Sobota. Dzień wolny. W końcu. Zwlekłam się o godzinie 10:00 z łóżka. Podeszłam do lodówki i uznałam, że nie mam ochoty na nic w niej zawartego. A przecież musiałam jeszcze wyprowadzić psa. Przebrałam się, uczesałam, ogólnie poranna rutyna. Przypięłam psa do smyczy (albo smycz do psa, jak kto woli). Zatrzasnęłam drzwi.
[...] Szłam sobie chodnikiem zahaczając o stację benzynową, gdzie kupiłam sobie hot-doga. Zmierzałam w stronę parku. Dzynk dzynk! - sms przyszedł. Wyjęłam telefon i próbowałam sobie przypomnieć jaki mam kod. Zanim sobie przypomniałam zderzyłam się z jakąś dziewczyną ramionami.
- Em... Przepraszam? - mruknęła pod nosem.
- Nie, to ja przepraszam, zagapiłam się. Głupi telefon. - uśmiechnęłam się.
- No.
Stałyśmy naprzeciw siebie w niezręcznej ciszy. Już miała iść, gdy postanowiłam nawiązać rozmowę.
- Ym... A tak wogóle, to... Ym... (Chwilowy brak wątku)
- Co?
Oglądnęłam się wokół siebie i zdębiałam. Drżącym głosem odpowiedziałam:
- Widziałaś gdzieś mojego psa?
<Yuki?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz