Cisza. Nie mam bladego pojęcia jak określić to zjawisko. Spokój ducha, brak jakichkolwiek dźwięków, brak wiejącego wiatru? Nie wiem. Najważniejsze było to, że podczas trwania tego stanu mogłam się odprężyć i zapomnieć o wszystkim. Marzyć. Malować. Odpoczywać. To zjawisko nie często bywało w centrum Las Vegas... jednak jeśli się zdarzało to korzystałam z niego w pełni. Kiedy tak rozmyślałam, poczułam, że robię się głodna. Wstałam i pokierowałam w stronę lodówki. Była pusta. Warto iść na zakupy. Założyłam czarną koszulę, glany i wyszłam z domu. Po drodze do sklepu czułam się dziwnie...jakoś tak inaczej niż zwykle. Weszłam do sklepu. Kiedy miałam już wszystko czego potrzebowałam pokierowałam się do kasy. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu. Wtedy uderzyłam kogoś ramieniem i to dość mocno. Spojrzałam na tę osobę.
- Em... przepraszam? - wymamrotałam
<Kto skończy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz