sobota, 28 czerwca 2014

Od Emily

Zamknęłam komputer. Przeglądnęłam co dzieje się na tej atrapie prawdziwego świata, poczytałam o porażkach modowych. Ubrałam moje trampki (nie, nie conversy) i jakąś wyciągniętą bluzę. Założyłam kaptur i wyszłam z domu. Poszłam do parku.
Podeszłam do jednego wielkiego drzewa i zaczęłam się na nie inteligentnie gapić. A to dlatego, że oglądam za dużo filmów a w filmach bohaterowie miewają częste refleksje. A gdy na monitorze pokazane są ich przemyślenia oni nie mają nic innego do roboty ja stać i bezmyślnie gapić się w jakiś punkt na horyzoncie. Więc przypomniało mi się dzieciństwo. Jak dziadek podsadzał mnie a ja wchodziłam na drzewa i zrywałam czereśnie, śliwki, jabłka... Piękne czasy. Upewniłam się, że nikt nie widzi i szybkim ruchem wspięłam się na jeden z grubszych konarów. Wetknęłam słuchawki do uszu i puściłam "Monster" Skillet'a. I tak sobie siedziałam. No bo co jest w tym złego.
Nagle zobaczyłam, że ktoś obserwuje mnie z dołu. Stanęłam na konarze i spojrzałam w dół jak spłoszony kot.
- Mogę w czymś pomóc? - zapytałam nieśmiało.
- Oglądałam/ałem kiedyś taki film "Panna Minouse"... Jesteś kotem? - zaczęła nieznajoma osoba.
- Ee... - zeszłam trochę niżej.
- Panna Minouse była kotem w ludzkim ciele - wytłumaczył/a nieznajomy/a.
- Hm... No nie wiem. - powiedziałam cicho.

<Ktoś? Wiem, beznadzieja. Jak to ujął Ryzuaki "co ty ćpasz?" więc moim dilerem jest pies sąsiada. Dać namiary?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz