie miałem ;3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz