Szybkim krokiem zmierzałem do miejsca spotkania z kumplami i myślałem tylko o tym, jak będzie wyglądał nasz wspólny weekend. Po drodze natknąłem się na jakąś dziewczynę, ale średnio zapamiętałem chociaż jak wyglądała...
[...]- Kurwa, Frank, co ty robisz?! - krzyknąłem ze śmiechem
Właśnie razem z czterema kumplami jechałem małą, czarną Toyotą w stronę hotelu, w którym mieliśmy zamieszkać. Dostaliśmy zlecenie od jakiegoś francuza, aby zrobić zdjęcie le modèle, cokolwiek to znaczy. A wszyscy zgodzili się bez gadania, bo wizja spędzenia razem w hotelu ponad tygodnia wydawała się wspaniała. A dokładnie w tej chwili, Frank wyjął sobie gotowanego kurczaka z warzywami z walizki i zaczął go jeść, a my wszyscy śmiać się bez opamiętania. No, może nie wszyscy, bo Steve prowadził i nie mógł się z nami bawić. Zresztą on jest aniołem, do tego trochę sztywnym.
- Jem, nie widać? - zapytał z pełnymi ustami Frank, a my na nowo wybuchnęliśmy śmiechem
Po kilku minutach dojechaliśmy do celu i zaczęliśmy wyjmować z bagażnika oraz spod foteli swoje walizki. Przy okazji Greg uderzył się w głowę, ja w nogę, a nasz kucharz prawie wywalił na chodnik swojego kurczaka. Ale wszyscy dotarliśmy do lady hotelowej, martwa kura też. Zameldowaliśmy się, a po chwili podeszła do nas ciemnowłosa pokojóweczka i wygłosiła dobrze znaną mi mówkę.
- Nie denerwuj się tak, laleczko. - zaśmiał się jeden z moich kolegów
<Taiga?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz