- Trudno. - wzruszyłem ramionami
- Jeszcze jakieś pytania?
- Nie. - stwierdziłem
- To czemu nie mogę sobie już iść?! - musiałem coś wymyślić szybko, bo inaczej tyle byłoby z mojej normalnej rozmowy
- Pomyślałem sobie, że może mógłbym cię odwieźć. - wskazałem na mój samochód stojący na parkingu
- Nie. - powiedziała krótko
- Wiesz, sporo tu nawalonych typów, więc... - w tym momencie popatrzyłem na kilku meneli przed nami.
- Umiem sobie poradzić, o to się martwić nie musisz.
- No, ale będę mieć wyrzuty sumienia, bo cię zagadałem, a jest tak późno i ciemno, i zimno, i....
- Dobra, możesz mnie podwieźć, ale zaraz potem ty i twoje wyrzuty sumienia się odczepicie. Okey?
- Okey. - wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy w kierunku mojego samochodu
<Caroline? Czekoladziaaa się staraa>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz